Pałac Prezydencki i PiS wykorzystują kolejne wypowiedzi Donalda Tuska o amerykańskich żołnierzach, USA i Niemcach do oskarżania szefa rządu o proniemieckość. Na prawicy aż się dziwią premierowi, że daje im taką okazję do bicia w niego.

— Wewnątrzpolitycznie to jest dla nas prezent od Donalda Tuska. Ale my takich prezentów nie chcemy. Niech nam premier nie przeszkadza w kontaktach z Amerykanami — mówi polityk z bliskiego otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego.

„To”, czyli dwie wypowiedzi premiera dla mediów.

Pierwszy był wywiad — sprzed dwóch tygodni — dla prestiżowego „Financial Times”. Szef rządu powiedział w nim, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO)”. I ostrzegł przy tym, że Rosja może zaatakować członka Sojuszu w perspektywie „raczej miesięcy niż lat”.

Druga była publiczna wypowiedź premiera. Czysto politycznie okazała się nawet ważniejsza na krajowym gruncie. — Sprawa jest delikatna, jeśli chodzi o wycofywanie wojsk amerykańskich z niektórych państw europejskich. Jak państwo pamiętacie, pojawiały się w przestrzeni publicznej zapowiedzi czy też groźby wycofania wojsk amerykańskich z Niemiec, z Włoch, z Hiszpanii. Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać.

Tusk dodawał potem: — My potrzebujemy obecności amerykańskiej nie tylko w Polsce, ale także w innych miejscach — to służy tak czy inaczej polskiemu bezpieczeństwu i mam nadzieję, że te napięcia niedługo trochę opadną. Polska na pewno zrobi wszystko, a tutaj bardzo się cieszę z aktywności pana prezydenta Nawrockiego i mówię o tym serio, bo musimy grać na wszystkich instrumentach, jakie są w naszej dyspozycji.

I dalej: — Jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych i rząd amerykański uznają, że nie będzie wycofania tych wojsk, tylko przeniesienie — relokacja tych kilku tysięcy żołnierzy amerykańskich do Polski, to oczywiście będzie to konsekwencją starań wszystkich, bo tutaj akurat nie ma konfliktu między rządem a prezydentem i jego ludźmi. W kwestii obecności wojsk amerykańskich i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi nie ma różnicy zdań. Mamy trochę inne opinie na temat niektórych aspektów polityki amerykańskiej, ale co do istoty rząd z prezydentem będą razem bardzo blisko ze sobą współpracować. Jeśli pojawi się jakakolwiek szansa, możliwość zwiększenia obecności amerykańskiej w Polsce, to będziemy na pewno dobrze i zgodnie współpracować.

Cytujemy szeroko, bo premier po słowach o „delikatności sprawy” i „podbieraniu” Niemcom amerykańskich wojsk zmienił ton na bardziej koncyliacyjny, stawiając na współpracę z prezydentem Karolem Nawrockim i deklarując chęć przyciągnięcia marines.

Człowiek z otoczenia prezydenta: — Premier zdał sobie sprawę z tego, jak źle zabrzmiało to, co powiedział na początku i zaczął mówić o współpracy z Nawrockim i przyciąganiu amerykańskich żołnierzy.

Współpracownicy prezydenta Nawrockiego i osobiście prezes PiS Jarosław Kaczyński przypuścili atak na szefa rządu. Oskarżyli Donalda Tuska o proniemieckość i antyamerykańskość. Na dowód przytoczyli pierwsze zdania Tuska, a nie to, co dodawał później.

— Widać, że Tusk jest rozdarty. Z jednej strony Polacy by chcieli większej obecności wojsk USA, więc musi się o to starać, a z drugiej nie chce się skonfliktować z Niemcami, gdybyśmy mieli przejąć część wojsk USA wycofywanych z Niemiec przez Trumpa — mówi człowiek prezydenta.

Na linii Donald Trump — Friedrich Merz bardzo iskrzy. Kanclerz Niemiec skrytykował Trumpa za wojnę z Iranem, a Trump obrażał Merza w mediach społecznościowych i zapowiedział wycofanie amerykańskich żołnierzy z Niemiec.

Sam premier nie ma kontaktów z administracją USA. Swoje buduje prezydent Karol Nawrocki i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz — obaj zabiegają o zwiększenie sił USA w Polsce.

We wrześniu zeszłego roku w czasie wizyty Nawrockiego w Białym Domu, prezydenci rozmawiali za zamkniętymi drzwiami o obecności wojsk USA w Polsce. Po pierwsze Nawrocki chciał uzyskać zapewnienie Trumpa, że ten nie wycofa choć części marines z Polski. Ale rozmawiali też o zwiększeniu liczby amerykańskich żołnierzy ponad obecne 9 tys.

— Wtedy wyraźnie padło ze strony Karola Nawrockiego, że chcemy jak najwięcej wojsk USA w Europie. Nawrocki zabiegał, aby przybyło ich w Polsce, najlepiej, żeby przybyli z USA, ale gdyby Donald Trump chciał wycofywać żołnierzy z innych państw Europy, to chętnie ich przyjmiemy — słyszymy.

Nawrocki argumentował, że Polska jest największym państwem wschodniej flanki NATO, najwięcej (w stosunku do PKB) wydaje na zbrojenia i ma gotową infrastrukturę i pieniądze do przyjęcia żołnierzy. — Kasa na przyjęcie Amerykanów jest, ale nie było z Trumpem dyskusji o kwotach — słyszymy z otoczenia prezydenta.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version