-
Świadkowie pożaru w Crans-Montanie relacjonują dramatyczne sceny i trudną ewakuację z płonącego baru.
-
Przyczyną pożaru mogły być świeczki urodzinowe na butelkach szampana, uniesione zbyt blisko drewnianego sufitu.
-
W wyniku tragedii zginęło około 40 osób, a 115 zostało rannych, wiele ofiar nie udało się jeszcze odnaleźć.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Naoczni świadkowie tragicznego pożaru w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana, do którego doszło w noc sylwestrową, opowiedzieli mediom o dramatycznych scenach wewnątrz płonącego baru i o trudnościach z opuszczeniem budynku.
Jeden z nich powiedział BBC, że był w pobliżu baru La Constellation, gdy usłyszał głośną eksplozję, po której pojawiło się dużo dymu. Chociaż inni ludzie uciekali, on wszedł do środka, bo chciał znaleźć swojego brata.
– Zobaczyłem płonących ludzi. Palili się od stop do głów. Nie było już na nich ubrań. To było szokujące – relacjonował. Okazało się, że jego bratu nic się nie stało.
Świadek ten zaznaczył, że chodził do baru La Constellation codziennie przez cały tydzień, a pożar wybuchł akurat w dzień, gdy go tam nie było.
La Constellation to duży, dwupiętrowy bar z tarasem, który mógł pomieścić około 300 osób. Nie wiadomo jednak, ile osób się w nim znajdowało w momencie wybuchu pożaru.
Pożar baru La Constellation. Naoczni świadkowie wskazują na możliwą przyczynę
Dwie Francuzki powiedziały francuskiej telewizji BFMTV, że znajdowały się wewnątrz baru, gdy pojawiły się płomienie. Według nich pożar spowodowały „świeczki urodzinowe”, które jedna z kelnerek postawiła na butelkach szampana.
– W ciągu kilku sekund cały sufit był w ogniu. Wszystko było zrobione z drewna – powiedziała jedna z kobiet.
Według obu Francuzek bardzo trudno było wydostać się ze środka, bo wyjście z pomieszczenia, gdzie się znajdowały, było „wąskie”, a schody prowadzące na zewnątrz „jeszcze węższe”.
Nastolatek, który przebywał wewnątrz baru, powiedział BBC, że usiłował schować się przed „ścianą gorąca”, po czym udało mu się znaleźć schody na zewnątrz.
Nie był jednak w stanie wyjść z powodu tłoku, spróbował więc zbić przy pomocy stołu szybę w oknie. Gdy to się nie udało, kopnął w nie mocno i dopiero wtedy udało mu się wydostać.
Nie widział on momentu wybuchu pożaru, ale zapamiętał kelnerki przynoszące butelki szampana z płonącymi zimnymi ogniami.
Tragedia w Szwajcarii. Świadek pożaru: Sam krzyk. Nic więcej
Tragedię widziała też Daniella z Mediolanu, która ma dom na ulicy równoległej do baru. Gdy wracała z mężem z kolacji, poczuli dym i zobaczyli na ziemi zupełnie spaloną kurtkę.
– Ludzie biegli we wszystkich kierunkach, wrzeszczeli i płakali. Widziałam, jak kilka osób niesiono na noszach – powiedziała BBC. Dodała, że po powrocie do mieszkania „przez całą noc słyszała krzyki”.
Student, który poszedł do baru z przyjaciółką, w momencie dotarcia na miejsce zobaczył, że „ze środka zaczynają wybiegać płonący ludzie”. Jedna z ofiar powiedziała mu, że wszystko ją boli. – Niektórzy tylko krzyczeli. Sam krzyk. Nic więcej. Inni nic nie mówili, tylko leżeli na ziemi – powiedział.
Pewien Włoch powiedział, że jego znajomy, który był w barze „cały się spalił”, a inny został zabrany do Zurychu śmigłowcem. – Jeszcze jeden nasz znajomy… nie wiemy, co się z nim stało, nie znaleźli go – powiedział mężczyzna stacji RAI News.
Tragedia w Szwajcarii. Podano tożsamość jednej z ofiar
Podczas sylwestrowej nocy zginął 17-letni włoski golfista Emanuele Galeppini, o czym poinformowała włoska Federacja Golfa w oficjalnym oświadczeniu.
„W tej chwili wielkiego bólu nasze myśli są z jego rodziną oraz wszystkimi, którzy go kochali. Emanuele, pozostaniesz w naszej pamięci na zawsze” – napisali.
To pierwsza zidentyfikowana ofiara pożaru w Crans-Montana.
Emanuele Galeppini był młodym, utalentowanym włoskim golfistą. Pochodził z Genui, ale na co dzień mieszkał w Dubaju. Jak podają media, chwilę przed tragedią nastolatek rozmawiał telefonicznie z rodzicami.
Szwajcaria. Tragedia w barze Le Constellation. Dziesiątki ofiar, ponad 100 rannych
W wyniku nagłego pożaru w kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii, do którego doszło w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia zginęło około 40 osób. Kolejne 115 zostało rannych, w wielu przypadkach bardzo poważnie. Części ofiar wciąż nie udało się wydostać z ruin baru.
Najnowsze doniesienia medialne również mówią, że do zaprószenia ognia przyczyniła się obsługa kelnerska. Pracownicy nieśli butelki szampana z zimnymi ogniami, trzymając je zaledwie kilka centymetrów od sufitu, który stanął w płomieniach.
Szwajcarskie służby wykluczyły scenariusz, w ramach którego do pożaru miałoby dojść na skutek ataku terrorystycznego.
W pobliżu baru zorganizowano miejsce pamięci ofiar, zostawiane tam są świece i kwiaty. Kilkaset osób modli się pobliskim kościele.
-
Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Przewodnicząca KE reaguje
-
Eksplozja w Szwajcarii. Komunikat rzecznika polskiego MSZ














