Za uśmiechami Karola Nawrockiego i jego ludzi kryje się walka o to, aby kryptoafera nie przykleiła się do prezydenta. Nie pomaga w tym decyzja o wetowaniu ustaw o kryptowalutach. A Zbigniew Bogucki walczy o życie w polityce. — Konfrontacja z Donaldem Tuskiem jest bardzo stresująca — mówi o szefie prezydenckiej kancelarii człowiek z kręgu Pałacu.
Polityk z kręgu prezydenta: — Zondacrypto to wielki syf. Nawrocki to wie.
— To dlaczego wetuje kolejne ustawy o kryptowalutach? — pytam.
— Jest przekonany, że te 2-3 mln głównie młodych ludzi, którzy inwestują w krypto, go poparło w wyborach. Nie chciał zrobić czegoś, co ich wkurzy — odpowiada. Argumentacja „nie narazić się swoim wyborcom” była kluczowa, ale tylko dla pierwszego weta z grudnia 2025 r. Potem — w przypadku dwóch kolejnych — prezydent był już więźniem swojej decyzji. A premier Donald Tusk nie pozwala mu czmychnąć z tego więzienia, mimo błagalnego tonu Pałacu.
Inny rozmówca z prawicy: — Teraz w Pałacu jest rozedrganie. Tak bym to określił. Mogą mówić, że siedzą na kanapie z popcornem, obserwują i się śmieją z Tuska, ale to nieprawda.
I dodaje: — Dla prezydenta najlepiej by było, jakby ta afera zdechła. Ale ona szybko nie zdechnie, bo premierowi zależy na tym, aby toczyła się jak najdłużej. Mają Krala, który sypie, więc mają czym grzać.
Salwy Tuska
Premier wytoczył najcięższe działa, jakie przygotował minister Waldemar Żurek. Czy ukręcenie głowy śledztwom bądź ułaskawienie aferzysty, szefa upadłej Zondacrypto Przemysława Krala, kosztuje 2 mln zł? Tak pytał premier. — Za ile się kupowało ułaskawienie? — mówił w Sejmie szef rządu. A nawet więcej — stwierdził, że „ten fakt jest już nie do zakwestionowania”. Kral miał usłyszeć od tajemniczego „pana X” zapewnienie, że „jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie, gdybym został skazany w tej sprawie”. X to wedle Tuska „publicznie znana osoba” — najpewniej z kręgu Telewizji Republika, może sam Tomasz Sakiewicz.
W Pałacu Prezydenckim takie pytania są porównywane do sławetnego wystąpienia Andrzeja Leppera z 2001 r. Szef Samoobrony pytał wówczas, czy grupa polityków PO (w tym Tusk) i SLD wzięła wielkie łapówki — potem sąd go skazał za zniesławienie. Dziś człowiek z Pałacu się broni: — Załóżmy, że Kral miał zostać ułaskawiony przez Nawrockiego. To po co poszedł do Romana Giertycha i chce zostać świadkiem koronnym, by dostać jak najniższy wyrok? Przecież to kompletnie nielogiczne.
Inny, znany polityk prawicy: — Obrzucanie błotem Nawrockiego jest chwilowo skuteczne, ale dalekosiężnie nie zniszczy prezydenta.
Kral sypie
Kral boi się, że gangsterzy, którzy stoją za Zondą, mogliby go rozpuścić w kwasie — tak jak, wedle podejrzeń prokuratury, pozbyli się Sylwestra Suszka, początkowo szefa BitBay (tak wcześniej nazywała się Zondacrypto). Albo że mógłby trafić na lata do aresztu. Czyli że mógłby nie dożyć ani wyroku, ani łaski, na którą miał nadzieję. Kral sypie więc, dostarcza nagrania, dokumenty, a prokuratura, minister sprawiedliwości i sam premier wyłuskują wątki polityczne, które uderzają w prezydenta i PiS. Celem jest uderzenie w najważniejsze osoby na prawicy — Nawrockiego, Kaczyńskiego i liczącego na objęcie teki premiera w 2027 r. Zbigniewa Boguckiego.
