Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Francję czeka kryzys jabłkowy? Tak małych zbiorów nie było od dekady

Francję czeka kryzys jabłkowy? Tak małych zbiorów nie było od dekady

13 września, 2026
Wojna na Ukrainie. Rosja reaguje po atakach przy granicy z Polską

Wojna na Ukrainie. Rosja reaguje po atakach przy granicy z Polską

13 września, 2026
Wojna na Ukrainie. Gen. Pacek o atakach Rosji blisko granicy Polski. „Świadczy jednoznacznie”

Wojna na Ukrainie. Gen. Pacek o atakach Rosji blisko granicy Polski. „Świadczy jednoznacznie”

13 września, 2026
Anakonda w Niemczech. Ogromny wąż dusiciel wygrzewał się nad Dunajem

Anakonda w Niemczech. Ogromny wąż dusiciel wygrzewał się nad Dunajem

13 września, 2026
Czy senior może dostać Kartę Dużej Rodziny? Przepisy mówią jasno

Czy senior może dostać Kartę Dużej Rodziny? Przepisy mówią jasno

13 września, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Francję czeka kryzys jabłkowy? Tak małych zbiorów nie było od dekady
  • Wojna na Ukrainie. Rosja reaguje po atakach przy granicy z Polską
  • Wojna na Ukrainie. Gen. Pacek o atakach Rosji blisko granicy Polski. „Świadczy jednoznacznie”
  • Anakonda w Niemczech. Ogromny wąż dusiciel wygrzewał się nad Dunajem
  • Czy senior może dostać Kartę Dużej Rodziny? Przepisy mówią jasno
  • Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu
  • Prokuratura Europejska chce znowu uchylić immunitet Królowi. PiS z apelem do marszałka Sejmu – Wprost
  • Zakopali w ziemi 2 tys. par majtek. Zaskakujący eksperyment
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » W Berlinie trwa boom na pierogi. „Niemcy patrzą na Polskę z mieszaniną podziwu i zazdrości”
W Berlinie trwa boom na pierogi. „Niemcy patrzą na Polskę z mieszaniną podziwu i zazdrości”
Aktualności

W Berlinie trwa boom na pierogi. „Niemcy patrzą na Polskę z mieszaniną podziwu i zazdrości”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości3 kwietnia, 2026

Berlin zawsze był miastem migracji — kosmopolitycznym, eklektycznym, otwartym. A jednak historia Polaków w tym mieście przez dekady pozostawała zaskakująco cicha. Nie dlatego, że brakowało ludzi. Brakowało narracji, która mogłaby się stać częścią niemieckiej opowieści o Berlinie. Polonijne życie toczyło się równolegle — dyskretnie, często wyłącznie w rodzinnych kręgach — ale rzadko przebijało się do szerokiej świadomości mieszkańców tego miasta.

Polska kultura od lat ma w Berlinie pod górkę. Choć w stolicy mieszka niemal 60 tys. polskich obywateli, a w sumie około 180 tys. Berlińczyków ma polskie korzenie, ich obecność w głównym nurcie pozostaje zaskakująco słabo widoczna.

W mieście brakuje wybitnych polskich restauracji, jest niewiele barów o subkulturowej sile rażenia — może poza hipsterskim Zapem, gdzie podaje się polskie zapiekanki i hot dogi — oraz ledwie garstka miejsc, które trwale wpisały się w codzienność Berlina, jak choćby legendarny Klub Polskich Nieudaczników. Tym bardziej zadziwia, że wszystko to dzieje się zaledwie 100 km od polskiej granicy, mniej niż godzinę jazdy samochodem.

Pierogi Social Club Berlin

Foto: Archiwum prywatne

Ta niewidzialność miała swoje źródła: stereotypy, emigracyjny profil Polaków z lat 90., brak instytucji zdolnych przebić się do szerszej debaty. Polskie restauracje, jeśli w ogóle działały, funkcjonowały na obrzeżach mainstreamu — jako miejsca nostalgii starszej Polonii, a nie przestrzenie aspiracji. Młode pokolenie Polaków urodzonych w Niemczech często dystansowało się od „polskości”, kojarząc ją z czymś ciężkim, staroświeckim, pozbawionym miejskiego sznytu. Ci, którzy widzieli siebie jako kosmopolitów i chcieli, by polska kultura była w Berlinie postrzegana poważnie, musieli długo czekać. Teraz jednak coś się zmienia i paradoksalnie dzieje się to za sprawą dania kojarzonego w Polsce z tanimi posiłkami, mlecznymi barami i socjalistyczną prostotą. Mowa oczywiście o pierogach.

