Z gratulacjami lepiej się wstrzymać. Dobry wynik polskich 15-latków w badaniu PISA to efekt jednorazowego wsparcia — część badanego rocznika po prostu poszła do szkoły szybciej i uczy się o rok dłużej. W następnej edycji tej premii już nie będzie. A szczegółowa analiza wyników pokazuje poważne problemy polskiej szkoły.
Barbara Nowacka ogłosiła sukces polskich uczniów i nauczycieli, komentując najnowsze wyniki międzynarodowego badania umiejętności 15-latków. Jednym i drugim pogratulował Donald Tusk. Tyle że PISA wcale nie dowodzi, że polska szkoła odnosi sukcesy.
Najgorszy w historii
PISA (Programme for International Student Assessment) to najważniejsze międzynarodowe badanie umiejętności uczniów. Organizowane co trzy lata przez OECD, od ćwierć wieku wpływa na politykę edukacyjną wielu państw. W najnowszej edycji wzięło udział ponad 760 tys. 15-latków z 91 krajów, w tym ponad 7 tys. uczniów z 217 polskich szkół.
PISA 2025 przyniosła najgorsze wyniki w historii programu. Co piąty 15-latek w badanych krajach OECD nie osiąga podstawowego poziomu w żadnej z dziedzin: czytaniu ze zrozumieniem, matematyce i naukach przyrodniczych. W Unii Europejskiej co trzeci uczeń nie rozumie tego, co czyta.
Średnie wyniki naszych 15-latków są wyższe od średniej UE i OECD. W Unii istotnie lepiej wypadła Estonia — we wszystkich trzech dziedzinach, Finlandia w naukach przyrodniczych oraz Irlandia w rozumieniu czytanego tekstu.
Za przeprowadzenie badania w Polsce odpowiada Instytut Badań Edukacyjnych — Państwowy Instytut Badawczy (IBE-PIB). Jego wicedyrektor Tomasz Gajderowicz nie przesadził, gdy nazwał globalne rezultaty „druzgocącymi”. „Po raz pierwszy mamy pokolenie, które w fundamentalnych umiejętnościach wypada wyraźnie słabiej niż starsi” — mówił w rozmowie z PAP.
Na tym ponurym tle przedstawiał Polskę jako wyjątek. Stwierdził, że wyhamowaliśmy spadek i „w dobie globalnego kryzysu utrzymaliśmy się w ścisłej czołówce Europy”.
Bonus drugiej klasy
Co uchroniło nas przed dalszym spadkiem, którego doświadczają szczególnie państwa europejskie? Otóż polska próba miała wyjątkowy skład: aż 65 proc. uczniów chodziło do drugiej klasy szkoły ponadpodstawowej, a 34 proc. do pierwszej. Trzy lata wcześniej proporcje były niemal odwrotne: 82 proc. badanych było w pierwszej klasie, a tylko 16 proc. w drugiej.
Ma to niebagatelne znaczenie. Uczniowie drugich klas osiągają dużo lepsze wyniki. W naukach przyrodniczych i matematyce ich przewaga nad pierwszoklasistami wyniosła 46 pkt. Lepsi byli również w czytaniu, choć IBE nie podaje wyników obu grup w punktach.
Według OECD 20 pkt to mniej więcej tyle, ile przeciętnie zyskuje uczeń przez rok nauki. Dystans między obiema grupami naszych nastolatków był ponad dwa razy większy. Tak jakby nie różnił ich rok, ale ponad dwa lata szkoły.
Przekraczał również całą przewagę Polski nad średnią UE. Żeby pokazać skalę: polski wynik wynosi w zależności od dziedziny to 480-495 pkt, a przewaga Polski nad średnią unijną to: w przyrodzie 19 pkt, w matematyce 24 pkt, a czytaniu — 31 pkt.
