Porwana z domu, sprzedana na targu niewolników, trafiła do haremu sułtana. I potrafiła tak go w sobie rozkochać, że nie tylko uczynił ją swoją żoną, ale i dla niej zrobił rewolucję na dworze.
Długo przygotowywała się do tego wieczoru. Nauczyła się nowego języka, nowej kultury, nowej religii. Opanowała etykietę, śpiew, muzykę, poezję, i, najważniejsze, sztukę trzymania języka za zębami i posiadania oczu dookoła głowy. Nauczyła się poruszać tak, by męski wzrok wędrował za jej biodrami, obiecywać spojrzeniem spod skromnie spuszczonych rzęs, śmiać się perliście.
I nie myśleć o przeszłości.
Udało jej się przyciągnąć uwagę sułtanki matki. To ona selekcjonowała kobiety, które trafią do łoża jej syna. Musiały być ładne, oczywiście, ale w haremie pełno było ładnych dziewcząt. Musiały być zdrowe, żeby urodzić zdrowego syna. Ale przede wszystkim inteligentne, bo ten syn będzie potrzebować mądrej matki.
I wszystkie te cechy sułtanka matka dostrzegła w nastoletniej rudej Rusince.
Potem już tylko mycie, perfumowanie, układanie włosów, depilacja całego ciała pastą z arszeniku – trzymana za długo zostawiała poparzenia, więc trzeba było uważać – i malowanie henną.
Wreszcie, noc z sułtanem. Po której on zapragnie kolejnej. Musi zapragnąć.
Bohaterce dzisiejszego odcinka “Historii kobiet”, Hurrem zwanej też Roksolaną, udało się utrzymać zainteresowanie sułtana przez prawie 40 lat. A przy okazji zrobiła rewolucję: umocniła pozycję kobiet na sułtańskim dworze i uczyniła harem instytucją polityczną.
„Historia kobiet”
Matki, żony i kochanki. Anielice i kobiety fatalne. Obiekty uczuć, natchnienia poetów, odpoczynek wojowników, dodatki do posagów. Gdy bohaterowie idą w bój, robią im kanapki, a potem opatrują rany. A rozmawiają, cóż, zazwyczaj o mężczyznach. Czy w kanonie lektur znajdziemy też bardziej interesujące bohaterki? Wychodzące poza stereotyp, skomplikowane, sprawcze? W tym sezonie „Historii kobiet” Katarzyna Wężyk i jej gościnie rozmawiają o kobietach w literaturze.

