Rok temu Trump mówił, że kupowanie rosyjskiej ropy osłabia siłę nacisku Zachodu na Putina. Kiedy Ukrainie udało się wreszcie wypracować własne narzędzie nacisku na Rosję, Trump oczekuje, że Zełenski z niego zrezygnuje. Wszystko przez dramatyczny wzrost cen paliw, za który odpowiada… wojna Trumpa na Bliskim Wschodzie.
Dokładnie rok temu Donald Trump w ostrym tonie wypowiadał się na temat rosyjskiej ropy naftowej.
Państwa NATO powinny całkowicie przestać ją kupować — ogłosił w serwisie Truth Social 13 września 2025 r. Dalsze zakupy byłyby jego zdaniem „szokujące”, ponieważ osłabiały pozycję sojuszu względem rosyjskiego przywódcy Władimira Putina. Trump był nie tylko „gotów nałożyć poważne sankcje” na Rosję, uważał, że dla wzmocnienia efektu kraje NATO powinny wprowadzić cła na Chiny w wysokości od 50 do 100 proc.
„To nie jest WOJNA TRUMPA” — podkreślał, choć deklarował gotowość, by pomóc w jej zakończeniu. Dokładnie rok później prezydent USA przekazał zupełnie inny komunikat swojemu odpowiednikowi w Kijowie.
— Przestańcie niszczyć rosyjskie rafinerie diesla — ostrzegł w niedzielę 13 września Wołodymyra Zełenskiego, gdy ceny paliwa w USA osiągnęły 6 dol. za galon. — To szkodzi całemu światu! — dodał.
Wojna Rosji z Ukrainą może i rzeczywiście nie jest wojną Trumpa, ale to on sam rozpętał inny konflikt — ten na Bliskim Wschodzie. I to właśnie to starcie dyktuje teraz jego politykę wobec wojny w Ukrainie.
Furia Trumpa? W USA niezadowolenie
Trump rozpoczął operację „Epicka Furia” 28 lutego — była to zakrojona na szeroką skalę kampania mająca na celu niedopuszczenie, by Iran kiedykolwiek wszedł w posiadanie broni jądrowej. A ponadto: zniszczenie jego przemysłu rakietowego, marynarki wojennej i sił powietrznych, położenie kresu groźbom wobec żeglugi i doprowadzenie do zmiany reżimu.
Ponad pół roku później Waszyngton nie osiągnął wielu z tych celów, ale za to skutecznie zdestabilizował rynek energetyczny. A to od sytuacji na nim zależna jest tak polityka Trumpa wobec Rosji, jak i ceny oleju napędowego oraz benzyny w USA.
Statystyki wyglądają fatalnie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że w sierpniu wydobycie ropy w rejonie Zatoki Perskiej było ograniczone o ponad 10 mln baryłek dziennie. Eksport ropy z regionu był o połowę mniejszy niż przed wojną. Eksport oleju napędowego i benzyny — czyli tych paliw, które wpływają na ceny przy amerykańskich stacjach — wynosił zaledwie 390 tys. baryłek dziennie. To zaledwie jedna czwarta dawnego poziomu.
Szanse na szybką poprawę tej sytuacji wydają się nikłe.
Waszyngton i Teheran wciąż nie osiągnęły porozumienia w sprawie cieśniny Ormuz. Tymczasem sojusznicy Iranu wywierają presję na inny strategiczny punkt regionu — cieśninę Bab al-Mandeb.
W ubiegłym tygodniu jemeńscy rebelianci Huti przeprowadzili ataki rakietowe i dronowe na infrastrukturę saudyjską, a następnie zajęli strategiczny port Mokha nad Morzem Czerwonym oraz wyspę Majun położoną wewnątrz cieśniny Bab al-Mandab. Kilka dni później Arabia Saudyjska zamknęła ropociąg Wschód-Zachód, który wcześniej został trafiony przez drony wystrzelone z Iraku. Ropociąg ten był kluczową alternatywą, pozwalającą Rijadowi ominąć Ormuz i transportować ropę lądem do Morza Czerwonego.
