Widząc ludzi, którzy chodzą na protesty w kostiumach ze „Squid Game”, mam poczucie odpowiedzialności, bo wiem, że mój serial ludzie oglądają nie tylko po to, żeby zabić czas. To symbol oporu – mówi koreański reżyser Hwang Dong-hyuk. Trzeci sezon „Squid Game” od 27 czerwca w Netfliksie.

Hwang Dong-hyuk: Nie, ale chciałem, bo niegdyś miałem duże trudności finansowe. W tamtym czasie myślałem sobie: „Chciałbym, żeby istniała gra o przetrwanie z ogromną nagrodą pieniężną. Bardzo chciałbym wziąć w niej udział”. Ale wszystkie teleturnieje, o których czytałem, wydawały mi się zbyt trudne. Zakładałem, że odpadłbym bardzo wcześnie. Zacząłem się więc zastanawiać: „A co, gdyby istniała gra o przetrwanie, w której naprawdę byłbym dobry?”. I właśnie tak narodził się pomysł na „Squid Game”.

– Gi-hun i Sang-woo, jego przyjaciel z dzieciństwa, to dwie różne wersje mnie samego. Sang-woo był wychowywany przez matkę. Ona pokładała w nim ogromne nadzieje. Musiał dobrze się uczyć – i rzeczywiście to robił. Dostał się na najbardziej prestiżowy uniwersytet.

To dokładnie moja historia. Na studiach miałem okres, kiedy przepuściłem sporo pieniędzy na hazard – obstawiałem wyścigi konne, czym bardzo rozczarowałem moją mamę.

Ta część mnie znajduje swoje odbicie w postaci Gi-huna. Można powiedzieć, że Gi-hun i Sang-woo to dwie strony tej samej osoby – mnie.

– Punktem wyjścia do powstania tego serialu było zupełnie co innego – moja miłość do filmów o przetrwaniu. Jestem ich wielkim fanem, oglądałem ich naprawdę dużo i chciałem stworzyć własną wersję filmu survivalowego. Planowałem osadzić go w aktualnych realiach, zależało mi, żeby był wpisany w to, co dzieje się obecnie na świecie. Najbardziej realistyczne wydało mi się to, że uczestnikami gry o przetrwanie są osoby zadłużone w kapitalistycznym społeczeństwie. Krytyka kapitalizmu stała się tłem „Squid Game” trochę przy okazji.

– Myślę, że to jest proces, któremu świadkujemy. Wiadomości, które docierają do nas codziennie nie tylko z Korei, ale i z całego świata, pokazują, że coraz powszechniejsza staje się postawa wrogości i gniewu wobec innych w imię własnych interesów i pomnażania bogactwa. Społeczeństwo coraz bardziej idzie w tym kierunku, co uważam za największy problem współczesności. Bardzo mnie to smuci.

– W nowym sezonie jest sporo bohaterów w wieku pomiędzy 20 a 30 lat. Biorą udział w grze o przetrwanie z powodu kryptowalut. Stworzyłem te postaci, bo czytałam w mediach o młodych ludziach uwikłanych w oszustwa związane z kryptowalutami. Niektórzy zarobili na tym pieniądze, a inni zniknęli bez śladu, jak na przykład prowadzący kanały na YouTubie poświęcone bitcoinom. To właśnie te historie mnie zainspirowały. Jeśli zaś chodzi o większe wydarzenia polityczne, zarówno w Korei Południowej, jak i w Stanach Zjednoczonych, to nie pozostają one bez wpływu na scenariusz serialu. Nie chcę zdradzać zbyt wiele na temat nowego sezonu, ale widzowie na pewno zobaczą w nim odwołania do naparzanki pomiędzy skrajnymi ugrupowaniami politycznymi. Dochodziło do niej podczas wyborów prezydenckich zarówno w USA, gdzie toczy się ostry konflikt między partią republikańską a demokratyczną, jak i w Korei Południowej, gdzie również mamy silne starcie między lewicową partią prodemokratyczną a partią konserwatywną. W Europie także dochodzi do wielu napięć między dwiema stronami politycznej barykady. Dlatego wierzę, że wątek głosowania „za” i „przeciw”, symbolizowany przez kółka i krzyżyki, odpowiednio wybrzmi i poruszy widzów, bo to problem uniwersalny.

– Nie sądzę, żeby „Squid Game” był bardziej brutalny niż inne produkcje oparte na przemocy. To, co pokazujemy na ekranie, to przemoc wyjęta z fantazji. Staje się ona raczej metaforą przemocy społecznej: silniejszych wobec słabszych, bezbronnych osób. To właśnie ona sprawia, że ludzie żyją w rozpaczy, bo są pozbawieni jakiejkolwiek formy ochrony. Uważam, że to właśnie taki rodzaj przemocy zabija dziś najwięcej ludzi. Dlatego zależało mi, żeby w serialu to zaakcentować. Stąd opowieści o tych, którzy wypadają z gry. Dlatego uważam, że warto spojrzeć na naszą produkcję z innej perspektywy. Jeśli spojrzymy na pokazaną w „Squid Game” przemoc jako metaforę, a nie dosłowny akt przemocy, to łatwiej będzie nam ją zrozumieć i zaakceptować. Jednocześnie zaznaczę, że na pewno nie jest to treść odpowiednia dla dzieci. Podkreślę, że jestem zdania, że rodzice powinni dokładnie kontrolować, co ich dzieci oglądają.

