Rząd na początku maja, dymisje szefów najważniejszych instytucji, odmrożenie unijnych funduszy oraz reset relacji z UE i Polską. Oto plan Pétera Magyara na najbliższe kilka miesięcy
— Jesteśmy w szoku, ale ze szczęścia — opisuje nastroje w zwycięskim obozie Anita Seprenyi ze sztabu wyborczego Magyara. Kiedy trzy tygodnie temu spotkaliśmy się w Budapeszcie, przyznała, że ma plan awaryjny na wypadek wygranej Orbána. 36-letnia aktywistka i specjalistka od PR nie będzie jednak musiała emigrować z Węgier. 12 kwietnia Partia Szacunku i Wolności zdobyła większość konstytucyjną, czego niemal nikt z otoczenia lidera TISZY się nie spodziewał.
„Zdobycie dwóch trzecich głosów w parlamencie oznacza zmianę nie tylko rządu, lecz także samego modelu państwa — pisze Ilona Gizińska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich. — Skala i charakter deklarowanych reform — obejmujących m.in. zmianę konstytucji, deoligarchizację, przywrócenie pluralizmu medialnego i otwarcie archiwów służb bezpieczeństwa sprzed 1989 r. — oznacza, że pierwsze miesiące nowych rządów będą okresem silnej konfrontacji politycznej i testem zdolności TISZY do przeprowadzenia trwałych zmian ustrojowych”
Aksamitna rewolucja
— Szykują się bardzo głębokie zmiany, choć nie będą szybkie — mówi István János Tóth, założyciel Centrum Badań nad Korupcją w Budapeszcie, obecnie związany z Instytutem Finansów Publicznych. Kiedy pytam, ile zajmie „deorbanizacja”, wybucha śmiechem: „Nie mam pojęcia, gdyż obalenie rządów autorytarnych w demokratyczny sposób nie ma precedensu we współczesnym świecie”.
Eksperci ostrzegają, że okresem wzmożonego ryzyka jest ustawowe 30 dni od dnia wyborów, jakie prezydent Tamás Sulyok ma na zwołanie posiedzenia nowego parlamentu. W tym czasie Viktor Orbán formalnie wciąż będzie szefem rządu. Może więc zlecić działania, które skomplikują rozliczenia. Kandydat na premiera ma tego świadomość. Na pierwszej konferencji prasowej ujawnił, że minister spraw zagranicznych Péter Szijjárto nakazał niszczenie dokumentów dotyczących unijnych sankcji wobec Rosji, które potwierdzają, że konsultował się w tej sprawie z Sergiejem Ławrowem. — Niszczą dokumenty, ale to im nie pomoże — przekonywał.
Pułapek na nową ekipę jest jednak więcej. Rząd Fideszu utajnił część strategicznych ustaw, więc aby zrobić „remanent” w państwie, nowi ministrowie, wiceministrowie czy szefowie najważniejszych komisji parlamentarnych będą musieli uzyskać certyfikat dostępu do informacji niejawnych. Magyar stara się, aby okres przejściowy trwał jak najkrócej. Zaapelował do prezydenta, by nie czekał ze zwołaniem nowego parlamentu do 12 maja i podał się do dymisji po zaprzysiężeniu nowego rządu. 23 października w 70. rocznicę węgierskiej rewolucji kraj ma mieć już nowego prezydenta, wybranego głosami TISZY.
Zwycięzca wyborów zażądał też, aby do dymisji podali się inni nominaci Orbána — prokurator generalny oraz przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego i Państwowego Urzędu Kontroli. László Windisch, stojący na czele tego ostatniego urzędu, jest życiowym partnerem b. żony Magyara — Judit Vargi, z którą kandydat na premiera ma wciąż bardzo napięte relacje. W tym wypadku nie chodzi jednak o prywatną wendetę, ale uniemożliwienie węgierskiej NIK podkopywania procesu zmian. Magyar zagroził szefom tych instytucji, że jeśli sami nie odejdą, zostaną odwołani przez parlament. Nie przewiduje za to zmiany prezesa Narodowego Banku Węgier. Mihály Varga, bliski współpracownik Orbána i minister finansów w latach 2018-2024, będzie musiał jednak prowadzić politykę pieniężną zgodną z linią nowego rządu.
