„Handzia, szturcham żonke. Czego? A obróć sie na ten bok.
Przekręciła sie, ja obsuwam trochu gaci i sie nawalam, starawszy sie dzieciow nogami nie przydusić, rozgarniam kolanami na boki, żeb nie pszeszkadzali, słucham jeszcze, czy wszystkie śpio: a jakże chrapio wszystkimi świętymi głosami, tato przez sen poprukujo. Nu to znajduje prętko co trzeba i zaczynam mężowskie robote: tam i nazad, tam i nazad, tam i nazad, i wszystkie strachy odlatujo”.
Tak chwilę namiętności opisywał Kaziuk, główny bohater „Konopielki” wydanej w 1973 r. najbardziej znanej powieść Edwarda Redlińskiego. Mieszkańcy zapadłej wsi Taplary żyją w stałym rytmie pór roku. W swojej małej wspólnocie trwają od pokoleń przy dawnych zwyczajach i zabobonach. Niestety, komunistyczna modernizacja dociera także do nich. Pewnego dnia we wsi zjawiają się przedstawiciele lokalnych władz i oznajmiają, że okoliczne bagna zostaną osuszone, czas na elektryfikację i oświatę. Razem z nimi przyjeżdża młoda „uczycielka”, która ma prowadzić we wsi szkołę. Zakwaterowana w chacie Kaziuka, wzbudza w nim nieufność, ale i fascynację. Do tego stopnia, że podgląda jej randkę z przyjezdnym geodetą.
„Stoł odsunięty aż do drzwi, dżwi stołem przyciśnięte! Butelka pusta. Ona na łóżku, pod lampo, goła!
Całkiem goła!
Ale on, dzie on?
Nima! Jego nima!
Ona klęczy na łóżku pod lampo, cyckami i twarzo do okna, oczy zamknięte i kiwa sie, jak baby w kościele sie kiwajo! Modli sie? Czy pomieszania dostała? Tak, spiła sie i pomieszania dostała: wtuliwszy głowe, kiwa sie i kiwa, jak wyprostuje sie, widać nad szczytkiem, jakie ręce ma cienkie, a cycki nieduże: chudziutka jak chłopiec, cieniutka, istna Konopielka.
Wtem noge widze!!! Jego kolano widze, leżącego na plecach!!!”.
I tak oto Kaziuk Bartoszewicz, ojciec czwórki dzieci z żoną Handzią, prawie 40-letni mężczyzna dowiaduje się o pozycji seksulnej „na jeźdźca”. Burzy to jego dotychczasowy świat. Bo w PRL postępowe prawo zderzało się z brakiem wiedzy na temat życia seksualnego, brakiem przestrzeni intymnych i zabobonami.

