W poniedziałek prezydent Karol Nawrocki odwiedził Budapeszt. Kontrowersje związane z wizytą i spotkaniem z węgierskim premierem Viktorem Orbánem przesłoniło jednak starcie — tak chyba trzeba to nazwać — prezydenta z dziennikarzem TVN24.
Wspólny briefing prasowy Karola Nawrockiego z prezydentem Węgier Tamasem Sulyokiem w Przemyślu już się zakończył. Prezydent szykował się do opuszczenia sceny. Właśnie wtedy reporter TVN24, Mateusz Półchłopek, rzucił do odchodzącego Nawrockiego pytanie, czy nie przeszkadza mu zażyłość Orbána z Putinem. Prezydent odwrócił się, podszedł do dziennikarza szybkim krokiem i mierząc w niego palcem, w wyraźnie agresywny sposób zaczął upominać dziennikarza: „O co chce pan dopytać? Pan nie słuchał konferencji prasowej? Robiliście materiały o tym, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”.
Czy ten incydent zaszkodzi politycznie prezydentowi? Problemem nie są tu jego twardzi zwolennicy ani zagorzali przeciwnicy, a niewielka grupa wyborców, dzięki którym Karol Nawrocki wygrał w czerwcu 2025 r.
Starcie Karola Nawrockiego z dziennikarzem. Polaryzacja już zadziałała
Jak bowiem widać po reakcjach w mediach społecznościowych, w ocenie tego incydentu już zadziałał dzielący Polskę mechanizm polaryzacji: zwolennicy obozu rządowego są oburzeni, a zwolennicy prezydenta w lwiej części usprawiedliwiają albo nawet chwalą zachowanie głowy państwa.
Dla przeciwników Nawrockiego jego zachowanie z poniedziałku potwierdza najgorsze opinie o obecnym prezydencie jako „kibolu”, człowieku, który nigdy w pełni nie wyszedł z chuligańskiej subkultury stadionowej i teraz jej wzorce próbuje przenosić do wielkiej polityki. Faktycznie, obserwując starcie z dziennikarzem TVN, można było się obawiać, czy prezydent nie przejdzie do rękoczynów. Mowa ciała i ogólna ekspresja głowy państwa mogła się wielu osobom kojarzyć z zachowaniami młodych mężczyzn w piłkarskich szalikach, zaczepiających ludzi na ulicy i pytających „e, za kim jesteś?!” z wyraźną intencją sprowokowania awantury.
Można żartem skomentować, że być może po tym, gdy stadiony – niezadowolone z zawetowania ustawy, cywilizującej zasady stosowania aresztu tymczasowego – wyraźnie odwróciły się od Karola Nawrockiego, pan prezydent postanowił pokazać kibolskiej braci, że ciągle pozostaje „prawilny”.
Podsumowując, osoby od początku przekonane, że Nawrocki nigdy nie powinien zostać prezydentem, bo nie dorasta do powagi i godności tego urzędu, po poniedziałkowym incydencie tylko utwierdzą się w tym przekonaniu.
Starcie Karola Nawrockiego z dziennikarzem. Ludzie prezydenta wydają się zachwyceni
Zupełnie inna jest reakcja na pisowsko-konfederackiej części X. Tu słychać głosy usprawiedliwiające prezydenta albo nawet wyrażające dla niego poparcie. Przekaz w tej sprawie chyba poszedł z Nowogrodzkiej do polityków PiS, bo na swoich kontach w mediach społecznościowych masowo zachwalają zachowanie prezydenta.
