Zarówno wyborcy Rafała Trzaskowskiego, jak i Karola Nawrockiego zmagają się z dużym lękiem. Strach jest wprawdzie skutecznym narzędziem mobilizacji, ale Trzaskowskiemu może bardziej zaszkodzić niż pomóc. — Lęk wzmacnia głównie skrajną prawicę — mówi socjolożka Dorota Peretiatkowicz.

Dorota Peretiatkowicz: — Lęk nie pojawia się znikąd, ale jest efektem szeregu procesów społecznych, które mają miejsce na różnych poziomach. Mówimy tu o niepewności wynikającej z globalnych problemów, takich jak zmiany klimatyczne, migracje, kryzys gospodarczy, napięcia międzynarodowe. A konkretniej np. ze straszenia Donaldem Trumpem, z wojny tuż za naszą granicą, z rozpadającej się ochrony zdrowia. Dokładają się to tego politycy, którzy zamiast proponować konkretne rozwiązania, starają się podsycać te lęki, wykorzystując je do mobilizacji wyborców. W ten sposób strach przed uchodźcami, wojną czy inflacją staje się tematem wyborczym. Niestety media często robią coś podobnego, czyli podkręcają emocje. W końcu dochodzi do tego, że zaczynamy postrzegać rzeczywistość przez pryzmat tych lęków, a to wpływa i na codzienne życie i na decyzje wyborcze.

— To lęki związane z uchodźcami, kryzysem wartości rodzinnych i obawami o utratę tożsamości narodowej w Unii Europejskiej. To jest strach, że Polska straci swoją suwerenność i że tradycyjne wartości będą zagrożone. Lęki mają charakter narodowy i kulturowy. Sztab Nawrockiego wie, jak to wykorzystać, żeby przyciągnąć elektorat.

www.instagram.com

— Tak, oczywiście. Wśród wyborców Trzaskowskiego mamy lęki związane z wyjściem Polski z Unii Europejskiej. Obawę, że Polska zostanie wyizolowana na arenie międzynarodowej i utraci wszystkie korzyści płynące z członkostwa w UE. To także strach przed tym, że kraj straci swoje miejsce w Europie. Są też lęki o przyszłość praw człowieka, o wolności obywatelskie, które mogą być zagrożone, jeśli wygra prawicowy kandydat. Bardzo wyraźnie wybija się również lęk przed faszyzmem i dominacją Kościoła rzymskokatolickiego.

— Boimy się wojny, inflacji, utraty stabilności. To nie jest zależne od tego, na kogo głosujemy – te obawy są w nas wszystkich, ale w różnych proporcjach. I teraz pytanie: co politycy z tym robią? Niby proponują różne rozwiązania tych problemów, ale często nie ma mowy o prawdziwej debacie. Jest raczej eskalacja lęków, próba podgrzewania nastrojów, mówienie, że „tylko my możemy skutecznie sobie z tym poradzić”, ale nie idą za tym odpowiednie działania.

— Nie sądzę. Na horyzoncie mamy kolejne wybory, więc tych lęków nie opłaca się wyciszać. Niestety takie podejście tylko wzmacnia polaryzację i nie pozwala budować sprawnego społeczeństwa obywatelskiego.

— Lęk jest po prostu bardziej skuteczny. To emocja, która mobilizuje ludzi do działania. Wiadomo, że jeśli w polityce zaczniemy straszyć, to ludziom jest łatwiej podjąć decyzję, szybciej zareagują. Nadzieja to proces długotrwały, podczas gdy lęk można podkręcić od razu. Politycy wiedzą, że strach działa szybciej, bo mobilizuje, a nadzieja to proces na lata.

— Może tak być. Prawica kojarzy się z siłą, stabilnością, utrzymaniem tradycyjnych wartości. Gdy przedstawiamy świat jako taki, który zaraz ma się rozpaść, wiele osób odwraca się w stronę konserwatystów i prawicy, bo wydają się zwyczajnie bezpieczniejszą opcją. Tym samym podkręcanie strachu może paradoksalnie wzmacniać skrajną prawicę, przed którą liberałowie mają nas rzekomo uchronić.

— Trzeba zacząć od uznania lęków. Politycy powinni powiedzieć: „Wiem, że się boisz inflacji, uchodźców, wojny”. Trzeba rozmawiać o tych lękach, pokazać, że rozumiemy te obawy, ale także dawać konkretne odpowiedzi. Żadne z tych lęków nie zniknie, jeśli politycy nie zaczną poważnie podchodzić do problemów i oferować konkretów.

— Wydaje mi się, że odbudowa wspólnoty już się dzieje, ale na poziomie małych społeczności. Wracamy do bliskości. Ludzie się dogadują, bo wiedzą, że skłóceni niewiele lokalnie zdziałają. I niekoniecznie muszą się lubić, ale pracują razem, by osiągnąć jakieś konkretne cele. Mam nadzieję, że takie podejście będzie się powoli rozlewać na resztę kraju. Bo wbrew powszechnej narracji, wszyscy mamy wiele wspólnego, trzeba to tylko dostrzec i potraktować te podobieństwa jako pomost do dialogu.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version