– Gladiatorzy w czasach starożytnego Rzymu byli jeńcami wojennymi albo niewolnikami, których zmuszano do walk. Ale czytałem też, że byli tacy, którzy niewolnikami nie byli. Wśród nich byli i tacy, którzy żyli w ogromnej biedzie i potrzebowali pieniędzy, i tacy, którzy pragnęli sławy, więc dobrowolnie zostawali gladiatorami. Myślę, że dla osób, które dziś zmagają się z trudnościami ekonomicznymi, każdy dzień może przypominać dzień gladiatora. Codziennie muszą się zaharowywać tylko po to, żeby móc przetrwać kolejny tydzień. Z tej perspektywy to porównanie wydaje się naprawdę trafne.

– Tak naprawdę wpadłem na pomysł tej historii w 2008 r., a w 2009 r. przerobiłem go na scenariusz filmu pełnometrażowego. Wydaje mi się, że to było zbyt wcześnie na tego typu produkcję. Trzeba było po prostu jeszcze trochę zaczekać. W tamtym czasie nie byłem w stanie pozyskać nie tylko inwestorów, ale też nawet obsady w Korei. Absolutnie wszyscy odrzucali projekt. Zniechęciłem się do niego. Przestałem myśleć o kontynuowaniu pracy nad nim. Uznałem, że świat nie jest jeszcze gotowy, żeby przejąć się taką historią. Pomyślałem, że jeśli kiedyś pojawi się okazja, żeby znów się do tego zabrać, to wtedy to zrobię. Odłożyłem projekt na jakiś czas do szuflady. Przez kolejne dziewięć lat nakręciłem trzy pełnometrażowe filmy, a jako reżyser pracowałem też przy innych projektach.

– W 2018 r. w Korei Południowej pojawił się Netflix, który powołał lokalny oddział Netflix Korea. Kiedy ogłosili, że będą produkować oryginalne seriale w Korei, nagle znów wrócił do mnie ten pomysł. Uznałem, że to może nie był najlepszy materiał na film, ale w Netfliksie mogę zrobić z tego serial. W tamtym czasie w scenariuszu było sześć gier zamkniętych w dwugodzinnym filmie. Zamiast ściskać wszystko w dwóch godzinach, pomyślałem, że lepiej byłoby rozwinąć tę historię do ośmiu odcinków. Pokazałem scenariusz filmowy, zaproponowałem, że przerobię go na serial, a Netflix bardzo entuzjastycznie do tego podszedł. Po dekadzie mogłem w końcu przenieść pomysł z głowy na ekran.

– Większość Koreańczyków doskonale zna gry pokazane w „Squid Game”, co na pewno powoduje, że ich odbiór jest inny. Mniej się ekscytują, bo patrzą na coś, co znają. Na przykład w drugim sezonie pojawia się gra pentatlonowa z gonggi – w Korei każdy wie, co to jest, każdy grał w to jako dziecko. Zauważyłem, że dla wielu zagranicznych widzów, spoza Korei, to było coś fascynującego, bo zetknęli się z tą grą po raz pierwszy. Musieli pojąć jej zasady, zrozumieć mechanizm, co ich bardziej angażowało w rozgrywkę bohaterów. Tak samo było z ciasteczkami dalgona w pierwszym sezonie. Koreańczycy doskonale wiedzą, co to jest, ale dla ludzi z innych kultur to było świeże i ciekawe odkrycie. Młodsi widzowie częściej skupiają się na rozrywkowym aspekcie – emocjach i napięciu, które biorą się z poszczególnych rozgrywek. Z kolei starsi widzowie bardziej koncentrują się na przekazie społecznym, krytyce systemu, o której rozmawialiśmy. I mocniej reagują właśnie na ten przekaz. Różnice są więc nie tylko kulturowe, ale też pokoleniowe.

– Obserwowanie, jak fani doceniają ubrania, wizualia czy muzykę, to ogromny zaszczyt. Czuję się bardzo szczęśliwy, mogąc to oglądać. A ludzie, którzy chodzą na prawdziwe protesty w kostiumach ze „Squid Game”? Widząc coś takiego, czuję większe poczucie odpowiedzialności, bo wiem, że mój serial to nie jest tylko rozrywka dla zabicia czasu. „Squid Game” stało się czymś więcej, urosło do symbolu oporu. Poza odpowiedzialnością czuję też z tego powodu ciężar. To ogromne błogosławieństwo, ale wiąże się z naprawdę dużą presją, co też zyskuje odbicie w nowym sezonie serialu. Drugi sezon zakończył się w momencie, gdy wszystkie próby Gi-huna zmian zasad gry się nie powiodły. W efekcie stracił swojego najlepszego przyjaciela. I właśnie w tym momencie zaczyna się trzeci sezon. Gi-hun czuje ogromny ciężar, poczucie winy i rozpacz. Co teraz zrobi? Sezon trzeci będzie ostatecznym starciem między Front Manem a Gi-hunem. Pojawią się pytanie i konfrontacja: czy warto ufać innym? Czy warto zachować wiarę w ludzi? Czy Gi-hun przegra, czy wygra tę grę? Czy będzie w stanie podnieść się po upadku na samo dno? Czy w jego sercu pozostała jeszcze jakaś nadzieja? Proszę mi wierzyć: oglądanie trzeciego sezonu to będzie bardzo przyjemne doświadczenie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version