W Pałacu rewelacje szefa upadłej Zondy nazywają bredniami, jak te „starego Murana”, czyli Jacka Murańskiego, freakfightera, na którego powoływał się w końcówce kampanii prezydenckiej w zeszłym roku Donald Tusk. „Stary Muran”, chcąc być atrakcyjnym na galach w klatkach, opowiadał, że wie o „hakach”, które na Nawrockiego miałby rzekomo mieć „Wielki Bu”, kryminalista prywatnie znający się z Nawrockim.
Człowiek prezydenta: — Po tym, co w kampanii prezydenckiej Tusk mówił o Murańskim jako wiarygodnym człowieku, mamy duży dystans do wszystkiego, co mówi premier. Mówił o rosyjskiej mafii, Krala reprezentuje Giertych, a teraz jakiś X obiecywał ułaskawienie dla Krala. Tusk w sprawie Zondacrypto doszedł już do ściany.
W grudniu zeszłego roku, po pierwszym wecie wobec ustawy o kryptowalutach, premier mówił wprost: — Proszę traktować, panie prezydencie, fakt, że prześlemy jeszcze raz tę ustawę, jako szansę i ofertę, żeby nie wiązano pańskiego nazwiska z kryptoaferą.
Premier chce, by Nawrocki okazał słabość, podpisując ustawę. Albo żeby wetował — wtedy nazwisko prezydenta związuje z aferą. Nawrocki stawia weta, bo podpisanie ustawy w wersji rządowej byłoby jego kompletną kapitulacją.
Prezydenta broni jak zwykle Zbigniew Bogucki. Gdy Tusk przemawiał w Sejmie, Bogucki przeżywał najbardziej stresujący dzień w swoim politycznym życiu. Nawet w PiS mówią, że widać było po nim potworne napięcie. — Konfrontacja z Tuskiem jest bardzo stresująca. Bogucki walczy o swoje życie w polityce — mówi człowiek z kręgu Pałacu. — To stress test dla Zbyszka — mówi kolejny.
Zbigniew Bogucki w Sejmie przed wystąpieniem broniącym weta prezydenta do ustawy o kryptowalutach
Foto: Albert Zawada / PAP
Dla prezydenta też. Nawrocki na konferencji prasowej przed pałacem posiłkował się ściągawką z wykazem imprez sponsorowanych przez Zondę, by udowodnić, że nie tylko on brał udział w takich wydarzeniach (uczestniczył w prawicowej konferencji CPAC w Rzeszowie).
Jak to się stało, że Nawrocki, któremu kryptowaluty były zupełnie obce, walczy teraz, aby nie stać się bohaterem kryptoafery?
Obrońca krypto
Sam w kryptowaluty nie inwestował. Ale w kampanii prezydenckiej łasił się do Sławomira Mentzena i jego elektoratu — inwestorów w krypto. Liczba wyborców posiadających krypto to około 2 mln. W newralgicznym momencie kampanii, bo między I a II turą, Mentzen w długiej rozmowie maglował Nawrockiego, by wydusić od niego poparcie dla rynku kryptowalut. Nawrocki obiecał działanie w interesie branży. Potem jeszcze sam wrócił do sprawy krypto, publikując filmik, na którym mówił: — W Polsce muszą powstawać innowacje, a nie regulacje. Jako prezydent RP będę gwarantem, że nie wejdą w życie zamordystyczne przepisy, które ograniczą waszą wolność.
Mentzen przyklaskiwał: — Bardzo dobrze! Widzę, że są kolejne efekty naszej rozmowy!
Człowiek z Pałacu: — W samej „deklaracji toruńskiej” [ośmiopunktowym dokumencie, który Mentzen podsunął Nawrockiemu do podpisania — red.] co prawda nie ma słowa o kryptowalutach, ale prezydent przywiązuje do niej dużą wagę, bo poparcie Mentzena bardzo pomogło mu wygrać wybory.
