Jeśli Jacek Sasin omotał Jarosława Kaczyńskiego, to jest to największy sukces polityczny jego życia.

Rozwojowcy spod znaku Mateusza Morawieckiego nie mają wątpliwości: dziś najważniejszym człowiekiem w PiS jest Jacek Sasin. Wedle nich to także największy intrygant, który parł do wyrzucenia ich z partii.

Za tą opowieścią — wedle której dobry car jest otoczony przez złych bojarów — kryje się sugestia, że Kaczyński jest już niezborny i ubezwłasnowolniony, a partią rządzą ci, którzy skuteczniej potrafią go omotać. Czyli Sasin, najpodlejszy z nich.

Faktem jest, że w radykalnej frakcji „maślarzy” Sasin jest elementem niedocenianym. Są tam trybun ludowy Czarnek, uniwersytecki konserwatysta Bocheński i antyunijny blokers Jaki. Ale to Sasin jest spoiwem tego taktycznego sojuszu, który powstał głównie po to, aby rękami Kaczyńskiego wyrzucić Morawieckiego z partii. Sasin jest w tym kwartecie elementem najważniejszym, bo ma ze wszystkich „maślarzy” najdłuższy staż w PiS i największy wpływ na prezesa.

W walce z Morawieckim nie chodzi o władzę, paliwo w polityce najefektywniejsze. Nie chodzi też o poglądy — Sasin, podobnie jak Morawiecki, latami uchodził za jedną z bardziej umiarkowanych twarzy PiS. Chodzi o zemstę, krystalicznie czystą zemstę na dawnym patronie.

Kaczyński długo nie trawił Sasina, tak jak większości dawnych ministrów w kancelarii swego brata prezydenta — z Andrzejem Dudą na czele. Prawdziwym autorem kariery Sasina jest Morawiecki. To on po dołączeniu do PiS, gdy partia wygrała wybory w 2015 r., rozglądał się za politykami z dalszych szeregów, których mógłby wciągnąć w swą orbitę. Sasin był wówczas w PiS zupełnie nieważny, poza wszelkimi koteriami władzy. Nie przypadkiem za rządów Beaty Szydło nie znalazł się w rządzie, bo niby kto miałby go tam wciągnąć?

To Morawiecki tuż po premierowskiej nominacji na początku 2018 r. dał mu posadę wiceministra w kancelarii premiera, a potem — uwaga — od razu stołek wicepremiera. Awansu o dwa szczeble nigdy wcześniej w polskiej polityce nie było. A po wygranej PiS w 2019 r. dostał jeszcze lepszą fuchę — wicepremiera od spółek skarbu państwa. Dopiero wówczas tak naprawdę docenił go Kaczyński.

Sasin zapewne do dziś byłby „harcerzem” Morawieckiego, gdyby nie chińska zaraza. Pod naciskiem Kaczyńskiego premier próbował w pandemii zorganizować wybory prezydenckie poprzez głosowanie listowne. Prezes PiS obawiał się, że niepopularne decyzje pandemiczne obniżą poparcie dla starającego się o reelekcję Andrzeja Dudy — stąd parcie do jak najszybszego głosowania.

Wybory kopertowe się nie udały, bo nie zgodził się na nie ówczesny koalicjant PiS Jarosław Gowin. Tyle że Morawiecki zdążył wydać dyspozycje w tej sprawie — bez żadnej podstawy prawnej. Gdy zrozumiał, że znalazł się z ręką w nocniku, próbował zwalić winę na Sasina — stąd wymierzona w niego seria przecieków do mediów. Tak naprawdę jednak odpowiedzialność ponosi premier i to on dostał po zmianie władzy zarzuty w tej sprawie.

Wybory kopertowe rozpoczęły tę najbrutalniejszą wojnę wewnątrz PiS. W ministerstwie Sasina politycy PiS niechętni premierowi spiskowali — przy pełnej świadomości Kaczyńskiego — jak się pozbyć Morawieckiego. Mieli już kandydatkę na premiera — była nią marszałek Sejmu Elżbieta Witek, ale Kaczyński wstrzymał tę podmiankę na ostatniej prostej, obawiając się podziału w partii. Usłużny Jacek Kurski jako szef TVP zdążył jednak nagrać orędzie do narodu nowej premierki.

Po oddaniu władzy przez PiS w 2023 r. Sasin postawił sobie za cel wypchnięcie Morawieckiego z partii. Wykorzystał do tego wszystkich, którzy pałali do niego nienawiścią. To ta ekipa zablokowała Morawieckiemu start w wyborach prezydenckich z ramienia PiS i doprowadziła do pozbawienia go premierowskich nadziei — lansując na premiera swego człowieka Czarnka. To także Sasinowa, maślana trupa przekonała Kaczyńskiego, że skoro PiS traci poparcie na rzecz Brauna i Konfederacji, to trzeba postawić na radykalizm i odciąć się od rządów Morawieckiego — jego decyzji pandemicznych, od wojskowej pomocy dla Ukrainy i kompromisów w relacjach z UE. Dla jasności: Kaczyński, Sasin, Czarnek, Jaki, a nawet Bocheński — wszyscy w tym brali udział jako ministrowie i wojewodowie.

Sasin zna Morawieckiego dobrze. Wiedział, że pozbawiony perspektyw władzy, regularnie besztany za swe rządy, prędzej czy później odejdzie z PiS.

Dotąd Sasin był w PiS przedmiotem żartów jako polityczny impotent. Tym bardziej należy ocenić, że na naszych oczach przeprowadza operację życia — wymyślił taką lojalkę dla Morawieckiego, której Morawiecki nie był w stanie podpisać.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version