Warto pamiętać, że duża część PiS nie traktuje TVN jako nieprzychylnej im stacji, ale jako wrogą politycznie siłę. Taką, z którą obchodzić się trzeba tak samo jak z politycznymi przeciwnikami z ław sejmowych albo nawet ostrzej. Dla najbardziej radykalnego aktywu i elektoratu PiS dziennikarze TVN są po prostu funkcjonariuszami „przemysłu pogardy”, który kiedyś „niszczył” Lecha Kaczyńskiego, potem brał na cel rządy PiS i prezydenturę Dudy, a od czasu kampanii wyborczej bezlitośnie nęka Karola Nawrockiego.
x.com
Z prawej strony rozlegają się głosy, że Półchłopek celowo próbował nagrać prezydenta, jak odchodzi, nie odpowiadając na pytanie o rosyjskie powiązania Orbána, by tylko to pokazać z całej konferencji prasowej, gdzie Nawrocki bardzo wyraźnie przecież mówił, że putinowska Federacja Rosyjska jest dla Polski egzystencjalnym zagrożeniem. Prezydent, głosi rozbrzmiewający w prawicowych sieciach społecznościowych argument, słusznie więc ostro zareagował.
Dla wielu młodych, głosujących na prawicę wyborców — choć już niekoniecznie wyborczyń — zachowanie Nawrockiego może być też odczytywane jako dowód siły, zdecydowania czy po prostu „męskości” prezydenta. Zwłaszcza w klasie ludowej męskość kojarzona jest przecież często w Polsce z siłą fizyczną, agresją, umiejętnością „postawienia na swoim”. Choć można też złośliwie skomentować, że podobnego zdecydowania Karol Nawrocki nie potrafi wykazać, gdy chodzi o obronę dobrego imienia polskich żołnierzy obrażanych przez Trumpa.
Jak zareaguje kluczowa mniejszość?
Można przypuszczać, że prezydent nie przejmuje się tym, co myśli o nim nieprawicowa strona polaryzacji, czyli zdecydowanie mu przeciwni wyborcy obecnej koalicji. Karol Nawrocki zakłada bowiem, że czego by nie zrobił, to i tak nigdy nie uzyska głosów obozu Tuska. Dużo poważniejszym kłopotem dla prezydenta może być za to reakcja mniej wkręconych w polaryzację prawicowych normalsów. To wyborcy, którzy zagłosowali na niego w czerwcu 2025 r. nie z silnego przekonania, ale dlatego, że chcieli pokazać żółtą kartkę rządowi, nie lubili kojarzącego się im z elitami Trzaskowskiego albo nie chcieli oddania całej władzy Tuskowi. Ich poparcie dla reelekcji Nawrockiego w 2030 r. wcale nie jest pewne. Będą się uważnie przyglądać jego kolejnym poczynaniom, do końca wstrzymując się z podjęciem ostatecznej decyzji.
W tej grupie są też wyborcy od prezydenta oczekujący godnego reprezentowania majestatu Rzeczpospolitej, a przynajmniej minimalnego zachowania zasady decorum — co niewątpliwie nie udało się w poniedziałek. Karol Nawrocki, choć w kampanii mierzył się z bardzo poważnymi zarzutami ze strony mediów, był w stanie zachować zimną krew — teraz w teoretycznie znacznie mniej stresującej sytuacji wyraźnie mu jej zabrakło.
Prezydent będzie znajdował się w wielu znacznie bardziej stresujących sytuacjach. W tym takich, gdzie będzie musiał prowadzić negocjacje pod dużą presją na forum międzynarodowym albo podejmować decyzje w sytuacji typu kolejny atak rosyjskich dronów na Polskę. Opinia publiczna ma prawo oczekiwać, że w takiej sytuacji głowa państwa nie załamie się psychicznie, że zachowa spokój, nie da się wyprowadzić z równowagi. Starcie z dziennikarzem TVN sugeruje coś wręcz przeciwnego.
Jak duża część wyborców Nawrockiego, obserwując ten incydent, zastanowi się, czy na pewno dobrze wybrała? Pewnie niewielka. Ale pamiętajmy, że prezydent wygrał różnicą około 370 tysięcy głosów, jak na drugą turę wyborów bardzo niewielką. Więc nawet niewielka demobilizacja elektoratu po jednej stronie może go kosztować drugą kadencję.