W PiS wściekają się, że prezydent po cichu pomógł rozłamowcom Morawieckiego. Ale Kaczyński wie, że los prawicy jest w rękach Karola Nawrockiego. I chce, żeby prezydent stworzył wspólną listę prawicy do Sejmu.

Niemożliwe? Nie takie rzeczy robił Kaczyński — mówi współpracownik prezesa PiS. Jedna lista prawicy, której miałby patronować Nawrocki, to plan maksimum Kaczyńskiego.

Dziś jest do tego daleko, bo prezydent boi się wziąć za to odpowiedzialność. A na Nowogrodzkiej rośnie rachunek krzywd, które za cenę jednej listy prezes w sekundę puściłby jednak w niepamięć.

— W pałacu prezydenckim rozplenił się prawicowy symetryzm — mówi polityk PiS bliski Kaczyńskiemu. Ma coraz więcej pretensji do Karola Nawrockiego. Takich jak on jest coraz więcej. Wściekają się, że prezydent i jego współpracownicy trzymają równy dystans do PiS i do rozłamowców ze stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Że Nawrocki mógł stłamsić grupę rozłamowców, ale faktycznie podał im pomocną dłoń.

Do grupy krytyków należą: Przemysław Czarnek, Jacek Sasin, Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki i ich sprzymierzeńcy. Ludzie Morawieckiego ochrzcili ich „maślarzami”, teraz coraz częściej nazywani są lojalistami Kaczyńskiego.

Lista pretensji do prezydenta się wydłuża: jest zbyt miękki, nie zaangażował się w obronę Zbigniewa Ziobry, a nawet w niego uderzył; wskazał Zbigniewa Kapińskiego (który w 2000 r. oczyścił Lecha Wałęsę z zarzutów o bycie TW „Bolkiem”) na prezesa Sądu Najwyższego, w SN do kierowania najważniejszą izbą wskazał byłego polityka SLD, przy sprzeciwie Nowogrodzkiej odebrał ślubowanie od prof. Sławomira Patyry na sędziego TK.

A teraz: autoryzował Rozwój Plus Morawieckiego jako najprawdziwszą prawicę. — Tak „maślarze” szczują w partii na Nawrockiego — słyszymy od jednego z rozmówców z frakcji Morawieckiego.

Pałac zmiękł w czasie rozłamu w PiS — o to są największe pretensje w twardszym skrzydle partii. Można usłyszeć, że zawiedli politycy PiS, którzy otaczają prezydenta.

Morawiecki jeszcze przed rozłamem w partii kontaktował się z pałacem, chcąc mieć w Nawrockim cichego sojusznika — to zresztą nie jest trudne, bo telefon do prezydenta ma wiele osób na prawicy.

Człowiek z otoczenia Kaczyńskiego: — Morawiecki chce stwarzać wrażenie, że Nawrocki trzyma jego stronę. To budzi irytację na Nowogrodzkiej.

Inny dodaje: — Nawrocki wie, że nie może poprzeć Morawieckiego. Nie stanie po jego stronie, ale jest życzliwy wobec Rozwoju Plus.

Mówi człowiek z PiS: — Karol ma mentalność kibola, podwórkowego ultrasa. Tak jest uformowany: jak ktoś za nim stał, to trzeba go bronić, a przynajmniej nie atakować. Nawrocki broni Morawieckiego, bo ten wspierał go w czasie kampanii prezydenckiej.

I dodaje: — Nawrocki myśli, że Morawiecki twardo stał za nim w kampanii prezydenckiej. Ale nie wie, że Mateusz go popierał, bo liczył, że Nawrocki przegra i wtedy Mateusz przejmie partię po Kaczyńskim.

W pałacu życzliwi Morawieckiemu są Marcin Przydacz (szef biura polityki międzynarodowej — zaprzyjaźniony z ludźmi Morawieckiego), Zbigniew Bogucki (szef Kancelarii Prezydenta — liczy na poparcie Morawieckiego w walce o tekę premiera), Paweł Szefernaker (szef gabinetu — ma dobre kontakty z otoczeniem Morawieckiego), Adam Andruszkiewicz (wiceszef kancelarii — latami współpracowali). W powołanej przez prezydenta Radzie Parlamentarzystów są z kolei członkowie Rozwoju Plus: Marcin Horała i Szymon Szynkowski vel Sęk.

Na Nowogrodzką dotarły relacje, że Morawiecki przekazał swoim ludziom informację, iż rozmawiał z Nawrockim w okolicach rozłamu w PiS. W pałacu nabierają wody w usta. Na Nowogrodzkiej nie mają pewności, czy Morawiecki nie oszukał członków swojego stowarzyszenia.

Jednak widać było, że prezydent i jego PiS-owscy ministrowie nie przyłączyli się do oskarżania Morawieckiego o zdradę. A wręcz przeciwnie. Gdy dokonywał się rozłam, pałac wycofywał swoich przedstawicieli z wywiadów w mediach, by nie musieli komentować wojny wewnątrz PiS. Dopiero po paru dniach przemówił rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz — jeden z najbardziej zaufanych ludzi Nawrockiego — oświadczając w Wirtualnej Polsce: — I PiS, i Rozwój Plus mogą liczyć na to, że pan prezydent będzie się z nimi spotykał, traktując nowe środowisko polityczne w Sejmie jako naturalnego partnera do rozmów.

