Był w Ukrainie w czasie wojny? Nie, był za to w Moskwie w 2018 r., by spotkać się z propagandystą kremlowskim. Pomógł jako szef IPN w uruchomieniu ekshumacji ofiar Wołynia? Nie bardzo, postawił je pod znakiem zapytania, chyba że Ukraińcy okażą się mądrzejsi od Polaków i będą je kontynuować (bardzo prawdopodobne).
Załatwił coś dla Polski poza robieniem sobie selfie z osobliwym, niemal wprost prorosyjskim prezydentem USA? Efektów nie widać. Pomógł w uzbrojeniu Polski dzięki SAFE? Przeszkodził, a teraz się chwali sukcesami Tuska, żenada. Kogo Kreml dziś oklaskuje? Po pierwsze Nawrockiego, po pierwsze Polaków. Z kim jesteśmy w konflikcie? Po pierwsze z Ukraińcami, po pierwsze z Ukrainą.
Na takich w Rosji mówi się: pożyteczni idioci Putina. Cieszy Moskwę widok podwórkowego kozaka Nawrockiego, który postanowił pokopać po kostkach prawdziwych kozaków. Mieliśmy prezydenta fajtłapę, ale bezpiecznego. Teraz mamy fajtłapę, ale niebezpiecznego. Wetującego, szkalującego, przemawiającego w stylu nastoletniego passive agressive. Szukającego poklasku wszędzie. Że także w Moskwie? Endecja też była prorosyjska, doceńmy, że przynajmniej otwarcie. Nawrocki doskonale pamięta, czyimi głosami został wybrany. Bez Brauna może nie być reelekcji. A bez sojuszu z Ukrainą — owszem. Dzięki Nawrockiemu przyjaciele Rosji i antysemici mają więcej do powiedzenia w Polsce niż 1,5 mln Ukraińców ciężko pracujących na rozwój naszego państwa.
A że sojusz z Ukrainą dałby Polsce bezpieczeństwo na pokolenia? Nawrocki alibi sobie znalazł, bo popierają go ci, którzy najwięcej mówią o Bogu, honorze i ojczyźnie. A jak mówił rosyjski satyryk Sałtyków-Szczedrin: gdy hołdują Bogu, honorowi i ojczyźnie, to znaczy, że już kradną. Nawet jeśli skromniej niż na Wschodzie, bo tylko małe metraże bez złotych klamek.
Zwolennik historiografii boksującej może przeoczyć taki niuans, że największym polskim błędem Polaków było uporczywe mylenie przewagi nad Ukraińcami z potrzebą przewagi nad Rosją. Rzeczpospolita nie potrafiła uczynić Rusi równym, trzecim członem wspólnego państwa. Ugoda hadziacka przyszła za późno i nie została urzeczywistniona. Elity ruskie polonizowano, prawosławie spychano, a społeczną podległość traktowano jak naturalny porządek. Zyskiwała na tym nie Polska, lecz Moskwa, która mogła występować jako protektorka tych, których Rzeczpospolita nie umiała uczynić współgospodarzami. Pierwsi o pomoc Moskwy zgłaszali się ci najbardziej „patriotyczni” i „katoliccy” z hasłami: Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy.
I Idźmy dalej. Po 1918 r. II Rzeczpospolita odziedziczyła kilka milionów Ukraińców. Endecja Dmowskiego miała jeden pomysł: asymilacja lub wykluczenie. Ukraińcy mieli się spolonizować. Piłsudski miał wizję ambitniejszą — federacyjną, prometejską. Rozumiał prostą prawdę: niepodległa Ukraina odsuwa Rosję od polskiej granicy. Ale i on potraktował Ukraińców instrumentalnie: sojusz z Petlurą w 1920 r. był sojuszem na polskich warunkach, w którym Ukraińcy oddali pretensje do Lwowa i Galicji Wschodniej w zamian za polskie działa i piechurów. Poczuli się zdradzeni — bo zostali zdradzeni. Piłsudski zamiast niehonorowo odbierać medale, honorowo przeprosił. Później było już bardziej po endecku, choć rządzili piłsudczycy. Zarządzono pacyfikację Galicji Wschodniej w 1930 r. Na sabotaż ukraiński odpowiadano zbiorową odpowiedzialnością: wojsko biło, paliło, niszczyło dobytek niewinnej ludności. Liga Narodów interweniowała. Aresztowano Ukraińców tysiącami. Bereza Kartuska była przede wszystkim dla nich i ich najwięcej w niej katowano. Nacjonalizm ukraiński się radykalizował.
Rzeź wołyńska była zaplanowaną czystką etniczną wykonaną przez kierownictwo OUN-B. Tego nie da się relatywizować. Ale historycy — polscy i ukraińscy, także w przyjętym wspólnie komunikacie ośrodka Karta — piszą uczciwie: „dziesięciolecia polskiej polityki wykluczenia, represji i traktowania Ukraińców jako »materiału do asymilacji« stworzyły atmosferę, którą radykałowie zdyskontowali”. Wołyń nie wziął się znikąd. Polska przez całą historię traktowała Ukrainę jako terytorium do skolonizowania, nigdy jak partnera potrzebnego do walki z Rosją. I za ten błąd płaciła kilkakrotnie własną niepodległością. Sowieci w sprawie Ukrainy błyskawicznie dogadali się z polskimi nacjonalistami. Wczorajsi antykomuniści, jak Wildstein z kapituły orderu, może nawet nie wiedzą, że dziś kontynuują politykę komuny. Gawryluk nawet się nie zorientowała, że zaczęła przypominać Gontarza.
Chcecie więcej UPA na sztandarach? Kibicujcie Nawrockiemu. Chcecie słabszej Ukrainy, a przez to silniejszej Rosji? Odbierajcie Ukraińcom medale.