Najważniejszym Przemkiem prawicy miał być Czarnek. A okazał się nim Kral. Wątek finansowania kampanii prezydenckiej jest dla PiS jednym z najbardziej niebezpiecznych w aferze Zondacrypto. Ale już widać, że ofiar będzie więcej.
Prawica zawsze miała kompleks pieniędzy. W legendach Kaczyńskiego, stworzonych na początku lat 90., postkomuniści opływali w kasę ukradzioną państwu w czasach transformacji. Liberałowie z kolei latami doić mieli gotówkę z szemranego biznesu. Tylko prawica biedowała, bo była rozmiłowana w Polsce, uczciwa i patriotyczna.
Tyle że to wszystko bajki. W Polsce nie ma środowisk przejrzystych finansowo. Ale to prawica od lat 90. wyspecjalizowała się w dojeniu państwa i łaszeniu się do aferzystów. A jako pierwszy taki kierunek wskazał właśnie Kaczyński. „Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, to byśmy nigdy niczego nie mieli” — mówił w 1992 r. w szczycie potęgi swej pierwszej partii Porozumienie Centrum, z której potem wykiełkowało PiS.
W latach 90. jedną ze specjalności PC stało się żerowanie na państwowym majątku. Ponieważ Kaczyński głosił, że partie postkomunistyczne i liberalne mają nieuczciwą przewagę finansową, to sam sobie dawał alibi, żeby przytulać dla PC jak najwięcej państwowej kasy. Zaufany minister Kaczyńskiego, a dziś prezes NBP Adam Glapiński pomagał wtedy spółce Telegraf, która miała tworzyć imperium medialne PC. Przeprowadził ustawę, która pozwalała uwłaszczać się na państwowych nieruchomościach. Skorzystała na tym stworzona przez ludzi Kaczyńskiego fundacja, która przejęła grunty w centrum stolicy. To zaprowadziło prezesa na ławę oskarżonych. W 1993 r. prokurator przedstawił Kaczyńskiemu zarzuty działania na szkodę fundacji. Po siedmiu latach sprawa została umorzona, co pozwoliło prezesowi zachować kontrolę nad nieruchomościami. To na tych terenach działa dziś spółka Srebrna, finansowe zaplecze PiS.
Owa dzika żądza kasy doprowadziła PC na skraj upadku, bo ludzie Kaczyńskiego zaczęli się pojawiać w otoczeniu aferzystów z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i Art B. To dwie największe afery finansowe okresu transformacji. Afera FOZZ to okradanie funduszu, który działał niejawnie, wykupując polskie długi za granicą. Afera Art B polegała zaś na tym, że biznesmeni Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski obracali pieniędzmi, by dziesiątki razy oprocentowywać w bankach te same wpłaty. Potem, już kiedy PC zmieniło się w PiS, Kaczyński i jego ludzie stali się obrońcami Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (SKOK), z których część to były proste piramidy finansowe. Latami PiS broniło SKOK przed kontrolami instytucji finansowych. To nie był przypadek — wielu polityków PiS pracowało dla SKOK. Brak kontroli doprowadził do masowych bankructw konkretnych kas. Założyciel SKOK Grzegorz Bierecki na chwilę został zawieszony w partii, ale dziś jest znów dumnym senatorem PiS i finansuje partyjne media: telewizję wPolsce24 i portal wPolityce.pl.
Potem był GetBack — to afera z czasów rządów Mateusza Morawieckiego. GetBack to firma, która obracała wierzytelnościami. Jej prezes Konrad Kąkolewski latami budował dobre relacje z PiS i finansował prawicowe media. Kiedy okazało się, że GetBack upada, Kąkolewski zaangażował ojca premiera, Kornela Morawieckiego, by wylobbował u syna ratowanie firmy przez państwo. Nie udało mu się. Dziś Kąkolewski traktowany jest na prawicy tak jak szef Zondacrypto Przemysław Kral — jako oszust i zdrajca. Intensywny romans prawicy PiS z Zondacrypto zaczął się po utracie władzy w 2023 r. Podłoże finansowego paktu z Kralem było takie samo, jak na początku lat 90. Otóż PiS zostało ukarane przez Państwową Komisję Wyborczą odebraniem dużej części finansowania, które partie dostają z budżetu. To była kara za wykorzystywanie publicznych środków do prowadzenia kampanii wyborczej w 2023 r.
Kaczyński znów poczuł się dyskryminowany finansowo przez liberałów i lewicę. I — myśląc, że wróciły lata 90. — przymknął oko na współpracę z Zondą.
Polityczny skutek przyszedł natychmiast. Dzięki pieniądzom Krala potęgę zbudowała Telewizja Republika. A dzięki niej wybory prezydenckie wygrał Karol Nawrocki. Zonda za pośrednictwem Republiki dała kasę m.in. na jedno z kluczowych wydarzeń kampanii — konferencję CPAC w Rzeszowie. Nawrocki błyszczał tam w otoczeniu wysłanników Trumpa.
Ponieważ Kral poszedł na współpracę z prokuraturą, wątek finansowania kampanii prezydenckiej jest dla PiS jednym z najbardziej niebezpiecznych. Ale już widać, że ofiar będzie więcej — szef Republiki Sakiewicz chciał opchnąć Kralowi część swej telewizji za 16 mln, uciekinier Ziobro wziął od tego aferzysty pół miliona dla swej fundacji, szef PKOl Piesiewicz zaś przyjął od niego zegarek za 40 tys. euro.
Tusk to jednak dziecko szczęścia.

