Od siedmiu dekad opowiada widzom o przyrodzie, łącząc ekspercką wiedzę z dziecięcym zachwytem. Świat jest cudem — mówi — a teraz zróbcie coś, żeby ten cud ochronić. Sir David Attenborough kończy 100 lat.

Legenda. Ikona. Jeden z ostatnich autorytetów. Albo, po prostu, skarb narodowy. Człowiek, któremu udało się niemożliwe: trudno znaleźć jakąkolwiek krytyczną opinię na jego temat. Za to, nie tylko z okazji okrągłego jubileuszu, sypią się pochwały: zrewolucjonizował to, jak na ekranie pokazana jest przyroda, zainspirował trzy pokolenia, niezmordowanie walczy o zachowanie tego, co jeszcze zostało z bioróżnorodności.

Królowa przyznała mu szlachectwo dwa razy. Od jego nazwiska nazwano ponad 40 gatunków roślin i zwierząt, konstelację gwiazd i statek badawczy. Dla Brytyjczyków jest reliktem z tych samych czasów, co James Bond i Elżbieta II: zmierzchu imperium, złotego wieku BBC, cokolwiek wyobrażonej narodowej jedności. I od lat przoduje w rankingach zaufania.

No i ten głos. Niezależnie od tego, czy pokazuje ci geparda, płetwala błękitnego, rodzinę goryli czy zwykłą polną myszkę, zawsze tak samo podekscytowany. Dla Davida Attenborough świat pełen jest mniejszych i większych cudów, wystarczy rozejrzeć się dookoła — a ty chcesz wyruszyć razem z nim w tę podróż.

Sir David Attenborough urodził się 8 maja 1926 r. Jego matka była sufrażystką, ojciec akademikiem. Starszy brat, Richard, został reżyserem i aktorem, najbardziej znanym z roli właściciela Parku Jurajskiego z filmu Stevena Spielberga.

Davida od dziecka interesowała przyroda. Raz, podczas wycieczki rowerowej, zatrzymał się przy skalnej ścianie. Okolice Leicester są bogate w prehistoryczne pozostałości, a David kolekcjonował skamieliny. Podniósł więc kamień i rozłupał go młotkiem. W środku był amonit. „Muszla idealna w każdym detalu, lśniąca, jakby właśnie została wypolerowana… obiekt zapierający dech w piersiach. A moje oczy były pierwszymi, które ją ujrzały od czasu śmierci jej mieszkańca 200 mln lat temu” — będzie wspominał w 2009 roku. Ten dziecięcy zachwyt nad cudami natury, po które wystarczy się tylko schylić, nie opuści go do dziś.

„Był to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu”, powie BBC. „Powtarzał się wielokrotnie, ale to uczucie podekscytowania nigdy się nie nudzi”.

Attenborough studiował geologię i zoologię w Cambridge. Po dyplomie odrobił obowiązkową służbę wojskową w marynarce — liczył na to, że przy okazji zwiedzi świat, ale zobaczył głównie walijskie wybrzeże. Na początku lat 50. zaczepił się w branży wydawniczej, ale ewidentnie nie było to jego powołanie, więc kiedy zobaczył ogłoszenie, że zatrudniają w radiu, wysłał CV. Odpowiedział inny dział BBC, raczkująca wtedy telewizja. Zaproponowali Attenborough, że wyślą go na szkolenie, żadnych gwarancji zatrudnienia, ale zapłacą za nie więcej, niż zarabiał w wydawnictwie. Nie wahał się.

Pracy przed kamerą nie dostał — za duże zęby, usłyszał, jak na prezentera — ale, uznano, ma potencjał na producenta.

W latach 50. programy przyrodnicze w telewizji zazwyczaj sprowadzały się do zaproszenia opiekuna z zoo ze zwierzęciem. Przy pewnym szczęściu zwierzę współpracowało, tzn. nie spało i nie demolowało studia (program szedł na żywo). Attenborough, któremu fascynacja przyrodą bynajmniej nie przeszła, chciał robić coś innego.