Pełny skład gabinetu TISZY ma być ogłoszony w ciągu dwóch tygodni. — Myślę, że zacznie działać najpóźniej do końca maja — mówi mi Gábor Miklós, publicysta „Népszavy”. Jego zdaniem powodzenie przemian zależy w dużej mierze od tego, kto pokieruje resortem spraw wewnętrznych: „Nowy minister będzie musiał zyskać zaufanie policji i służb, usuwając jednocześnie lojalistów Orbána”.
Rząd fachowców
Magyar na razie ujawnił nazwiska tylko kilku przyszłych ministrów. Na czele MSZ stanie doświadczona dyplomatka i była ambasadorka z czasów pierwszego rządu Fideszu — Anita Orbán. Ministrem gospodarki będzie światowej klasy menadżer, były wiceprezes koncernu Shell — István Kapitány. Finansami państwa zajmie się András Kármán, który w drugim rządzie Orbána był sekretarzem stanu ds. podatków. Resort zdrowia przejmie Zsolt Hegedűs, chirurg ortopeda, którego pełen żywiołowej ekspresji taniec na wiecu po ogłoszeniu wyników wyborów stał się wiralem. Krisztę Bódis, kandydatkę na ministrę odpowiedzialną za sprawy społeczne, poznałem w 2010 r. w Budapeszcie. Ta pisarka i dokumentalistka pomagała wówczas węgierskim Romom cierpiącym z powodu biedy i dyskryminacji, prowadząc założoną przez siebie fundację „W kropli morza”.
— Przyszły premier przyjął strategiczne podejście do formowania rządu: zamiast od razu przedstawiać pełen skład gabinetu, ujawnił tylko nazwiska kandydatów-fachowców, cieszących się największym autorytetem społecznym. Taka powściągliwość ma na celu zademonstrowanie, że przyszły rząd nie będzie złożony z polityków, a profesjonalistów — tłumaczy Bálint Madlovics, politolog CEU Democracy Institute z Budapesztu. „Zmiany personalne będą głębokie, obejmą także niższe szczeble administracji. Nowe kadry Magyar zaczerpnie z trzech źródeł. Pierwszym będą lokalne „wyspy”, czyli komórki TISZY. Drugim — węgierska diaspora na Zachodzie, a w epoce Orbána z Węgier wyemigrowało wielu specjalistów z różnych dziedzin. Trzecim — obecna administracja czy służby. Przed wyborami niektórzy przedstawiciele policji, wojska, mediów publicznych czy organów regulacyjnych publicznie krytykowali rząd za upolitycznienie administracji, wyrażając jednocześnie gotowość pracy z opozycją”.
Z moich rozmów z ludźmi z najbliższego otoczenia Magyara wynika, że rząd TISZY będzie musiał zwolnić od 3 do 10 tys. ludzi z administracji publicznej. Pracę straci też wielu dziennikarzy publicznych mediów, które były częścią machiny propagandowej Fideszu. Trzy dni po zwycięstwie wyborczym Magyar udzielił wywiadu w programie 1 (M1) węgierskiej telewizji i w Kossuth Rádió, na antenie którego Orbán przemawiał co tydzień do narodu. Potwierdził, że po zaprzysiężeniu zawiesi nadawanie programów informacyjnych do czasu, aż media publiczne będą bezstronne.
