Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Znalazł się pan w gronie ekspertów Rady ds. Konstytucji tworzonej przez prezydenta Karola Nawrockiego. To nobilitacja czy jednak pewien kłopot?


Prof. Ryszard Legutko: Nie jestem z wykształcenia prawnikiem, dlatego gdy padła propozycja ze strony prezydenta, lojalnie uprzedziłem, że mam pewne ograniczenia kompetencyjne. Nie stanowiło to jednak przeszkody. Istnieją przecież szersze kwestie ustrojowe, przy których ścisłe wykształcenie prawnicze nie jest jedynym wymogiem.


Czyli propozycja ta pojawiła się zupełnie nieoczekiwanie?


W pewnym sensie tak. Zaskoczyło mnie to o tyle, że jestem już emerytem – co prawda politycznym, ale jednak. Z drugiej strony to może i dobrze: emeryt ma więcej czasu, by poświęcić się takim sprawom, a przy tym nie jest uwikłany w bieżącą politykę. W Radzie zasiada bodaj pięciu prawników, filozof i historyk. Uważam, że to dobry skład.

Cieszę się z obecności pani Julii Przyłębskiej. To bardzo zacna i szlachetna osoba, a przy tym dobry prawnik.


Premier Donald Tusk zapowiedział, że nie weźmie udziału w pracach nad nową konstytucją z radą prezydencką. Skwitował, że nie będzie udawał, że to jest poważna inicjatywa i z panią Przyłębską nie będzie dyskutował na temat ładu konstytucyjnego.


Ona w debacie publicznej jest brutalnie sponiewierana – brak mi słów na opisanie tych komentarzy. Kojarzy mi się to – jeśli ktoś jeszcze czyta klasykę polskiej literatury – ze sceną na majdanie w „Ogniem i mieczem”. Występuje tam „towarzystwo zdziczałych i zapitych kozaków”, którzy chcą kogoś rozszarpać i w końcu to robią. Zachowanie Tuska wobec pani Julii Przyłębskiej przypominało właśnie postawę tej czerni z powieści Sienkiewicza.


W Radzie są też inne postaci, jak marszałkowie: Marek Jurek czy Józef Zych.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version