W 1954 r. zaczepił się jako producent w programie Zoo Quest. Najpierw jako producent, ale gdy prezenter się rozchorował, zastąpił go. I znalazł swoje powołanie. Program, co sir David sam przyznaje, nie zestarzał się najlepiej: gromada białych Brytyjczyków w ubraniach khaki i korkowych hełmach szukała zwierząt do londyńskiego zoo, nie przejmując się specjalnie kolonialnym aspektem całej imprezy. Ale też pokazywał zwierzęta w ich naturalnym środowisku, z bliska, łącząc aspekt edukacyjny z rozrywkowym. Po raz pierwszy z własnej kanapy widz mógł zobaczyć dziką przyrodę, o której fascynująco opowiadał chudy, podekscytowany trzydziestolatek. Program był hitem.

Ale w kolejnej dekadzie Attenborough zamienił khaki na garnitury: w 1965 został szefem nowego kanału, BBC2. Dwójka miała być młodsza, miała łączyć misyjność z przystępnością — credo sir Davida — i w nowym wtedy kolorze. To jej szef miał przekonać Wimbledon, że piłki tenisowe powinny być żółte, inaczej znikną w transmisji. I klepnąć tak ikoniczne programy jak serial „Cywilizacja” czy „Latający cyrk Mony Pythona”.

Przed kamerę wrócił w 1979 r. Z projektem tak ambitnym, że trudno bardziej: chciał pokazać ewolucję życia od organizmów jednokomórkowych po ptaki i małpy człekokształtne. Ekipa BBC podróżowała z nim po całym świecie, czasem ryzykując życiem i zdrowiem. Ikoniczny dziś fragment, w którym Attenborough siedzi wśród goryli, a małe gorylątka zdejmują mu buty, omal nie zginął wraz z filmowcami, których pod drodze z rezerwatu zatrzymali partyzanci.

„Życie na ziemi” obejrzało pół miliarda ludzi na całym świecie. A David Attenborough został globalnym „panem od przyrody”.

Przez następne prawie pół wieku tego tytułu nie oddał. W latach 80. zrobił „Żyjącą planetę”, gdzie pokazał, jak zwierzęta adaptują się do zmian środowiska. W latach 90. i 2000 pokazał widzom „Życie pośród lodu”, „Prywatne życie roślin” oraz życie ptaków, ssaków, płazów i gadów, filmy przyrodnicze wykorzystujące relatywnie wtedy nowe techniki takie jak fotografia poklatkowa — widz mógł zobaczyć rozwijającą się orchideę czy ruch skrzydeł kolibra — podczerwień czy makrofotografia. Sir David pływał w klatce z rekinami, pokazywał świat oceanicznych głębin, uciekał przed cietrzewiem w rui, opowiadał o stanie nieważkości z pokładu eksperymentalnego samolotu NASA i w wieku 84 lat postawił stopę na biegunie północnym.

Przez większość swojej kariery Attenborough był jak BBC: bezstronny i apolityczny. Pokazywał dziką naturę jako przyrodnik i badacz, nie aktywista — unikał, za co krytykowali go ekolodzy, komentarzy na temat globalnego ocieplenia czy roli człowieka w niszczeniu środowiska. Po osiemdziesiątce zmienił front: w programach takich jak „Planeta ziemia II” czy „Błękitna planeta II” pokazał skalę zniszczeń i wezwał do ratowania tego, co jeszcze da się uratować. Mówił o odpowiedzialności, potrzebie podjęcia działania i moralnym obowiązku ochrony życia na Ziemi. Jego narracja była alarmistyczna, ale nie apokaliptyczna: kojący głos sir Davida przekonywał, że nie jesteśmy skazani na zagładę, o ile zaczniemy działać. I pokazywał, jak wiele jest jeszcze do stracenia.

Magazyn BBC Wildlife spytał niedawno Davida Attenborough, czego najbardziej by chciał z rzeczy, których nie posiada. — Chciałbym mieć jeże w ogrodzie. Jeże to urocze stworzenia.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version