Wymiana kadr nie jest jednak największym wyzwaniem. — Będzie nim walka z korupcją i odzyskanie unijnych funduszy zamrożonych z powodu korupcji i łamania zasad praworządności — przekonuje mnie István János Tóth. Zdaniem ekonomisty pewne rzeczy da się zrobić szybko: „Mam na myśli np. wstrzymanie umów biznesowych, co do których prawidłowości istnieją jakiekolwiek wątpliwości, otwarcie rynku zamówień publicznych, tak aby nie wygrywali ich faworyci partii rządzącej, i przystąpienie Węgier do Prokuratury Europejskiej”. Magyar potwierdził to, co obiecywał w kampanii — że wejście do tej instytucji będzie jedną z pierwszych jego decyzji po zaprzysiężeniu. Zapowiedział też stworzenie Krajowego Biura ds. Odzyskiwania i Ochrony Majątku. — Zrobimy wszystko, by przywrócić rządy prawa, pluralistyczną demokrację i mechanizmy kontroli i równowagi pomiędzy instytucjami — mówił.
Stracone dziesiątki miliardów
Tóth ostrzega, że pieniędzy, które zostały skradzione przez ludzi reżimu i oligarchów Orbána, odzyskać raczej się nie da: „Szacuję, że w ciągu 16 lat rządów Fideszu skradziono 20 000 mld forintów (ok. 55 mld euro). Nie wiadomo, co stało się z tymi pieniędzmi, w co je zainwestowano i gdzie. Sam tylko były prezes Węgierskiego Banku Narodowego György Matolcsy ukradł 600 mld forintów, a ponieważ przeniósł się do Dubaju, trudno będzie go pociągnąć do odpowiedzialności. Jego syn Ádám przetransferował do ZEA luksusowe samochody i meble. Kupił apartament o powierzchni 268 mkw. na modnej wśród milionerów sztucznej wyspie Palm Jumeirah w Dubaju, będąc już właścicielem innego luksusowego lokum w Nowym Jorku niedaleko Central Parku”.
Trudno będzie też „rozliczyć” Lőrinca Mészárosza. Według Tótha najbogatszy Węgier, którego majątek szacuje się na 4,9 mld dol., nie jest klasycznym oligarchą, tylko „słupem” Orbána. — To figurant, który firmuje majątek szefa, a kiedyś przyjaciela z czasów młodości — mówi. Kolejna z kontrowersyjnych postaci — István Tiborcz, zięć odchodzącego premiera, którego firma była objęta śledztwem unijnego biura walki z nadużyciami OLAF, wyemigrował z żoną do USA. Ich majątek szacowany jest na pół miliarda euro, a prawdopodobieństwo, że służbom antykorupcyjnym uda się go prześwietlić, jest niewielkie.
Nie wiadomo, co Magyar zamierza zrobić z samym Orbánem. Kiedy dziennikarz Sky News zapytał przyszłego premiera, czy jego polityczny rywal powinien pójść do więzienia, Magyar odpowiedział, że to nie rząd powinien o tym zdecydować, tylko wymiar sprawiedliwości. — Orbán nie ucieknie za granicę — zapewnia mnie Gabor Hars, były ambasador w Warszawie. — Jego żywiołem jest walka, więc przyczai się, poczeka na odpowiedni moment i uderzy — przewiduje. Odchodzący premier ma za sobą wciąż 2,5 mln ludzi. — Najwytrwalsi zwolennicy Fideszu są jak fanatyczna sekta i tak właśnie działają. Słuchają ślepo przywódcy i są gotowi na wszystko — twierdzi Tóth.
Liczy na Tuska
Lider TISZY niemal z marszu rozpoczął nieformalne negocjacje z KE w sprawie odblokowania 10,4 mld euro z funduszy odbudowy, 7 mld euro z funduszy spójności i 16 mld euro z instrumentu SAFE. Pieniądze te mają mu pomóc w realizacji obietnic wyborczych i rozkręceniu gospodarki, która jest w katastrofalnym stanie. W zamian Magyar obiecuje zgodzić się na wartą 90 mld euro unijną pożyczkę dla Ukrainy, którą od miesięcy wetował Orbán. KE jest otwarta na porozumienie, ale postawiła ponad 20 warunków. — Magyar powinien pójść śladem Tuska i starać się o warunkowe odblokowanie KPO — mówi mi Tóth. W polskim premierze Magyar widzi najbliższego sojusznika w UE. Liczy na to, że Tusk pomoże mu w rozmowach z szefową KE Ursulą von der Leyen.