Autorzy raportu przyznają, że względna stabilność Polski na tle spadków w innych krajach mogła przynajmniej częściowo wynikać właśnie z tego, iż duża część badanych miała za sobą dłuższy okres nauki. Innymi słowy: względna stabilność polskiego wyniku może częściowo wynikać z tego, że tegoroczni 15-latkowie uczyli się o rok dłużej niż większość ich rówieśników badanych trzy lata wcześniej.
Zakończenie roku szkolnego 2025/2026 w szkole podstawowej
Foto: Mateusz Kotowicz/REPORTER / East News
Efekt sześciolatka
Polski 15-latek w zwykłym trybie nauczania powinien być w pierwszej klasie liceum, technikum lub szkoły branżowej. W badaniu PISA 2025 większość z nich była o klasę wyżej, bo na obecną decyzję załapali się akurat uczniowie z rocznika 2009, a jest to pierwszy i zarazem ostatni rocznik dzieci, które obowiązkowo rozpoczęły edukację w wieku sześciu lat. Wśród protestów i morza łez części rodziców te dzieci we wrześniu 2015 r. poszły do pierwszej klasy razem z częścią siedmiolatków z rocznika 2008. Kilka miesięcy później ministra Anna Zalewska z PiS cofnęła reformę i ponownie ustaliła wiek rozpoczęcia obowiązkowej nauki na siedem lat. Rocznik 2009 był już jednak o klasę wyżej. Ale nie cały. Rodzice co piątego dziecka odroczyli jego pójście do szkoły, a część dzieci po zmianie przepisów pozostawili na kolejny rok w pierwszej klasie. Tę właśnie część rocznika testy PISA zastały w pierwszych klasach szkół ponadpodstawowych.
Dodatkowy rok nauki nie wyjaśnia jednak całej 46-punktowej różnicy. Drugoklasiści mieli lepsze wyniki również dlatego, że było wśród nich proporcjonalnie więcej licealistów, a mniej uczniów szkół branżowych. Do drugiej klasy chodziło 71 proc. badanych licealistów, 64 proc. uczniów techników i tylko 48 proc. uczniów szkół branżowych.
Gdy porównać uczniów tego samego typu szkoły, przewaga drugoklasistów nad pierwszoklasistami wynosi od 19 do 34 pkt. Znacznie większy dystans dzieli uczniów różnych szkół. W naukach przyrodniczych różnica między drugoklasistą z liceum a jego rówieśnikiem ze szkoły branżowej sięga aż 141 pkt.
Drugoklasiści z polskich liceów należeliby do światowej czołówki — z wynikiem nieco lepszym od Makau, jednego z liderów zestawienia. Pierwszoklasiści jako całość znaleźliby się poniżej średniej OECD, ale na przyzwoitym poziomie Łotwy i Norwegii. Pierwszoklasiści ze szkół branżowych wylądowaliby w dolnej części rankingu, obok Salwadoru, Indonezji i Kambodży.
Jeszcze mocniej skalę rozwarstwienia pokazuje porównanie uczniów z różnych klas. Pierwszoklasista z liceum uzyskał w naukach przyrodniczych wynik o 111 pkt wyższy od drugoklasisty szkoły branżowej. Uczniowi branżówki nie wystarczył więc nawet dodatkowy rok nauki, aby zbliżyć się do licealisty o krótszym szkolnym stażu.
I nie jest to tylko różnica punktów. W szkołach branżowych podstawowego poziomu umiejętności nie osiąga 59 proc. uczniów w naukach przyrodniczych, 68 proc. w czytaniu i aż 71 proc. w matematyce.
— Już w poprzedniej edycji widać było przepaść między wynikami uczniów z liceów i tych ze szkół branżowych. MEN się tym jednak w ogóle nie zajęło — mówi Jerzy Wiśniewski, ekspert i badacz edukacji, przez lata odpowiedzialny w MEN za kontakty z OECD. — Polska szkoła bardzo silnie różnicuje uczniów. Po szkole podstawowej następuje selekcja: uczniowie z największymi trudnościami idą do szkół branżowych, a system nie pomaga im później odrobić zaległości. W efekcie już u 15-latków widzimy ryzyko funkcjonalnego analfabetyzmu.
