Wciąż zdarza się, że państwo na trytytkę, gumę do żucia i sznurek zareaguje tak, jak powinno zareagować. Naprawdę, nie zmyślam.
Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności, naprawdę. Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą — uzasadniał sędzia Maciej Mitera wyrok 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, który pijany, z telefonem w ręku rozpędził samochód do 226 km/godz. i doprowadził do wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Zabił ojca, ciężko ranił matkę i dwoje małych dzieci, a następnie uciekł, pozostawiając na miejscu swoją ranną partnerkę.
Uzasadnienie sędziego Mitery poniosło się po internecie, a wyrok przebił się przez bańki i połączył elektoraty, które najchętniej nigdy nie zgodziłyby się w żadnej sprawie. Według raportu Res Futury aż 79 proc. osób uznało, że wymiar sprawiedliwości zachował się tak, jak powinien. Mówiąc inaczej: musieli się tam znaleźć i wyborcy Tuska, i Nawrockiego.
Państwo tym razem zadziałało. Odizolowało osobę, która stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia innych. Nie zrobiło nic nadzwyczajnego, wykonało swój obowiązek — powiecie. A jednak, jak na swoje standardy, zrobiło dużo. Bardzo dużo.
Przed tragedią Żak sześć razy był karany zakazem prowadzenia pojazdów i tylko raz wylądował w więzieniu. Nie wiem, co kierowało kolejnymi sędziami, którzy uznawali, że prace społeczne są dla niego odpowiednią karą, albo jak racjonalizowali sobie sens wydawania kolejnych zakazów prowadzenia pojazdów, skoro decydowali o nich, zanim kończyły się terminy poprzednich (ergo: wiedzieli, że sankcja nie działa). Liczyli na refleksję? Przemianę? Mieli nadzieję, że notoryczny pirat drogowy zamieni się w pokornego żeglarza polskich szos?
Obywatele i obywatelki zbyt często widzą, że polskie prawo ma moc i jest traktowane niewiele lepiej od regulaminu ośrodka wczasowego. Wiadomo, że cisza nocna obowiązuje od godz. 22, że na terenie ośrodka nie można spożywać alkoholu, zakłócać spokoju też nie można.
Wiadomo też, że maksymalna prędkość hulajnogi wynosi 20 km/godz., a wszyscy czytający i czytające codziennie widzą osoby sunące po chodnikach i ścieżkach rowerowych kilka razy szybciej. Niedawno policja złapała nawet 46-latka, który na drodze osiągnął 70 km/godz., a chwalił się, że mógłby pojechać i 100 km/godz. Ktoś słyszał o obławie na warsztaty i sklepy podkręcające te hulajnogi? Ktoś stanął za to przed sądem? Może chociaż mandat dostał?
A ci przebierańcy w mundurach, którzy legitymują ludzi na Dworcu Centralnym? Rok temu podobne grupy udawały służby przy granicy z Niemcami, a służby stać było co najwyżej na narzekania, że im w pracy przeszkadzają. Nie wspominając już nawet o Grzegorzu Braunie, duchowym patronie tych paramilitarnych formacji, który jest chodzącym dowodem na bezsilność państwa.
Wciąż działają też te wszystkie fabryki dyplomów, którymi tak bardzo lubimy zajmować się w „Newsweeku”. Renata Kim pisze kolejne artykuły, wszystkie są de facto zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa, a służby nie widzą, nie słyszą ani nie mówią. Dyplom MBA wciąż można zrobić w jedno popołudnie.
Koniec końców, są też politycy z pierwszego szeregu, którzy mieli odpowiedzieć — kolejność przypadkowa — za ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, za 70 mln zł wyrzuconych na wybory kopertowe, których nie było, za zniszczenie niezależności NBP, za zamianę Funduszu Sprawiedliwości w portfel Solidarnej Polski. Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki, Jacek Sasin, Adam Glapiński, Zbigniew Ziobro — wszyscy mieli zostać osądzeni przez Trybunał Stanu, lista tych, którzy mieli stanąć przed sądem, jest jeszcze dłuższa. Po blisko trzech latach rządów koalicji 15 października chyba nie ma już wątpliwości, że pisowscy aparatczycy unikną odpowiedzialności.
To nie jest opowieść o zemście, polowaniu na czarownice ani o polityce. W każdym wypadku chodzi o elementarne poczucie sprawiedliwości oraz o kapitulację państwa, które nie dba o równość wobec prawa i nie egzekwuje reguł, które samo ustanowiło.
Ale może być też tak, że podejście państwa do sprawiedliwości jest odbiciem podejścia społeczeństwa. Przecież Mateckich i Mejzów, których trudno uznać krystaliczne postaci, nie umieściły w Sejmie zielone ludziki. Weterana kibolskich ustawek w pałacu prezydenckim też nie.

