Jarosław Kaczyński narzekał, że gdyby prawica była zjednoczona, to zwycięstwo i powrót PiS do władzy byłyby niemal pewne. Opisujemy kulisy zamkniętego spotkania klubu PiS na Nowogrodzkiej. Pierwszego po rozpadzie partii.

Prawdziwe powody rozłamu w PiS. Wyjaśniamy wszystko, co musisz wiedzieć

Jarosław Kaczyński zwołał wszystkich swoich parlamentarzystów do centrali partii, by ich „cementować” i dodać im wiary w PiS.

— Głowa do góry. Uszy do góry, bo też jest takie powiedzenie, choć nie wszyscy je znają — mówił Kaczyński.

Posłowie nie tryskali entuzjazmem, a na pewno nie wszyscy. — Nuda była. Prezes mówił, że jak będziemy pracować, to wygramy — mówi jeden z uczestników posiedzenia klubu Prawa i Sprawiedliwości.

A moment jest historyczny i krytyczny zarazem: dokonał się bowiem największy w 25-letniej historii PiS rozłam. Zostało wyrzuconych bądź odeszło, to zależy od punktu widzenia, ponad 40 parlamentarzystów — krajowych i tych w Parlamencie Europejskim, z byłym premierem Mateuszem Morawieckim na czele.

Tymczasem Nowogrodzka chce złamać jeszcze kilka osób i namówić ich na powrót do PiS. Póki co Kaczyńskiemu udało się odzyskać Daniela Obajtka i Grzegorza Lorka.

Z kolei ludzie byłego premiera przekonują, że będą kolejne transfery, ale z PiS do Rozwoju Plus — barwy zmienił już Piotr Uściński. Możliwe jest też odejście z PiS posła Szymona Giżyńskiego.

Wróćmy jednak do przebiegu spotkania na Nowogrodzkiej. Od lat nie było tak małego klubu PiS — samych posłów jest zaledwie 147.

Jarosław Kaczyński mówił o rozstaniu z frakcją Morawieckiego. — Dobrze, że teraz, a nie w przyszłym roku — stwierdził. Jak dodawał, od miesięcy były kolejne sygnały, że Morawiecki sposobi się do rozbicia partii, ale były to sygnały zbyt słabe, aby wcześniej stawiać mu ultimatum. Kaczyński opisywał, że rozmowy z Morawieckim trwały bardzo długo i że do końca chciał utrzymać jedność. Przypominał, co publicznie często powtarza, że to były premier miał proponować podział partii. — Teraz udają, że zostali wypchnięci, ale to nieprawda, wcześniej podjęli decyzję o odejściu — streszcza wywód prezesa jeden z posłów.

Kaczyński starał się zagrzewać do walki. Mówił, że teraz nadszedł czas pracy.

Przekonywał też, że PiS ma szanse na wygraną i przejęcie władzy, ale będzie ciężej niż mogło się do niedawna wydawać. Kaczyński nie wskazywał wprost, na jaki wynik w 2027 r. liczy. Poseł PiS przytacza sens słów prezesa: — Część ludzi nas zdradziła, więc będzie trudniej, ale wszystko przed nami, nie ma co załamywać rąk.

Kaczyński radził, by się nie przejmować rozłamem w partii, a sierpień ma być pracowity, bo kampania Czarnka trwa i ma się zacząć ogniskować na sprawach programowych i działaniach w terenie. Podkreślał, że sondażowe oceny rządu są katastrofalne, więc w wyborach powinien on upaść.

Powiedział również, że chce, aby młodsze pokolenie partii zabrało się do roboty. Ale nie rozdał im zadań, tylko stwierdził, że jeśli mają inicjatywę i chcą pracować, to sami muszą znaleźć dla siebie role, a partia im da przestrzeń. Jeśli faktycznie są zaangażowani i sprawni, to sobie poradzą.

Głos zabrał również Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera w 2027 roku. Mówił, że idą po zwycięstwo i trzeba „robić swoje”, nie atakować Morawieckiego, bo to w jego ocenie daje pożywkę obozowi rządowemu, a więc premierowi Donaldowi Tuskowi, a także samemu Morawieckiemu. Czarnek — opisuje jeden z jego kolegów z ław poselskich — nie ukrywał, że jest pewien kryzys, ale trzeba się brać do roboty.

W trakcie spotkania głos zabierało wielu szeregowych posłów PiS.

Polityk PiS: — Ludzie się wygadali na tym klubie.

Szeregowi posłowie mówili jednak nie o strategii PiS, ale o sprawach lokalnych i technicznych — na przykład, co robić, gdy nie ma w okręgu partyjnym szefa, bo jest już w Rozwoju Plus.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version