Mąż odurzał ją lekami i wykorzystywał, a ona słyszała od ludzi, że to nic takiego, skoro i tak spała. Takie podejście to emanacja toksycznego fast foodu, którym karmią mężczyzn wielkie platformy społecznościowe.
„Szkoły gwałtu” — tak eksperci określają internetowe grupy zrzeszające mężczyzn, którzy wzajemnie instruują się, jak wykorzystywać seksualnie swoje partnerki we śnie. Wymieniają się poradami, jak zrobić to w sposób niezauważalny i nie pozostawić śladów. Polecają środki odurzające, podpowiadają, co mówić, gdy partnerka zacznie cokolwiek podejrzewać. Zachęcają także do nagrywania nadużyć i publikowania ich na stronach pornograficznych.
Do jednej z takich grup przeniknęła dziennikarka CNN Saskya Vandoorne. Udało jej się namierzyć kilku uczestników — w tym Piotra z Polski — a także dotrzeć do kobiet, które zorientowały się, co robią ich mężowie, i doprowadziły do ich skazania.
Przecież spałaś
Zoe Watts, której partner został skazany na 11 lat więzienia za gwałt, powiedziała, że poza wstydem, utratą zaufania do bliskich, bardzo trudne były dla niej reakcje ludzi. Niektórzy mówili: „Ale to przecież twój mąż” albo „przecież spałaś i to nie to samo, co zaciągnięcie kogoś w zaułek, prawda?”.
Te słowa świadczą nie tylko o niezrozumieniu samego pojęcia gwałtu małżeńskiego. Są także emanacją dwóch zjawisk: z jednej strony postępującej brutalizacji pornografii, która normalizuje przemoc, z drugiej — narracji, jaką manosfera próbuje „sprzedawać” mężczyznom. Doskonale widać to w dokumencie „Wewnątrz manosfery” Louisa Theroux, który rozmawia z popularnymi męskimi guru promującymi wizję kobiet jako „zmywarek” — istot podporządkowanych, mających godzić się na wszystko, czego oczekuje od nich partner.
Jak zauważa w swoim tekście dotyczącym dokumentu wicenaczelna „Newsweeka” Emilia Stawikowska „manosfera wymyka się spod kontroli, a to wszystko za sprawą algorytmów mediów społecznościowych. Młodzi mężczyźni karmią się treściami pełnymi homofobii, mizoginii, teorii spiskowych czy pogardy do słabszych. Manosfera daje im poczucie przynależności do grupy i w nieskomplikowany sposób tłumaczy rzeczywistość”.
I rzeczywiście — internetowe platformy są jedną z kluczowych składowych tego problemu. Nie tylko nie blokują szkodliwych treści, ale często wręcz je promują. Serwisy pornograficzne, na których publikowane są nagrania mogące pochodzić z nielegalnych źródeł i być zarejestrowane bez zgody drugiej osoby, umywają ręce od odpowiedzialności. Dodatkowym problemem jest brak realnych alternatyw.
Młodzi mężczyźni radykalizują się więc w swoich poglądach. Z badań przeprowadzonych przez King’s College London i IPSOS, opublikowanych w marcu 2026 roku, wynika, że 31 proc. mężczyzn z pokolenia Z (15–30 lat) zgadza się ze stwierdzeniem, że „żona powinna być posłuszna mężowi”. Podczas gdy w pokoleniu Baby Boomers (62-80 lat) twierdzi tak 13 procent mężczyzn.
Wszystko dla wyświetleń
Te dane jasno pokazują, że to, co dzieje się w internecie, ma realny wpływ. Nie musi się to oczywiście natychmiast przekładać na częstsze stosowanie przemocy przez mężczyzn, ale taki scenariusz jest prawdopodobny. Czy da się ten proces zatrzymać? Kluczowe jest stworzenie młodym ludziom alternatywy, o której była mowa wcześniej — i pokazywanie jej jak najwcześniej. W szkole należy premiować postawy oparte na szacunku wobec kobiet, zamiast przymykać oko na zachowania, które ten szacunek naruszają.
To też odpowiedzialność rodziców — warto, by interesowali się tym, co ich dzieci oglądają online. Żeby zdobyli podstawową wiedzę na temat treści, na które mogą one trafić. Żeby tłumaczyli, że guru manosfery często opowiadają różne rzeczy tylko dla zdobycia wyświetleń i pieniędzy, niekoniecznie w nie wierząc.
Idealnym uzupełnieniem byłyby także programy aktywizujące młodych mężczyzn — pomagające im wyjść z trudnej sytuacji ekonomicznej, oferujące realne ścieżki rozwoju i dające narzędzia do tego, by mogli stanąć pewnie na własnych nogach. Równie istotne jest wsparcie w rozumieniu własnych procesów psychicznych i emocji.
Nienawiść do kobiet często rodzi się bowiem u tych, którzy mają poczucie, że odebrały im one jakąś życiową szansę. Że wraz z poszerzaniem swoich praw domagają się kolejnych, rzekomo odbierając je jednocześnie mężczyznom. Ci zaś czują się pozostawieni sami sobie i niesprawiedliwie potraktowani. Ten mechanizm dobrze opisuje książka „Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności” Patrycji Wieczorkiewicz i Aleksandry Herzyk. Choć autorki piszą o chłopakach, którzy często nie mają żadnych relacji z kobietami poza tymi rodzinnymi — a więc nie stanowią zagrożenia dla partnerek, których po prostu nie mają — to jednocześnie pokazują, jak narasta w nich złość na sposób, w jaki urządzony jest świat.
Toksyczny fast food
Przed wszystkim trzeba jednak zmian w prawie dotyczących funkcjonowania wielkich platform. Surowych kar za promowanie lub brak reakcji na szkodliwe treści. Że da się to zrobić pokazał stan Nowy Meksyk — ława przysięgłych uznała, że Meta nie zapewniła dzieciom wystarczającej ochrony przed wykorzystaniem seksualnym na swoich platformach. Sąd zasądził wobec technologicznego giganta karę w wysokości 375 milionów dolarów.
Ograniczenie widoczności treści mizoginistycznych i seksistowskich — przy jednoczesnym nieobcinaniu zasięgów tym, które promują zdrową męskość i równościowe partnerstwo — mogłoby realnie pomóc. W końcu jesteśmy tym, co jemy.
Tymczasem mężczyźni w sieci są dziś karmieni głównie toksycznym fast foodem, który szkodzi nie tylko im samym, ale także ich otoczeniu. Jeśli rządy państw nie zadbają o to, by internetowe „menu” było bardziej zróżnicowane, wciąż będą powstawać kolejne „szkoły gwałtu”, a kobiety nadal będą słyszeć: „przecież to twój mąż”.