Jeszcze niedawno pierogi kojarzyły się wyłącznie z domową kuchnią, teraz wyrastają w stolicy Niemiec na nośnik emocji, tożsamości i społecznej energii. Na Instagramie pojawiają się ascetyczne kadry: drewniane stoły, miski z farszem, dłonie lepiące starannie półksiężyce. Pop‑upowe wydarzenia, podczas których sprzedaje się pierogi, odbywają się w przestrzeniach nadających im zupełnie nową symbolikę — w kawiarniach o surowych, betonowych ścianach, w barach naturalnego wina, w modnych przestrzeniach coworkingowych.

Karolina Carrier, jest właścicielką Grape and Grono w Berlinie

Karolina Carrier, jest właścicielką Grape and Grono w Berlinie

Foto: Archiwum prywatne

Szczególną popularnością cieszą się te, podczas których uczestnicy mogą wspólnie lepić — w grupie, przy rozmowach, z możliwością poznawania nowych osób, a na końcu także wspólnego jedzenia. Młodzi dorośli, którzy najczęściej pojawiają się na takich spotkaniach, mówią, że przychodzą „dla atmosfery”, „dla ludzi”, „dla czegoś prawdziwego w świecie, który staje się coraz bardziej cyfrowy i samotny”. Pierogi przestają być więc jedynie jedzeniem, stają się praktyką spowalniającą tempo, dają poczucie zakorzenienia. Berlin — miasto efemerycznych trendów — znalazł w pierogach format idealny: prosty, ludzki, bliski, a jednocześnie znakomicie instagramowy.

Kucharka Kathrin Kotzybik, córka Polaków spod Katowic, urodzona już w Niemczech, nie spodziewała się, że jej pierogowy pop‑up zorganizowany w styczniu w hipsterskiej dzielnicy Neukölln w Café Neukölln okaże się wydarzeniem sezonu. A jednak tak właśnie się stało.

— Planowałam dwa dni i około 220 porcji pierogów. A pierwszego wieczoru o 18 wszystko było wyprzedane — wspomina, wciąż z nutą niedowierzania. Drugi dzień musiała odwołać. Kathrin wyczuła lukę, o której Berlin najwyraźniej nie miał pojęcia. — W kilku barach można je dostać, ale często to mrożonki. Ręcznie lepionych, świeżych prawie tu nie ma — mówi. Jej diagnoza brzmi prosto: Berlińczycy pragną autentyczności, a polska kuchnia oferowana dotąd w mieście była zbyt mało różnorodna i zbyt mało jakościowa. Z wyjątkami, oczywiście.

Jednak sukces pop‑upu ujawnił coś jeszcze — ogromną diasporę, która czekała, aż ktoś symbolicznie „zapro­si ją do stołu”. To jednak nie tłumaczy całego fenomenu. Na wydarzenie przychodzili nie tylko Polacy, lecz także Niemcy i osoby z różnych stron świata. Kotzybik otwarcie mówi, że pieróg jest daniem demokratycznym. Uczyła się go lepić od mamy w Dortmundzie, w rodzinnej kuchni, ramię w ramię z trzema braćmi. Jej zasada jest niezmienna: cienkie ciasto i dużo farszu. Pieróg nie może być twardy. I nie istnieje coś takiego jak za dużo nadzienia. W każdym geście lepienia zapisane są więc emocje: wspomnienia, dom, powtarzalny rytuał. A właśnie ta powtarzalność — jak podkreśla — daje ludziom poczucie bezpieczeństwa, którego dziś tak bardzo brakuje.

Pod koniec lutego własną wersję polskich pierogów zaprezentował także Tomasz Sokołowski, prowadzący włoską, a w Berlinie niezwykle cenioną restaurację Bruderherz w eleganckim Charlottenburgu. Kucharz również zauważył — jak mówi — nowy trend: rosnące zainteresowanie polskim jedzeniem podanym w ładnym, dopracowanym otoczeniu.