I teraz oczywiście Amerykanie odczuwają tego skutki. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) podawała, że średnia cena diesla w lutym wynosiła 3,72 dol. za galon (3,75 l). Najnowszy odczyt EIA to już 5,97 dol. Stowarzyszenie AAA, które analizuje ceny paliw na stacjach, podało, że w niedzielę 13 września średnia krajowa cena diesla przekroczyła 6,20 dol. za galon — po raz pierwszy w historii w ujęciu nominalnym. To już kolejny dzień rekordowych cen.
Administracja Trumpa też odczuwa konsekwencje tych wydarzeń.
Z lipcowego badania ośrodka Pew — przeprowadzonego jeszcze przed obecnym wzrostem cen paliw — wynikało, że zdaniem aż 60 proc. Amerykanów polityka gospodarcza Trumpa pogorszyła sytuację. Dla porównania, w styczniu odsetek ten wynosił 52 proc. Z kolei odsetek osób bardzo zaniepokojonych cenami benzyny wzrósł z 34 do 56 proc. Nastroje nie są dobre nawet wśród republikanów — 28 proc. z nich uważa, że polityka Trumpa negatywnie wpłynęła na gospodarkę. W poprzednim badaniu było to 18 proc.
Najwyraźniej teraz to wina Ukrainy.
Trump zabiera Ukrainie narzędzie nacisku
Przestańcie uderzać Rosję (czyli mnie) tam, gdzie boli! W Waszyngtonie taka prośba wpisuje się w styl negocjacji rodem z „The Art of the Deal”, a więc pierwszej książki Trumpa: mamy kłopoty, więc nam pomóżcie. Odpuszczając teraz ataki na rafinerie, a może kiedyś się wam odwdzięczymy. W Kijowie takie żądanie musiało zabrzmieć absurdalnie.
Ukraina przygotowuje się do piątej pełnej zimy wojny. Strategia Rosji nie jest już tajemnicą — chodzi o to, by zniszczeniem infrastruktury energetycznej i zimowym paraliżem zmusić Kijów do kapitulacji.
— Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej dostały rozkaz przygotowania i przeprowadzenia masowych ataków na ukraińskie obiekty energetyczne — ogłosił 1 września Putin. Teraz Rosja dysponuje stałym zaopatrzeniem w rakiety balistyczne i drony odrzutowe, na które ukraińska konwencjonalna obrona powietrzna jest słabo przygotowana.
Jest jeszcze kwestia wyborów w Rosji. W piątek poddani Putina pójdą do urn — to pierwsze wybory do Dumy Państwowej od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji. Wydarzenie, które zdaniem Zełenskiego będzie punktem zwrotnym w rosyjskich działaniach wojennych.
Prezydent Ukrainy twierdzi, że Moskwa celowo zwleka z ogłoszeniem decyzji, które przestawią rosyjską machinę wojenną na wyższe obroty. Kreml ma czekać, aż odbędą się wybory. Plany te zakładają ewentualne zmobilizowanie 300 tys. żołnierzy.
W tym samym czasie siły ukraińskie wciąż borykają się z brakami kadrowymi i powoli tracą teren. Kiedy więc istnieją uzasadnione obawy przed wizją odradzającej się rosyjskiej armii oraz zimy pełnej ataków rakietowych i dronowych, długodystansowe uderzenia na rafinerie i terminale eksportowe — infrastrukturę, na której opiera się rosyjska gospodarka — stanowią jeden z niewielu środków, dzięki którym Kijów może realnie obciążyć Moskwę kosztami wojny.
Rok temu Trump mówił, że kupowanie rosyjskiej ropy osłabia siłę nacisku Zachodu na Putina. Kiedy Ukrainie udało się wreszcie wypracować własne narzędzie nacisku, Trump oczekuje, że Zełenski z niego zrezygnuje.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