Zielona wyspa
Rzecz w tym, że Polska utrzymała wynik osiągnięty już po dużym spadku. W 2022 r. umiejętności uczniów gwałtownie pogorszyły się w wielu państwach, co tłumaczono m.in. skutkami pandemii. Polscy 15-latkowie cofnęli się wówczas do poziomu z 2000 r. Dopiero debiutowaliśmy wtedy w PISA, z zazdrością patrzyliśmy na sukcesy Finlandii i próbowaliśmy dogonić europejską średnią.
W pierwszej edycji z udziałem polskich nastolatków prawie co czwarty miał problem ze zrozumieniem sensu prostego tekstu. W kolejnych edycjach, już po wprowadzeniu gimnazjów, ten odsetek wyraźnie się zmniejszył. Dzisiaj problem znowu dotyczy co czwartego ucznia (24 proc.).
Optymizm studzi dyrektor IBE, prof. Maciej Jakubowski. „Stabilizacja jest dobrą wiadomością, ale by wrócić do poziomu, jaki mieli polscy 15-latkowie w 2018 r., jest jeszcze daleka droga” — przyznaje w komunikacie instytutu.
W politycznym przekazie zwyciężył jednak entuzjazm.
— Jesteśmy zieloną wyspą — ogłosiła ministra edukacji Barbara Nowacka, choć na mapach IBE zieleń Polski nie oznaczała sukcesu, lecz jedynie techniczny punkt odniesienia dla wyników pozostałych państw Europy. Ministra zamieniła legendę wykresu w diagnozę systemu. Tymczasem Polska była na mapach zielona z definicji, nie z powodu osiągnięć.
Głupiejemy?
Ogłoszone we wtorek wyniki PISA uruchomiły w Europie nerwową dyskusję o kondycji szkoły. Francuski „Le Monde” zebrał nagłówki z mediów państw północnej Europy: „katastrofa”, „historycznie złe wyniki”, „masowa porażka”, „poważny kryzys”. Brytyjski „The Economist” zapytał jeszcze brutalniej: „Czy nastolatki głupieją?”.
Od 2015 r. średni wynik krajów OECD obniżył się o 28 pkt w czytaniu i o 22 pkt w matematyce. To więcej, niż przeciętnie powinno przybywać uczniowi przez rok nauki. W porównaniu z rówieśnikami sprzed dekady dzisiejsi 15-latkowie są więc w rozumieniu czytanego tekstu niemal półtora roku nauki w tyle, a w matematyce — ponad rok.
Nie wszędzie jednak dzieje się to w tym samym tempie. Globalnym liderem PISA 2025 są Chiny, reprezentowane w badaniu przez cztery najbogatsze regiony: Pekin, Szanghaj oraz prowincje Jiangsu i Zhejiang. Drugie miejsce zajmuje Singapur. W ścisłej czołówce znalazły się także Makau, Tajwan, Japonia i Korea Południowa. Azja Wschodnia odjechała reszcie świata.
W Europie najmocniejszym punktem stała się Estonia, która wyprzedza dawną gwiazdę PISA — Finlandię. Fińscy uczniowie nadal należą do światowej czołówki w naukach przyrodniczych, ale w matematyce i czytaniu już z niej wypadli. Irlandia w czytaniu zajmuje siódme miejsce na świecie. Wśród europejskich liderów pozostaje również Wielka Brytania.
Andreas Schleicher, szef programu PISA, mówił podczas prezentacji wyników, że uczniowie „coraz rzadziej myślą głęboko i oddzielają sygnał od szumu”. W przedmowie do globalnego raportu zwraca uwagę, że słabną właśnie umiejętności szczególnie potrzebne w epoce sztucznej inteligencji: ocena wiarygodności informacji, łączenie różnych źródeł i krytyczne czytanie.