Reset relacji z Węgrami leży również w interesie Tuska. Magyar ponowił obietnicę, że jego rząd wyda ściganych przez polską prokuraturę uciekinierów: „Mogę tylko zasugerować panu Ziobrze oraz panu Romanowskiemu, że jeżeli nie mają nic do ukrycia, to powinni wrócić do domu i stanąć przed narodem. Nie będziemy azylem dla międzynarodowych przestępców”. Szczegóły tego „transferu” zapewne uzgodni w Warszawie, gdzie zamierza się udać jeszcze w maju ze swą pierwszą zagraniczną wizytą po objęciu urzędu premiera.
Radosław Sikorski niedługo po wyborach zadzwonił z gratulacjami do Anity Orbán. Na gratulacjach zapewne się nie skończyło. Rząd Orbána od blisko 2 lat blokuje wypłatę z unijnej puli 450 mln euro rekompensaty dla Polski za sprzęt wojskowy przekazany Ukrainie. Sikorski liczy na zmianę stanowiska Budapesztu.
Bálint Madlovics przekonuje, że Magyar stoi przed podwójnym wyzwaniem: musi spełnić ambitne obietnice wyborcze i jednocześnie zdemontować orbanowski „deep state”, czyli sieci powiązań polityczno-biznesowych ludzi obecnej władzy: „Większość konstytucyjna to zarówno szansa, jak i ograniczenie: z jednej strony daje formalną możliwość głębokich reform, z drugiej znacznie podnosi oczekiwania społeczne, jeśli chodzi o wymierność efektów. Brak rzeczywistej zmiany może skutkować politycznym odwetem i scenariuszem rządu pędzącego ku zagładzie”.
Elektorat Magyara oczekuje szybkiego rozliczenia korupcji i postawienia przed sądem ludzi ze szczytów odchodzącej władzy. Magyar jest tego świadom, ale nie chce ingerować w działania prokuratury: „Myślę, że nie będzie ręcznie sterować wymiarem sprawiedliwości, ale doprowadzi do usunięcia istniejących zabezpieczeń, które chroniły niektóre osoby przed konsekwencjami prawnymi. Dzięki temu organy ścigania i sądy będą same z siebie mogły wszczynać śledztwa, prowadzić postępowania karne czy zawierać ugody procesowe”.
Zdaniem Madlovicsa nie jest pewne, czy Orbán zostanie objęty śledztwem korupcyjnym. Alternatywą wobec takiego scenariusza mogą być reformy instytucjonalne, takie jak proponowane przez lidera TISZY ograniczenie z mocą wsteczną okresu urzędowania premiera do dwóch kadencji, czyli ośmiu lat. To wyeliminowałoby Orbána z polityki, gdyż rządził już pięć kadencji.
Gabor Hars uważa, że samo tylko wprowadzenie kilku poprawek do zmienianej już kilkanaście razy ustawy zasadniczej z 2011 r. nie wystarczy. — Węgry potrzebują nowej konstytucji, wymiany sporej części administracji, rozliczenia winnych korupcji i upolitycznienia państwa. Bez tego nie ma mowy o prawdziwej zmianie — mówi. — Problem Magyara polega na tym, że za dużo obiecał, a młodzi, dzięki którym wygrał, mogą się od niego odwrócić, jeśli zmiany nie przyjdą szybko — dodaje. Na koniec opowiada mi dowcip, który krąży wśród członków partii dawnej opozycji, zmiecionych ze sceny przez TISZĘ: „Magyar nie ma sobie równych, bo wygrał wybory pięć razy z rządów — cztery razy z Fideszem i raz na czele opozycji”.

