Pozytywnego efektu obcowania ze sztuką doświadczamy, nawet jeśli dzieło wcale nam się nie podoba. O tym, co piękno robi z naszymi mózgami i ciałami i dlaczego w estetycznym otoczeniu fizycznie czujemy się lepiej, będziemy mogli dowiedzieć się podczas zbliżającego się Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind we Wrocławiu.

Wchodzimy do muzeum z przekonaniem, że odbieranie sztuki wymaga kompetencji. Erudycji, znajomości kontekstu, swobody w poruszaniu się między nurtami i nazwiskami i całej wiedzy, jaka bierze się z wieloletniego obcowania z tą materią. I pewnie częściej niż rzadziej świadomość niedostatków w tych obszarach skutecznie zniechęca nas do artystycznych eksploracji. A szkoda, okazuje się bowiem, że sztuka działa na nas, czy tego chcemy, czy nie. Dodajmy — działa pozytywnie. Dzieje się to niezależnie od tego, czy w ogóle uruchomimy świadomy proces interpretacji dzieła. Co więcej, pozytywnego efektu obcowania ze sztuką możemy doświadczyć nawet wtedy, kiedy patrzymy na dzieło, które na pierwszy rzut oka wcale nam się nie podoba. Gust czy też jego brak — jak zwykło oceniać się tę cechę osoby artystycznie niewyrobionej — nie ma tu wielkiego znaczenia.

— To, jak wpływa na nas kontakt z szeroko pojętym pięknem, badają naukowcy zajmujący się neuroestetyką. I okazuje się, że tego rodzaju bodźce odbieramy na wiele sposobów, wpływają także na nasze emocje i fizjologię. Ten związek jest realny, udowodniony, choć odbywa się poza naszą świadomością. Nawet jeśli na poziomie deklaracji odbieramy sztukę negatywnie, mózg pod jej wpływem wycisza się i regeneruje. Albo wręcz przeciwnie — staje się pobudzony i dzięki temu jesteśmy w stanie zatrzymać się na chwilę, porzucić automatyzm i rutynę, uruchomić głębsze warstwy psychiki, po prostu zajrzeć w siebie. To też niezwykle cenne doświadczenie — mówi Ewa Bryl, projektantka wnętrz, edukatorka specjalizująca się w projektowaniu przestrzeni wspierających regulację układu nerwowego i dobrostan psychiczny.

Patrząc na obraz lub instalację, zamiast usilnie starać się zrozumieć, co artysta miał na myśli, powinniśmy raczej przekierować nasze myślenie na to, jak się w obecności tego dzieła czujemy.

— W świetle neuroestetyki sztukę odbieramy na trzech poziomach: percepcyjnym, emocjonalnym i dopiero na trzecim miejscu jest odbiór znaczeniowy. Tylko ten ostatni jest zakorzeniony w naszej świadomości. Zanim jednak do tego dojdzie, bodźce estetyczne wywołują odczucia w naszym ciele, w mózgu, zmieniają biochemię organizmu — opowiada Ewa Bryl, która zagadnienia dotyczące neuroestetyki będzie przybliżać publiczności podczas zbliżającego się Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind we Wrocławiu. Wygłosi wykład „Estetyka dla dobrostanu” w ramach ścieżki tematycznej „Psychologia sztuki”, a także przeprowadzi rozmowę z Oshianem Vartaninanem, doktorem uniwersytetu w Maine, należącym do grona czołowych akademików świata specjalizujących się w tej stosunkowo nowej, interdyscyplinarnej dziedzinie, jaką jest neuroestetyka.

Wśród kluczowych zagadnień, które zgłębia dr Vartanian, znajdują się psychologiczne i neurologiczne podstawy estetyki i kreatywności, oraz sposoby, w jakie mózg wspiera tworzenie i doświadczanie sztuki. W swoich badaniach analizował na przykład wyniki rezonansu magnetycznego mózgu osób, którym polecono oglądanie dzieł sztuki. Odkrył, że poza aktywacją części mózgu odpowiedzialnych za percepcję wzrokową i rozpoznawanie obiektów, w trakcie tej czynności aktywują się także obszary mózgu związane z przetwarzaniem emocji oraz te, które uruchamiają system przyjemności i nagrody. Jeszcze ciekawsza okazała się aktywacja tzw. sieci domyślnej mózgu (DMN) — obszaru związanego z myśleniem refleksyjnym, takim jak marzenia na jawie, planowanie przyszłości czy przywoływanie wspomnień. Pierwsze reakcje były automatyczne, niezwiązane z oceną ani analizą krytyczną oglądanej sztuki.

Jednym z kluczowych ustaleń naukowców z kręgu neuroestetyki jest fakt, że człowiek znacznie lepiej reaguje na kształty łagodne i zaokrąglone niż na linie proste i ostre kąty. Tu wyniki na ogół wypadały podobnie, zarówno na poziomie deklaratywnym, jak i podczas badań mózgu z użyciem specjalistycznego sprzętu. Po prostu lepiej czujemy się, mając w otoczeniu łagodne krzywizny lub obłości, i instynktownie je wybieramy. To efekt potwierdzony nie tylko przez odbiór dzieł sztuki, ale też przebywanie we wnętrzach, od samochodów aż po lotniska. Naukowcy podejrzewają, że ta nasza preferencja ma podłoże ewolucyjne. Istnieją badania pokazujące, że oglądanie ostrych, kanciastych form może aktywować w mózgu ciało migdałowate, a to główny ośrodek związany z odczuwaniem zagrożenia. Widok ostrych kątów i krawędzi jest więc dla nas niepokojący na poziomie fizjologicznym.

— Czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy częścią natury. A w naturze spotyka się właśnie takie łagodne, obłe, nieperfekcyjne formy. To ich odbiciem są zaokrąglone, morficzne kształty, dekoracyjne fraktale, które tak bardzo lubimy. Formy rodem z przyrodniczego uniwersum dają nam poczucie bezpieczeństwa. Obniżają poziom stresu, wspierają regulację emocjonalną, po prostu poprawiają nam samopoczucie. Zauważyłam, że projektując w duchu dobrostanu, często odwołuję się do piramidy potrzeb Maslowa, w której poczucie bezpieczeństwa jest tuż za najbardziej podstawowymi potrzebami człowieka, jak woda, jedzenie czy sen — opowiada Ewa Bryl. Jako szczególny przykład kojącego wpływu otoczenia projektantka wskazuje na proporcje stosowane w klasycznej architekturze, a zwłaszcza tej ze szczególnie przez nią lubianej ery wiktoriańskiej. — Fasady budynków są narysowane łagodną linią, cechują je bogactwo detalu, pewien rytm i symetria. Otwory odcinają się od jasnej powierzchni, układając się w antropomorficzne kształty. Przez naszą podświadomość mogą być kojarzone z najwcześniejszymi doświadczeniami, kiedy jako noworodki widzieliśmy tylko nieostry obraz w czerni i bieli. Taka architektura może więc kojarzyć się z widokiem twarzy matki i jej uspokajającą obecnością.

Sztuka jest wdzięcznym obiektem badań, jednak oddziaływanie bodźców estetycznych na nasze samopoczucie dotyczy — jak widać — całego otoczenia. I tu neuroestetyka znajduje praktyczne zastosowanie, ewoluując w neurodesign i neuroarchitekturę, czyli zyskujące na popularności style projektowania, które w centrum stawiają dobrostan człowieka.

— Muszę przyznać, że niesamowicie mnie to cieszy. Bo w dzisiejszym świecie, w którym niemal każdy z nas mierzy się z przebodźcowaniem, praca nad regulacją emocji staje się koniecznością. I wielu z nas stosuje regularnie techniki oddechu, medytacji, odreagowuje, stosując aktywność fizyczną. Jednocześnie nie możemy ignorować przemożnego wpływu, jaki ma na nas bezpośrednie otoczenie. I są to bodźce powtarzalne, wpływające na nas niemal nieprzerwanie. Różne badania pokazują, że spędzamy we wnętrzach od 90 do 95 proc. czasu — zaznacza Ewa Bryl.

Nowe podejście do projektowania otoczenia człowieka to wciąż na tyle świeża dyscyplina, że nie dorobiła się jednej nazwy. Używane terminy precyzują kierunki, w których podąża uwaga projektantów. — Poza neuroestetyką i neuroarchitekturą czy projektowaniem biofilicznym w dyskusjach branżowych pojawia się określenie human center design, czyli projektowanie skupione na człowieku. Ja sama bardzo lubię nazywać to, co robimy, design for wellbeing, czyli projektowanie dla dobrostanu. Niektórzy projektanci idą jeszcze dalej i tworzą zasady projektowania dla więzi — design for connection, co ma wielki sens w dobie zagrożenia pandemią samotności rozpoznanej jako poważny problem przez Światową Organizację Zdrowia. A czasem do kształtowania dobrych nawyków wystarczą drobne zmiany, choćby to, jak ustawiamy fotele, krzesła i stoły w domach. Czy do rozmowy, czy jednak do telewizora — opowiada projektantka.

Doznania artystyczne są nieodłączną częścią ludzkiego doświadczenia, a współczesna psychologia coraz lepiej rozumie ich znaczenie dla funkcjonowania umysłu. Już między 22 a 24 czerwca podczas Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind w ramach ścieżki „Psychologia w sztuce” wybitni badacze i praktycy z Polski i zagranicy omówią, jak mózg reaguje na sztukę i estetykę codziennego otoczenia oraz w jaki sposób piękno wpływa na emocje, decyzje i samopoczucie. Eksperci wyjaśnią, dlaczego uczestnictwo w kulturze może sprzyjać lepszemu samopoczuciu psychicznemu, pomagać w redukcji stresu, wspierać regulację emocji oraz prowadzić do ogólnego dobrostanu.

Re_Mind stworzy przestrzeń do rozmowy o psychologicznych kosztach pracy twórczej — presji i niepewności zawodowej oraz sposobach na poszukiwanie weny i inspiracji w świecie pełnym bodźców.

W programie Re_Mind znajdują się także ścieżki tematyczne dotyczące m.in.: manipulacji i wpływu społecznego, psychologii w służbie planecie, rodziny i relacji romantycznych, dobrostanu w miejscu pracy, radykalizmów i wojen, człowieka w mieście, człowieka w szkole czy nowych wyzwań cywilizacyjnych.

Inicjatorem i organizatorem wydarzenia jest Uniwersytet SWPS, a współorganizatorami są Miasto Wrocław i Telewizja Polska

Więcej informacji na www.re-mind.pl

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version