Poczucie wstydu jest obce politykom, ale premierowi Donaldowi Tuskowi powinno być jednak wstyd, że rządzi krajem, w którym obcokrajowcy boją się rozmawiać w swoim języku w miejscach publicznych.
„Jak im się tam bardzo nudzi, to wynocha do siebie walczyć za swój kraj” — mówi Mariusz Grabowski, a siedzący z nim osiłek odpowiada: „Trzeba będzie zebrać chłopaków, to się wyprostuje chochołów, bo im się najwidoczniej coś pop*** w głowie”.
To filmik opublikowany na kanale Gromdy, czyli federacji organizującej walki na gołe pięści. Te bijatyki nie mają nic wspólnego ze sportem, ale chyba się oglądają (oficjalnych danych nie ma), skoro za obejrzenie 26. już mordobicia (bo przecież nie „gali”) trzeba zapłacić aż 54,99 zł.
Organizacja Grabowskiego, niegdyś skazanego m.in. na 2,5 roku więzienia za udział w porwaniu biznesmena, od miesięcy publikuje nienawistne materiały w tzw. mediach społecznościowych. „Tu jest Polska. To jest nasz kawałek ziemi i nasze zasady. Jeśli komuś się nie podoba, to wynocha” — to inny kawałek z postów Gromdy. Na Facebooku jej konto obserwuje 530 tys. osób. Na YouTube — 433 tys. Gromda ma sklep, który ma adres, może nawet ten sklep odprowadza podatki. Zadymy organizowane przez Grabowskiego nie odbywają się na innej pIanecie. Mimo to służby nie przeszkadzały w monetyzowaniu hejtu na migrantów. Zareagowały (prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wpisów), dopiero gdy Adam C. ps. Cycu, jeden z bandytów wynajętych przez Grabowskiego do bicia się na gołe pięści, wziął udział w ataku na ukraińską parę we Wrocławiu, który został nagrany i opublikowany w internecie.
Ukraińcy boją się odbierać telefon
Gromda jest spektakularnym przykładem bierności władz, lecz problem jest zdecydowanie głębszy. Agresja w stosunku do przybyszów zza wschodniej granicy już dawno przestała być marginesem. Z analizy Res Futury wynika, że w internecie właściwie nie ma już przychylnych wpisów dotyczących Ukraińców, za to coraz więcej jest antyukraińskich. W ciągu roku przybyło 30 proc. zgłoszeń o przestępstwach z nienawiści wobec obywateli Ukrainy. I ta statystyka się nie zatrzymuje. A to 48-letnia Polka wyprowadza cios w ukraińskiego kierowcę, a to 76-Polak bije Ukrainkę laską. — Nasze dzieci są tłuczone i wyzywane. Nie mogą się odezwać do matki po ukraińsku — relacjonowała ukraińska aktywistka Natalia Panczenko w podcaście „Rachunek sumienia”.
I tak, znam Ukrainkę, która prosi, by w określonych godzinach do niej nie dzwonić, bo boi się odbierać telefon i mówić po ukraińsku w miejscach publicznych. Kilka razy już w takich sytuacjach została zbluzgana.
Szef MSWiA Marcin Kierwiński chwali na X służby za wyłapywanie sprawców przemocy. Tylko że to nie jest nawet niezbędne minimum. Co państwo zrobiło, by powstrzymać antyukraińską falę? Poszło na konfrontację na Braunami, Mentzenami, Czarnkami i innymi, dla których „Ukry” to banda banderowców wielbiących UPA? Czy my w ogóle wiemy, jaki jest oficjalny stosunek polskiego rządu do 1,5 mln przybyszów i przybyszek z Ukrainy? Chcemy ich zachęcać do pozostania? Mamy w stosunku do nich jakąś politykę?
Brutalność i agresja nagle nie znikną
Skoro odwoływanie się do człowieczeństwa (Ukraińcy są u nas, bo jest wojna) się nie sprawdziło, może polski rząd powinien zorganizować kampanię społeczną, pokazującą, ile nasi goście wnoszą do budżetu, jak są ważni dla polskiej gospodarki i milionów polskich gospodarstw domowych, jakie problemy rozwiązują. Mógłby też pomóc w rozbijaniu tych wszystkich kłamstw (Ukraińcy rozbijający się Lexusami i inne takie) kolportowanych także przez boty działające według algorytmów pisanych cyrylicą.
To naprawdę nie jest trudne, bo Ukraińcy są dla Polski skarbem. Nie można sobie wyobrazić lepszej imigracji, tak bliskiej kulturowo i tak szybko się asymilującej. Nasz wzrost gospodarczy opiera się na przybyszach i przybyszkach z Ukrainy. Gdyby nagle ich zabrakło, mielibyśmy olbrzymie kłopoty. Tylko w 2024 r. wypracowali 2,7 proc. polskiego PKB. Wpłacili do budżetu ponad 15 mld zł w podatkach i składkach — dużo więcej, niż z tego budżetu dostali.
Rząd prędzej czy później będzie musiał zareagować. Brutalność i agresja nagle nie znikną. Ci, którym opłaca się podgrzewanie antyukraińskiej histerii, się nie zatrzymają. Republika puściła niedawno „Balladę o Ukraińcu”, w której przybysze ze wschodu zostali porównani do pasożytów, Jacek Prusinowski w Kanale Zero, jeszcze przed napaścią „Cyca”, bagatelizował skalę ataków.
Tymczasem polskie władze zachowują się jak dłużnik, który nie spłaca rat, ale jednocześnie nie robi nic, by zaradzić sytuacji. Udaje, że problem nie istnieje. A dług wciąż rośnie.

