Atak na państwo NATO mógłby uderzyć w interesy samej Rosji. Putin może jednak postrzegać taki ruch jako bezprecedensową okazję do rozbicia Sojuszu — uważa Thomas Wright, dyrektor ds. planowania strategicznego w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za czasów Joego Bidena. Zamiast bić głową w mur w Ukrainie, Rosja mogłaby zaatakować jedno z państw bałtyckich. Puste po wojnie z Iranem arsenały USA i niepewna postawa Donalda Trumpa to dodatkowe zachęty.
To fatalny moment dla Putina w wojnie. Liczba zabitych rosyjskich żołnierzy zbliża się do pół miliona, a nabór nie nadąża za tempem strat. Rosyjska ofensywa utknęła w miejscu. Uderzenia dronów niszczą rosyjskie cele militarne i rafinerie na niewyobrażalną wcześniej skalę.
„Drony pozwalają Kijowowi wyrządzić szkody porównywalne z serią ataków nuklearnych” — twierdzi wręcz jeden z popularnych rosyjskich blogerów wojskowych.
Putin rozpaczliwie chce przejąć inicjatywę w tej wojnie. To pozostawia mu tylko trzy opcje. Pierwszą jest przeprowadzenie drugiej fali mobilizacji. To rozwiązanie, o którym mówi się coraz więcej, ale Kreml wolałby go uniknąć, bo jest destabilizujące. Kolejna to nuklearna prowokacja, przed którą Rosja przestrzegała po raz kolejny w minionym tygodniu. W praktyce jest ona jednak skrajnie mało prawdopodobna. Wreszcie trzecią możliwością jest zintensyfikowanie operacji przeciwko Europie, łącznie z atakiem na jeden z krajów, aby zniechęcić do pomagania Ukrainie. To właśnie w tych okolicznościach miała miejsce wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie.
„Inwazja Putina na kraje bałtyckie przypominałaby [zachowanie] człowieka, który bierze do ust więcej, niż jest w stanie zmieścić. A potem otwiera usta, by ugryźć jeszcze więcej. Wydaje się to niewiarygodnie głupie. Ale Putin słynie z głupoty” — pisał historyk zimnej wojny i jeden z najwybitniejszych znawców Rosji Sergey Radchenko.
Gdyby Putin nie był głupi, nie zaatakowałby Ukrainy. Poprzednia wizyta szefa CIA w Moskwie miała miejsce właśnie przed wybuchem tej wojny, jesienią 2021 r. Wtedy rosyjski prezydent nie spotkał się z Williamem Burnsem, teraz nie chciał zobaczyć się z Johnem Ratcliffem.
Rosja zaatakuje najsłabsze ogniwo?
Z doniesień zachodnich mediów wynika, że wizyta Ratcliffe’a miała zapobiec daleko idącej eskalacji ze strony Rosji. „The Wall Street Journal” informował, że szef CIA przekazał Rosji ostrzeżenie, aby zrezygnowała z wszelkich planów wystawiania na próbę determinacji i gotowości NATO. Gazeta powołała się na dwie osoby, które miały znać charakter tej wizyty. „Politico” pisało, że ta eskalacja może nastąpić wobec państw bałtyckich.
Rosyjscy blogerzy tłumaczą to podobnie. „Istnieją tylko dwa scenariusze, które skłoniłyby dyrektora CIA do wizyty. Pierwszy dotyczy broni jądrowej. Burns [ówczesny szef CIA] poleciał do Ankary po raz drugi w listopadzie 2022 r., aby spotkać się z Naryszkinem [szefem SWR, czyli rosyjskiego wywiadu zagranicznego, który teraz w Moskwie spotkał się z Ratcliffem — przyp. red.], specjalnie po to, by ostrzec przed tą opcją. Drugi: nie kontynuujemy walki na ukraińskiej „Linii dronów”, gdzie utracono inicjatywę, a każdy metr kosztuje życie, lecz uderzamy na Europę, która wspiera Ukrainę, ale sama nie jest przygotowana do wojny, ani pod względem zdolności obrony powietrznej. […] Innymi słowy, Rosja zaatakowałaby słabe ogniwo zamiast wzmocnionego. Strategicznie ma to więcej sensu niż spędzanie kolejnego roku na walkach pod Słowiańskiem”— tłumaczył rosyjski bloger Igor Dimitriew.
Od wielu miesięcy Europejczycy są narażeni na serię wrogich działań ze strony Kremla. Rosja niszczyła kable podmorskie, zakłócała sygnały GPS oraz przeprowadzała akcje sabotażowe z wykorzystaniem agentów rekrutowanych przez internet.