W kampanii Nawrocki korzystał ze wsparcia Zondy, ale się nie zaciągał. Telewizja Republika wspierała z całą mocą Nawrockiego — a ją zastrzykiem pieniędzy za kupowane reklamy przy życiu utrzymywał Kral. Źle te pieniądze pachniały, ale dla Nawrockiego ważniejsze było poparcie z USA od Donalda Trumpa. Gdy więc za kasę od Krala Telewizja Republika zorganizowała konferencję CPAC w Rzeszowie, na którą przyleciała wysłanniczka Trumpa — Kristi Noem — to Nawrocki nie wzdragał się, by przyjechać.
To była duża impreza. W sztabie PiS zastanawiano się, czy Nawrocki powinien tam być. — Olanie imprezy źle by wyglądało, więc Nawrocki tam pojechał — słyszymy. — Finalnie ta wizyta mu zaszkodziła. Do dzisiaj Platforma wypomina mu, że był na imprezie Zondacrypto, a z samego wydarzenia najgłośniejsze były zdjęcia z pornorabinem. Same kłopoty — mówi człowiek z otoczenia głowy państwa. Sztabowcy się wściekali wtedy na Republikę, że zamiast przypomnienia o wsparciu od Trumpa dostali selfie Nawrockiego i rabina sprzedającego wibratory. Mowa o rabinie Shmuleyu Boteachu — popularyzatorze „koszernego seksu” i biznesmenie z branży akcesoriów erotycznych.
Aby zbijać argument, że Nawrocki korzystał na finansowaniu Republiki i CPAC przez Krala, w Pałacu odbijają piłeczkę przykładem z 2024 r.: Donald Tusk i Ursula von der Leyen wzięli udział w XVI Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach sponsorowanym przez Zondacrypto.
Unikać prezesa Lechii
Kral oplatał prawicowy ekosystem: Republikę, Ziobrę, Konfederację, najął byłego agenta CBA z czasów PiS Artura Chodzińskiego, by pomógł mu wnikać w środowisko PiS i prezydenta. Były agent wszedł do pałacu na raut z okazji 11 listopada 2025 r. — chwalił się potem zdjęciem z Nawrockim.
Sam Nawrocki, będąc już prezydentem, wystrzegał się kontaktów z Zondą.
Rok 2025. Mecz Lechia Gdańsk — Motor Lublin. Na trybunach Karol Nawrocki — świeżo upieczona głowa państwa. Ale ogląda mecz razem ze swoim przyjacielem Dariuszem Krawczykiem, biznesmenem z branży węgla koksującego, a nie w towarzystwie prezesa Lechii Paola Urfera. — Unikać kontaktów z właścicielem Lechii — tak w otoczeniu prezydenta mówią o wizytach głowy państwa na Lechii. Urfer to szwajcarski biznesmenem. Powód? Urfer i Kral się dobrze znają z Monako, Zondacrypto była głównym sponsorem Lechii, jej logo trafiło na koszulki piłkarzy.
Polityk PiS z kręgu prezydenta: — Jak prezydent był na meczach Lechii, to ochrona SOP chroniła go przed spotkaniem z Urferem.
Wrzesień 2025 r. Przy okazji wizyty Nawrockiego w USA Republika zorganizowała kongres o kryptowalutach. Kral był tam jednym z VIP-ów. Początkowo chwalono się listą gości — a wpisano na nią ludzi prezydenta: szefa Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza, europosła Adama Bielana i szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Sakiewicz liczył, że pojawi się też Nawrocki, ale ludzie prezydenta zignorowali wydarzenie. — Republika chciała zarobić na wizycie Nawrockiego w USA — narzekają w Pałacu. Przez to też relacje Pałacu z Republiką się ochłodziły.
Powrót Zondy
Sprawa relacji Zondy z prezydentem wróciła pod koniec 2025 r. Wtedy obóz rządowy przeforsował pierwszą, restrykcyjną ustawę o kryptowalutach. W Pałacu był podział. Ówczesny szef BBN Sławomir Cenckiewicz był za podpisaniem ustawy — co widać było po jego publicznych wypowiedziach. Uznawał kryptowaluty za zagrożenie — mówił o tym w „Financial Times” — bo za ich pomocą finansowane są akcje dywersyjne rosyjskich służb. Konfederacja oczekiwała weta. Mentzen osobiście przekonywał do tego Nawrockiego. Politycy Konfederacji są związani z kryptowalutami. Mentzen trzyma w nich 10,5 mln zł (wedle stanu na koniec 2025 r.), inni politycy tej partii też, choć nie aż tyle. A fundacja Przemysława Wiplera Dobry Rząd przyjęła od Krala pieniądze (70 tys. euro).
