Ludzie stołecznej Platformy mają eldorado, bo nie muszą zabiegać o wyborców. W najbardziej liberalnym polskim mieście mają gwarantowane zwycięstwa we wszelkich wyborach. To sprawiło, że w stołecznych strukturach PO puściły wszelkie hamulce.
Szpital Południowy miał być dumą Rafała Trzaskowskiego. Kandydując rok temu na prezydenta Polski, chwalił się: „Ja zarządzam dziesięcioma szpitalami. W ogóle wybudowałem jeden szpital od podstaw — Szpital Południowy”.
Dziś widać, że południowa lecznica to dowód na to, że Trzaskowski nie panuje nad stołecznymi strukturami partii.
Platforma rządzi w stolicy nieprzerwanie od 20 lat i jest to czas naznaczony pasmem potężnych afer, które szkodziły partii w skali całego kraju.
Najpoważniejszym dotąd kryzysem była afera reprywatyzacyjna. Za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz sprytni prawnicy i szemrani biznesmeni stworzyli mechanizm przejmowania nieruchomości na podstawie sfałszowanych dokumentów. Korzystali z „upoważnień” od dawnych właścicieli, których nikt na oczy nie widział. Najbardziej bezczelny przypadek dotyczył spadkobiercy, który musiałby mieć 128 lat, a w rzeczywistości zmarł tuż po wojnie.
Po przejęciu nieruchomości do akcji wkraczali „czyściciele kamienic”, którzy brutalnymi metodami usuwali lokatorów, by wyremontować budynki i sprzedać je z krociowym zyskiem.
Do dziś symbolem walki ruchu lokatorskiego z gangsterskimi kamienicznikami jest Jolanta Brzeska, która zgineła w 2011 r. w niewyjaśnionych okolicznościach — jej ciało zostało spalone.
Afera przyczyniła się do odejścia Gronkiewicz-Waltz z ratusza. Była przekonana, że rządzący PiS postawi jej zarzuty — ale areszty i wyroki objęły jedynie prawników, biznesmenów i urzędników bezpośrednio zaangażowanych w przekręty.
Kolejna afera wybuchła już za prezydentury Trzaskowskiego. Kierowane przez ludzi Mariusza Kamińskiego CBA wparowało do stołecznego magistratu szukać dowodów w aferze śmieciowej. Chodziło o ustawienie przetargów pod konkretne firmy. Aresztowany został m.in. sekretarz Warszawy Włodzimierz Karpiński, były minister skarbu za pierwszych rządów Donalda Tuska.
Ta sytuacja była wykorzystywana przez PiS przeciwko Tuskowi, który akurat wówczas — a był to przełom 2022 i 2023 r. — zdecydował się wrócić do krajowej polityki po brukselskiej emigracji.
Ale sam Trzaskowski także słono płacił za stołeczne skandale, gdy kandydował na prezydenta Polski najpierw w 2020 r., a następnie w 2025 r. Musiał się tłumaczyć z niekończących się awarii w źle zaprojektowanej oczyszczalni ścieków Czajka, co PiS wykorzystywało, żeby przedstawić Warszawę jako miasto zalane fekaliami. Kontrowersje budziły też dotacje — pieniądze z ratusza trafiły choćby do organizacji zarządzanej przez byłą agentkę komunistycznej bezpieki Jolantę Lange.
Czy Trzaskowski osobiście odpowiadał za Czajkę i za kontrowersyjne dotacje? Bezpośrednio nie. Ale już ludzie warszawskiej Platformy — jak najbardziej tak.
Źródeł problemów ze stołeczną Platformą jest kilka. Przede wszystkim jest ona kontynuatorką warszawskiej Unii Wolności, która w latach 90. była przystanią patologii. Prezydentem miasta z UW był Paweł Piskorski, przez lata bliski współpracownik Tuska. Piskorski miał słabość do nieruchomości i pieniędzy. Lider PO pozbył się go dopiero, gdy Piskorski kupił ponad 320 ha ziemi i zasadził tam las, by otrzymać unijne dopłaty.
Po wtóre — ludzie stołecznej Platformy mają eldorado, bo nie muszą zabiegać o wyborców. W najbardziej liberalnym polskim mieście mają gwarantowane zwycięstwa we wszelkich wyborach. To sprawiło, że w stołecznych strukturach PO puściły wszelkie hamulce.
Ani Gronkiewicz-Waltz, ani Trzaskowski nie byli mistrzami partyjnej gry. W efekcie nie kontrolowali struktur partii w mieście. Widać to było wyraźnie, gdy rok temu Trzaskowski próbował wprowadzić nocną prohibicję. Radni Platformy w Radzie Warszawy napluli mu w twarz, blokując tę decyzję. Musiał się cofnąć i wprowadzać zakazy stopniowo.
Teoretycznie Platformą w Warszawie kieruje Marcin Kierwiński. Tyle że jest on jednocześnie szefem MSWiA oraz sekretarzem generalnym całej Koalicji Obywatelskiej. W praktyce więc nie jest w stanie kontrolować stołecznych działaczy. Kierwiński był mentorem kariery Dawida Kacprzyka, młodego lekarza, który fałszując statystyki dyżurów, tylko w zeszłym roku wyciągnął z kasy Szpitala Południowego 1,6 mln zł. Kacprzyk dzięki Kierwińskiemu został szefem ogólnopolskiej partyjnej młodzieżówki i kandydował do Sejmu w 2019 r. Ale jednocześnie to Kierwiński w 2023 r. nie wpuścił go na listy do Sejmu, a rok później nie pozwolił mu kandydować do rady miasta. Wiedział, że z młodym jest coś nie tak, ale — jak widać — stracił go z oczu.
Czy afera w Szpitalu Południowym zaszkodzi Platformie? W całej Polsce tak, a w Warszawie nie. Czyli jak zwykle.

