Nerwowa atmosfera przed rozpoczęciem RBN wynika z obawy, że to, co zostanie powiedziane na posiedzeniu, przecieknie do rosyjskich służb. Część uczestników RBN będzie się po prostu gryzła w język. Nie można wykluczyć, że dojdzie do czegoś w rodzaju „politycznego happeningu”.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękuję, że nas czytasz
Foto: Newsweek
W środę o godz. 14 w Pałacu Prezydenckim rozpoczyna się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zwołał je w zeszłym tygodniu prezydent Karol Nawrocki. Zgodnie z życzeniem głowy państwa dyskusja będzie dotyczyć pożyczki na realizację Programu SAFE, zaproszenia Polski do powołanej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju i rosyjskich kontaktów marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Chodzi o dawną znajomość polityka lewicy z Rosjanką Swietłaną Czestnych.
„Show” Czarzastego na RBN
To właśnie ostatni z punktów rady oraz zaproszenie na jej posiedzenie polityków z prokremlowskiej Konfederacji Korony Polskiej sprawił, że przedstawiciele rządzącej koalicji szli do Pałacu Prezydenckiego w bardzo bojowych nastrojach. Do mediów przedostały się informacje o szykującej się „awanturze”, „konfrontacji” i emocjach buzujących we wrogo nastawionych do siebie obozach politycznych. Politycy opozycji byli gotowi na „show” szykowany przez marszałka Czarzastego.
W bojowym nastroju był Radosław Sikorski, który z powodu posiedzenia RBN musiał przełożyć swe sejmowe exposé o polityce zagranicznej. Po pierwsze, przyznał, że „ma problem z niektórymi osobami zaproszonymi na posiedzenie”, wskazując na zapowiedzianą obecność Włodzimierza Skalika, przedstawiciela sejmowego koła Konfederacja Korony Polskiej. Po drugie, zarzucił prezydentowi wykorzystywanie RBN do bieżących celów politycznych i robienie z niej cyrku medialnego. „Uprzejmie przypominam, że za prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego RBN była poważnym gremium. Wymienialiśmy się najważniejszymi informacjami bez mediów, w klatce w BBN, tylko najważniejsze osoby i tylko z liderami partii. Cyrk medialny zaczął robić dopiero prezydent Duda” — napisał szef MSZ na platformie X.
Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego posiedzenia RBN odbywały się w dużo węższym gronie w specjalnie zabezpieczonym pomieszczeniu w tzw. klatce Faradaya w budynku Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Brały w niej udział najważniejsze osoby w państwie. — Prezydent nie ma obowiązku zapraszania na RBN przedstawicieli kół czy klubów poselskich. Zaprosił braunowców tylko dlatego, że chciał — słyszymy w MSZ. Zdaniem naszych rozmówców obecność jawnie prorosyjskich polityków znacznie utrudni dyskusję na temat udziału Polski w to unijnym mechanizmie finansowania inwestycji obronnych (SAFE). Polska ma otrzymać z SAFE dofinansowanie w wysokości 43,7 mld euro, zaś sam program powstał ze względu na coraz większe zagrożenie dla Europy ze strony Rosji.
„Polityczny happening” na posiedzeniu RBN
Obóz prezydencki i PiS krytykują program, argumentując, że pieniądze z SAFE pójdą na zakupy broni w Niemczech, więc skorzysta z tego niemiecka zbrojeniówka. Narazi to rzekomo na szwank nasze relacje z USA — głównego dostarczyciela uzbrojenia dla polskiej armii, a także gwaranta naszego bezpieczeństwa w ramach NATO. Zarzuty te odpiera szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. — Niechęć opozycji do realizacji programu SAFE wynika z niechęci do koalicji i sceptycyzmu wobec UE — mówił. — Prawica występuje przeciw bezpieczeństwu Polski. Polska skorzysta w dwóch aspektach: przez zakupy polskiego wojska, ale także przez zakupy innych krajów w Polsce — tłumaczył. Szacuje się, że 80 proc. środków z programu SAFE pójdzie na zakupy w kraju.
Nerwowa atmosfera przed rozpoczęciem RBN wynika także stąd, że istnieje obawa, iż to, co zostanie powiedziane na posiedzeniu, przecieknie do rosyjskich służb. Część uczestników RBN będzie się po prostu gryzła w język. Nie można wykluczyć, że dojdzie do czegoś w rodzaju „politycznego happeningu”.
Z naszych informacji wynika, że jeden z kluczowych uczestników RBN szykował się na różne ewentualności w zależności od przebiegu dyskusji. Rozważał też postawienie prezydenta przed dylematem: „albo oni, albo ja” i demonstracyjne wyjściem z sali obrad, gdyby Nawrocki nie odprawił braunowców. Z naszych informacji wynika także, że rządzący mają w zanadrzu opcję atomową — bojkot politycznie motywowanych i „zamienianych w cyrk” posiedzeń RBN. — Możemy po prostu przestać na nie przychodzić. Co nam zrobią? — słyszymy od jednego z rozmówców.