Gdy Nawrocki ogłosił pierwsze weto, konfederaci zapiali z radości. Człowiek z Pałacu: — Nawrocki interesował się czeską ustawą o kryptowalutach, która jest bardzo krótka. Uważał, że rząd idzie w kierunku zakazu obrotu kryptowalutami, i nie chciał na to pozwolić. W Czechach ustawa ma 11 stron. W Polsce rządowe projekty miały ponad 100.
Chwilę potem Tusk doprowadził do zwołania niejawnego posiedzenia Sejmu i tam mówił, że za Zondą stoi mafia, nawet rosyjska. Rosyjski trop okazał się nieprawdziwy, ale krajowy — trafny. Premier przeforsował po raz drugi tę samą ustawę.
Przy drugim wecie Nawrocki zaproponował własną ustawę — de facto był to projekt rządowy, ale z poprawkami prezydenta. Przy okazji głowa państwa nieco się ośmieszyła, bo wcześniej Pałac narzekał, że ustawa rządowa jest zdecydowanie za długa, a sam zgłosił jeszcze dłuższą. Pałac ustami Boguckiego w błagalnym tonie prosił, by Tusk zaakceptował poprawki prezydenta, ale nic z tego. Tusk coraz mocniej przypierał Nawrockiego do ściany — doprowadził do uchwalenia po raz trzeci rządowego projektu, ale jeszcze zaostrzył w nim kary. W międzyczasie Zondacrypto zbankrutowała, a afera wybuchła na całego.
Trzecie weto Nawrockiego premier przedstawił jako obronę mafijnego układu zbudowanego wokół Zondy. Obóz władzy nie zdołał odrzucić weta. Bogucki triumfował, ale za uśmiechem krył się strach, że kilkumiesięczna operacja wpędzania Nawrockiego w pułapkę okaże się skuteczna. Przynajmniej w oczach części wyborców. W Pałacu szybko zapadła decyzja: Nawrocki wyszedł z drugą inicjatywą ustawodawczą w sprawie kryptowalut. To był znów projekt rządowy z 16 poprawkami — w sumie dość drobnymi. Bogucki znów błagał o kompromis. Tak Pałac usiłował uciec z pułapki. Ale Tusk odpowiedział, że nie będzie kompromisu ze złem.
Człowiek z Pałacu odparowuje: — Tusk nie ma świadomości, że sposoby, którymi przez lata walczył, dziś już nie zdają egzaminu.
Co pamięta wyborca
Kryptoafera dusi dziś zwłaszcza PiS. W partii doskonale wiedzą, że fakt przyjęcia przez Ziobrę pieniędzy od Krala jest nie do obrony. Podobnie jak spotkanie Michała Moskala z Kralem na Ibizie. — Ale w 2027 r. to nie powinno spowodować, że jakaś duża część wyborców nie zagłosuje na PiS — mówi rozmówca bliski Nowogrodzkiej.
Między PiS a prezydentem jest jednak różnica. O ile PiS walczy o to, aby nie spaść trwale poniżej 20 proc., i marzy o powrocie na poziom ponad 30 proc., o tyle prezydentowi zależy na ponad 50 proc. w wyborach. W Pałacu często podkreślają, że zwycięstwo zawdzięczał także wyborcom lewicowym — zwłaszcza Adriana Zandberga i Magdaleny Biejat — których około 400 tys. zagłosowało na Nawrockiego. Dostał też głosy części wyborców Szymona Hołowni. Utrata tego nieoczywistego elektoratu to dla Nawrockiego zagrożenie. Dlatego za wszelką cenę próbuje nie dać się skleić z kryptoaferą.
Kolejny współpracownik głowy państwa: — Wybory prezydenckie to 2030 r. Ludzie zapomną.