Człowiek z pałacu: — Leśkiewicz nie jest z PiS, nie jest politykiem. On mówi dokładnie to, co chce Nawrocki.

Tak pałac autoryzował Rozwój Plus. A z czasem rzecznik poszedł dalej. — Podobnie jak pan prezydent spotykał się z panem prezesem Kaczyńskim, tak samo, jeżeli będzie miał potrzebę Mateusz Morawiecki, to do takiego spotkania dojdzie — mówił w Zerze.

— Potraktowaliśmy to jako błąd — tak człowiek z Nowogrodzkiej komentuje ciepłe wypowiedzi ministrów prezydenta o Rozwoju Plus.

Współpracownik Kaczyńskiego: — Zachowanie Szefernakera i Boguckiego jest niezrozumiałe. Dopadła ich choroba stowarzyszeniowa. Oni starają się zachować równy dystans do PiS i Rozwoju Plus. Przecież to jest przyzwolenie na dalsze rozłamy, na rozbijanie PiS. Jak będą kolejne rozłamy, to Nawrocki będzie się spotykał i cieszył?

Człowiek z otoczenia prezesa PiS: — Forowanie Rozwoju Plus i Morawieckiego to przecież zrównywanie tego, co szkodzi prawicy, z tym, co jest prawicą. To szkodzi potencjalnemu zwycięstwu PiS.

Człowiek z kręgu pałacu odpiera zarzut: — Nawrocki nie popiera żadnych rozłamowców jest jednak życzliwy wobec Morawieckiego.

Kaczyński najchętniej chciałby zadusić Rozwój Plus albo tak osłabić tę grupę, aby ją potem wchłonąć minimalnym kosztem. Kolejne sondaże pokazują jednak, że będzie o to bardzo trudno. Partia Morawieckiego jeszcze formalnie nie powstała, a notuje od 2,3 do prawie 8 proc., PiS zaś nurkuje o kilka punktów procentowych.

Działacz PiS: — Po rozpadzie PiS ma już tylko 20-25 proc. Z tym się nie da przejąć władzy.

Dlatego i wśród rozłamowców, i wśród tych, którzy zostają, są osoby marzące o ponownym zejściu się PiS i Morawieckiego przed przyszłorocznymi wyborami.

Przewidują jednak, że nim ta kwestia w ogóle stanie, nastąpi zaognienie konfliktów. — Będą bardzo ostra konkurencja o wyborców i duże emocje. Nie da się tego uniknąć — mówi kibic ponownego zejścia się ugrupowań.

Człowiek z kręgu Kaczyńskiego: — Prezes na X próbuje przekonać, że wspólny start z Morawieckim jest już wykluczony. Prawda jest jednak taka, że dziś Kaczyński niczego nie wyklucza.

Prezes opublikował na X wpis z takim fragmentem: „Co jakiś czas słyszę, że członkowie rozłamowego stowarzyszenia byli zapewniani przez Mateusza Morawieckiego, że i tak lista będzie wspólna… Po takich wypowiedziach ich szefa uwierzyć w to jest niezmiernie trudno”.

Takich, czyli brzmiących jak otwarta groźba. Chodzi o wypowiedzi byłego premiera, że Kaczyński chciał w pandemii COVID-19 przymusowych szczepień i zdecydował o tym, by Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok niemal zakazujący aborcji. — Ja mam świadków i dowody i zacznę też mówić, w których decyzjach kto uczestniczył — zagroził Morawiecki w wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego. Prezes PiS dostał na biurko fragmenty rozmowy. — Słowa Morawieckiego bardzo ubodły prezesa. Mateusz nie ułatwia — słyszymy od krytyka Morawieckiego z otoczenia prezesa.

Zaogniający się konflikt wcale jednak nie oznacza, że przed wyborami nie może powstać wspólna lista prawicy. Ba, zaufani ludzie prezesa PiS i prezydenccy ministrowie przekonują Nawrockiego, by wziął na siebie ten projekt.

Chodzi nie tylko o pakt senacki prawicy, ale i o jedną listę prawicy w wyborach do Sejmu. Nawrocki na pakt do Senatu się już zgodził i będzie go firmował. Dla prezydenta Senat w rękach prawicy jest o tyle istotny, że Nawrocki mógłby rozpisywać referenda — zgody na referendum udziela bowiem sam Senat.

Jarosław Kaczyński tak naprawdę już się pogodził z myślą, że samodzielne rządy PiS są niemożliwe. Chciałby więc szerokiej listy prawicy pod szyldem innym niż PiS z prezydentem jako patronem. Faworytem do teki premiera jest w tym scenariuszu Zbigniew Bogucki, dziś szef Kancelarii Prezydenta.