Andreas Schleicher, szef programu PISA w OECD
Foto: Metodi Popow/Imago / newspix.pl
Medal dla nauczycieli
„Polska należy do najlepszych systemów edukacyjnych na świecie. To efekt konsekwentnych reform zaczynających się w 1999 r., pracy kilku pokoleń nauczycieli i tego, że polska szkoła przez ćwierć wieku pozostała szkołą wymagającą” — przekonywał Tomasz Gajderowicz z IBE. A ministra Nowacka mówiła, że już nie musimy się oglądać na Finlandię.
Wiśniewski jednak przypomina: — PISA nie powinna służyć tylko do sprawdzenia miejsca Polski w rankingu. Pokazuje słabe punkty systemu, żebyśmy mogli je naprawić.
Do politycznego przekazu o PISA to się jednak nie przebija.
— Mamy świetnych nauczycieli, którzy pomimo turbulencji, efektu postpandemicznego, nadużywania mediów społecznościowych i telefonów komórkowych utrzymali bardzo wysoki poziom polskiej edukacji — cieszy się ministra Nowacka.
Rok przed wyborami rząd ma powody, by nauczycielom słodzić. Zwłaszcza że znowu domagają się podwyżek. Ale co PISA z 2025 r. rzeczywiście mówi o nauczycielach? A dokładniej — co o nich mówią uczniowie. W tej edycji pytania dotyczyły lekcji z przedmiotów przyrodniczych.
Więcej niż co czwarty (28 proc.) odpowiedział, że nauczyciel nigdy albo prawie nigdy nie proponuje dodatkowej pomocy, kiedy jest ona potrzebna. 22 proc. stwierdziło, że nauczyciel nigdy albo prawie nigdy nie tłumaczy tak długo, aż uczniowie zrozumieją.
Pod względem wsparcia dla uczniów w przedmiotach przyrodniczych Polska zajęła ostatnie miejsce wśród wszystkich państw uczestniczących w badaniu. W ciągu ostatniej dekady właśnie ten wskaźnik obniżył się u nas najbardziej.
Nie jest to jednorazowe tąpnięcie ani problem dotyczący jednego przedmiotu. Gdy w 2022 r. PISA pytała o lekcje matematyki, odpowiedzi polskich uczniów ustawiły naszych nauczycieli na końcu zestawienia. Cztery lata wcześniej, w badaniu poświęconym czytaniu, ocena wsparcia udzielanego przez polonistów była piąta od końca.
Te wyniki nie dowodzą oczywiście, że polscy nauczyciele źle uczą. PISA sprawdzała tylko niektóre elementy ich pracy: czy interesują się postępami każdego ucznia, pomagają mu w nauce i tłumaczą tak długo, aż zrozumie. Nie stwierdzono zresztą związku między tak rozumianym wsparciem a wynikami z nauk przyrodniczych. Okazuje się, że uczeń może osiągać wysokie wyniki w szkole, w której rzadko otrzymuje dodatkową pomoc.
Polskim nauczycielom, od lat niedocenianym i obciążanym wdrażaniem kolejnych reform, uznanie bez wątpienia się należy. Polityczne gratulacje nie zastąpią jednak realnego wsparcia. Kiedy ministra przypisuje im sukces w PISA, oni odpowiadają w internetowych komentarzach: „Wynikami PISA moich dzieci nie wykarmię”.
Jest jeszcze jeden kłopot. W polskim raporcie PISA 2025 ani razu nie pojawia się słowo „korepetycje”. Nie ma analizy, ilu 15-latków z nich korzysta, z jakich przedmiotów i jak intensywnie. Nie wiadomo więc, jaka część dobrych rezultatów powstaje w szkole, a jaka w opłacanym przez rodziców „systemie cieni”.

