Kiedy ostatnio zastanawialiście/zastanawiałyście się, jak naprawdę wygląda wojna rozpętana przez Władimira Putina? Dokument „2000 metrów do Andrijiwki” pokazuje to w niezwykły sposób. — To jak lądowanie na planecie, na której wszystko próbuje cię zabić. Ale to nie jest inna planeta. To środek Europy — mówi zza kadru reżyser Mścisław Czernow.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
NRosyjski zbrodniarz ma niezły czas. Żaden z powojennych poprzedników urzędujących na Kremlu nie rywalizował z tak miernym rywalem po drugiej stronie oceanu, prorosyjskie partie nie są już w Europie marginesem, tylko mainstreamem, Korpus Afrykański (zastąpił Grupę Wagnera) dba o interesy Moskwy w krajach Sahelu.
Nade wszystko Putinowi udało się zmęczyć Europę tym, co dzieje się w Ukrainie. Nawet nam spowszedniały mordy, gwałty i bestialstwo wojny toczącej się niedaleko naszych granic. A co dopiero mówić o społecznościach bardziej wysuniętych na Zachód, którym zagrożenie ze strony Rosji wydaje się abstrakcyjne.
Dokument „2000 metrów do Andrijiwki” (uwaga, będą spoilery), który w Polsce miał premierę podczas Millennium Docs Against Gravity, zabiera nas do centrum horroru, który zorganizował Putin. — To jak lądowanie na planecie, na której wszystko próbuje cię zabić. Ale to nie jest inna planeta. To środek Europy — mówi zza kadru reżyser Mścisław Czernow. Ukraiński twórca od lat zbiera nagrody dziennikarskie (ma już Pulitzera) za relacjonowanie wojen (m.in. w Syrii i Iraku), rok temu dostał Oscara za „20 dni w Mariupolu”. Wówczas skupiał się na cywilnych ofiarach wojny, w najnowszym filmie zamknął nas w okopach.