— Kaczyński jest naprawdę zafiksowany na jedną prawicową listę do Sejmu. Miałby to być bardzo szeroki prawicowy blok — taka nowa AWS. Prezes będzie do tego dążył. Czy mu się uda? Będzie ciężko — mówi zaufany człowiek prezesa PiS i dodaje, że nie jest to niemożliwe.

Taki blok miałyby tworzyć: PiS, Rozwój Plus Morawieckiego, narodowe skrzydło Konfederacji, a może też zwolennicy Sławomira Mentzena, ludzie wyrwani Grzegorzowi Braunowi, ale bez niego i jemu podobnych skrajnych radykałów czy antysemitów.

Karol Nawrocki po roku urzędowania jest na prawicy jak Cezar. Od jego oceny zależy los formacji prawicowych.

— To Nawrocki wskaże przyszłego premiera, jeśli prawica przejmie władzę — nie ma wątpliwości polityk z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. To wciąż dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale prawica ma jednak szanse na wygraną. Wyborców o prawicowych poglądach jest w Polsce wciąż minimalnie więcej.

Zwolennik listy prezydenckiej, ważny polityk PiS: — Trzeba oddać przywództwo Nawrockiemu.

Tylko że Nawrocki się boi i na razie tego przywództwa w walce o Sejm, a więc i rząd, nie przyjmuje. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął. — Prezydent uczestniczy w dyskusji o potencjalnej liście do Sejmie firmowanej przez niego. To jest jednak dopiero gra wstępna z Nawrockim — mówi zwolennik listy prezydenckiej.

Człowiek bliski Nowogrodzkiej: — Tak, dla Nawrockiego wejście do gry o Sejm to ogromne ryzyko.

To byłoby też wejście na nieznany dla niego grunt. Nawrocki nie bardzo się interesuje polityką partyjną, a zwłaszcza frakcyjną. I zwyczajnie się na tym nie zna.

— Jednak nie sam Nawrocki by się tym zajmował. Musiałby się oprzeć na zaufanych ludziach z PiS — słyszymy od zwolennika listy prezydenckiej do Sejmu.

Operacyjne tworzenie jednej listy to horrendalnie trudny projekt — porozumienie liderów, tysiące miejsc na listach do obsadzenia, walki o każde z wyższych miejsc, finansowanie kampanii z kasy różnych partii, limity wydatków.

Chęć budowania szerokiej listy wybrzmiewa w niektórych wypowiedziach prezesa Kaczyńskiego. Publicznie sugerował, że mógłby wystartować razem ze skrzydłem narodowym Konfederacji, czyli zwolennikami Krzysztofa Bosaka. Wejście na listę PiS narodowcy wyśmiewają. — Tylko Nawrocki może przyciągnąć Konfederację na wspólną listę z PiS — mają świadomość politycy partii Kaczyńskiego.

Jak próbują przekonać prezydenta? — Ryzyko dla Nawrockiego jest ogromne, ale cena bierności będzie jeszcze większa — mówi osoba z PiS. Argumentacja PiS jest taka, że Nawrocki jest jedynym człowiekiem, który może zebrać prawicę pod jednym szyldem i odsunąć Tuska od władzy. — A jeśli Tusk władzę utrzyma, bo prawica będzie rozdrobniona, to zrobi potem absolutnie wszystko, aby uniemożliwić Nawrockiemu reelekcję w 2030 r. — opisuje jeden z naszych rozmówców z PiS.

Do funkcji przyszłego premiera sposobi się już Zbigniew Bogucki. Kryje się z tą ambicją, ale ona jest widoczna. Tuż przed upływem ultimatum Kaczyńskiego (kto pozostanie w Rozwoju Plus, zostanie wyrzucony z PiS) Bogucki się rozpływał nad Morawieckim, nazywając go „wybitnym premierem”. Spory w PiS nazwał „wtórnymi”. Uczestniczył w sympatycznej rozmowie z Krzysztofem Bosakiem w studiu niszowego Radia Wnet. Usiłuje zbudować dobre relacje z Konfederacją i z Rozwojem Plus. A uznanie Kaczyńskiego już ma, bo był jego pierwszym wyborem ponad pół roku temu, ale wówczas na oddanie swojego ministra nie zgodził się Nawrocki.

Człowiek z Nowogrodzkiej: — Dziś to Bogucki jest faworytem wyścigu o tekę premiera, a nie Czarnek.

Kolejny rozmówca z PiS: — Bogucki podpadł kilkoma rzeczami [głównie promowaniem Kapińskiego na prezesa SN — red.], ale prezes mu wybaczył.

A Przemysław Czarnek ma za zadanie scementować partię i pozyskać jak najwięcej wyborców z prawej flanki. To — w scenariuszu z listą prezydencką — dałoby PiS silną pozycję negocjacyjną przy jej układaniu.

Nawrocki wie, że jeśli koalicja 15 października wygra kolejną kadencję, on będzie mógł wciąż głównie wetować. — Żeby mieć władzę — jak tłumaczył prezes Nawrockiemu tuż po wyborach prezydenckich — musisz mieć jeszcze swój rząd.

Nawrocki stanął przed najbardziej ryzykowną decyzją w czasie swojej prezydentury.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version