Jednak od niedawna agresywność Putina wyraźnie wzrosła. Tylko w sierpniu na lotnisku w Lipsku znaleziono drony wyładowane materiałami wybuchowymi, a w fabrykach broni i innych obiektach w Estonii, we Włoszech, w Bułgarii i w Holandii doszło do wybuchów lub pożarów. W Wielkiej Brytanii ataki koordynowane przez Rosję stają się codziennością: są to między innymi zabójstwa, cyberataki, podpalenia i akcje propagandowe. Litwa, Łotwa, Estonia i Polska wzmacniają środki bezpieczeństwa wokół zapór, elektrowni i infrastruktury gazowej, ponieważ boją się, że Moskwa przeprowadzi atak pod „fałszywą flagą” z wykorzystaniem ukraińskich dronów. „W krajach bałtyckich naruszenia przestrzeni powietrznej stały się już codziennością, czymś, czym zarówno społeczeństwo, jak i struktury wojskowe zaczynają się już niemal nudzić” — mówił Sandis Šraders, z Narodowej Akademii Łotwy.
Europa jest coraz bardziej świadoma niebezpieczeństwa. Ale to nie wystarcza. „Reakcje NATO, Europy i poszczególnych państw miały w dużej mierze charakter reaktywny i obronny” — powiedziała Agnia Grigas, analityk z Litwy — „Skupiają się na wykrywaniu i przeciwdziałaniu pojedynczym prowokacjom, ale nie udało się stworzyć skutecznego systemu odstraszania poprzez konsekwentne zniechęcanie Moskwy do ich kontynuowania lub eskalacji”.
Jak Putin weźmie Narwę?
Stany Zjednoczone wcześniej oceniały, że Putin nie zaatakuje żadnego państwa członkowskiego NATO, dopóki prowadzi pełnoskalową wojnę w Ukrainie. Jednak ocena Amerykanów uległa zmianie na początku tego roku. Zmieniła się, ponieważ prezydent Rosji znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji w Ukrainie i odczuwa coraz większą presję, by ogłosić jakieś zwycięstwo. Na początku sierpnia pojawiły się przecieki, że zdaniem amerykańskiego wywiadu możliwe zagrożenia obejmują cyberatak na państwo członkowskie NATO, wysłanie uzbrojonych grup w celu zajęcia terytorium lub ograniczoną inwazję na wschodnią flankę sojuszu. Putin mógłby przeprowadzić ją w dowolnym momencie między jesienią tego roku a rokiem 2029.
Stratedzy Kremla wiedzą, że amerykańskie arsenały są niemal puste. Zapasy amunicji zostały najpierw uszczuplone w wyniku dostaw broni do Ukrainy, ale jeszcze mocniej odbiła się na nich wojna z Iranem. Będzie to miało kluczowe znaczenie w każdej przyszłej konfrontacji z Moskwą.
„Atak na państwo NATO mógłby podważyć interesy samej Rosji, skłaniając Europę do przyspieszenia rozbudowy potencjału wojskowego. Putin może jednak postrzegać atak na państwo członkowskie NATO jako bezprecedensową okazję do rozbicia Sojuszu poprzez wywołanie kryzysu, w obliczu którego Stany Zjednoczone nie podejmą działań. Putin ma pewne powody, by sądzić, że Stany Zjednoczone mogą pozostać poza konfliktem, jeśli zainicjuje go niebawem. Trump wielokrotnie wyrażał pogardę dla Europy i wykazywał niewielkie zainteresowanie przeciwstawianiem się Putinowi” — twierdzi Thomas Wright, dyrektor ds. planowania strategicznego w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Bidena.
Atak militarny na NATO na dużą skalę jest wysoce nieprawdopodobny. Jednak niewielka, rozpoznawcza akcja związana z zajęciem części terytorium jednego z państw bałtyckich jest powszechnie postrzegana jako najgorszy z realistycznych scenariuszy. Prawdopodobieństwo ograniczonej inwazji lądowej wciąż jest niskie, ale rośnie.
Analitycy wskazują, że do przejęcia części terytorium jednego z państw bałtyckich Rosja nie będzie potrzebowała wielkich oddziałów. Carlo Masala, niemiecki ekspert wojskowy, autor książki o nadchodzącej wojnie Rosji z Europą, opierając się na scenariuszach gier wojennych NATO, twierdzi np., że do zajęcia estońskiej Narwy wystarczy pięć do ośmiu tys. rosyjskich żołnierzy. Tłumaczył mi jakiś czas temu: „Co to Rosji w praktyce da? Tyle, że jeśli NATO nie powoła się na Artykuł 5, jest martwe. NATO zostało założone w celu obrony terytorium państw członkowskich. Jeśli nawet niewielki skrawek jego terytorium zostanie zaatakowany przez Rosję, a NATO nie przyjdzie na ratunek, Sojusz nie ma już żadnej wartości.
A ryzyko, że NATO nie przyjdzie na ratunek, jest ogromne. Czy zaryzykujemy pełnoskalowy konflikt z liczącą 1,5 mln żołnierzy rosyjską armią dla małego miasta w Estonii? Czy zaryzykujemy znalezienie się na skraju wojny nuklearnej? To bardzo niepewne”.