Jeśli jednak ktoś naprawdę zbudował z pierogów ruch społeczny, to jest to Julia Schneider. Gdy rok temu 26‑latka założyła Pierogi Social Club, nikt nie przypuszczał, że stanie się jednym z najciekawszych projektów kulturowych w Berlinie. Dziś jej warsztaty wyprzedają się na tygodnie przed terminem, a kolejne lokale z całego miasta proszą o współpracę. Julia jest uosobieniem nowej narracji o Polsce. Jej matka była Polką, ale zmarła wcześnie; kontakt z rodziną urwał się, język niemal zniknął. Została za to tęsknota. Studiując slawistykę w Berlinie, Julia zaczęła tę tęsknotę przekuwać w działanie: najpierw tworząc newsletter o kulturze polskiej i wschodnioeuropejskiej, później angażując się w festiwale, aż wreszcie wpadając na pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę — Pierogi Social Club.

— Pierogi to danie, które jest natychmiast zrozumiałe. Jest supersympatyczne. I idealne dla grup — mówi. — Każdy je zna, każdy potrafi je polubić, każdy może je ulepić. Pierogi są demokratyczne — i w tym tkwi ich siła.

Kiedy Julia zorganizowała pierwszy pop‑up we współpracy z frankfurcką restauracją Frajda, 50 porcji zniknęło w godzinę. Ludzie stali w kolejce, dzielili się jedzeniem, robili zdjęcia na Instagram, rozmawiali. Ten wieczór stał się dowodem na to, że chodzi o coś więcej niż zaspokojenie głodu. To była wspólnota w praktyce.

Najciekawszym elementem pierogowego boomu jest publiczność. Część uczestników to osoby z polskimi korzeniami, urodzone w Niemczech, często mówiące po polsku słabo albo wcale. Na warsztatach po raz pierwszy od lat słyszą język, którego wcześniej się wstydziły lub którego bały się używać. — Czasem nie chodzi o gotowanie, ale przynależność — mówi Julia.

To pokolenie milenialsów i generacji Z dorastało w czasach, gdy polskość bywała powodem żartów, stereotypów i kompleksów. Dziś — gdy Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się krajów UE, a Warszawa bywa określana mianem „nowego Berlina” — młodzi odkrywają swoje pochodzenie z zupełnie nową pewnością i dumą.

Inna część uczestników to Polacy mieszkający w Berlinie od niedawna oraz Berlińczycy bez polskich korzeni, ciekawi kultury Europy Wschodniej. Przyciąga ich naturalność, brak pretensjonalności. Wspólne lepienie staje się dla nich przeciwieństwem kultury cyfrowej — chwilą uważności, bliskości i prawdziwego bycia razem.

W tym nowym kulinarnym krajobrazie Berlina pojawia się jeszcze jedna ważna postać: Karolina Carrier, założycielka Grape & Grono, jedynego w Niemczech importera specjalizującego się wyłącznie w polskich winach. Carrier stała się łącznikiem między polską nowoczesnością a berlińskim rynkiem gastronomicznym.

— Z kwartału na kwartał zainteresowanie polskimi winami rośnie — mówi kobieta pochodząca z Zamościa. Jej masterclass w Berlin Wine School w ubiegłym roku wyprzedał się do ostatniego miejsca, a od początku tego roku to restauracje same zaczęły zgłaszać się po portfolio polskich win. Carrier współpracuje w Berlinie m.in. z restauracjami Norms, Aerde, barem winnym Natural Selection w Kreuzbergu, a nawet z restauracją z gwiazdką Michelina w Schwarzwaldzie. Publiczność jej wydarzeń jest międzynarodowa: połowę stanowią osoby o polskich korzeniach, a drugą — klienci z różnych krajów. Jak podkreśla, wielu polskich uczestników szuka „powrotu do własnych korzeni”, podczas gdy inni po prostu pragną odkrywać nowe smaki.

Carrier nie ukrywa zdziwienia, jak mało jest w Berlinie ambitnych restauracji serwujących kuchnię polską. Jej zdaniem większość lokali przedstawia Polskę „jednowymiarowo”, sprowadzając ją do „góry mięsa i ziemniaków”. Tymczasem nowoczesna kuchnia polska — lekka, sezonowa — wciąż jest tu rzadkością.

Jednym z powodów są przyzwyczajenia samych Berlińczyków: wielu z nich nie je regularnie polskich potraw i nie zna ich na tyle dobrze, by świadomie ich szukać. Do tego dochodzą ceny. — Im bardziej się tym zajmuję, tym lepiej rozumiem, dlaczego pierogi są drogie — mówi Julia. Oferowanie ich za mniej niż dziesięć euro jest problematyczne: w Polsce umożliwia to wciąż relatywnie tania siła robocza, natomiast w Niemczech taki model jest trudny do utrzymania.

Julia zauważa też coś jeszcze: Polska wciąż nie jest wystarczająco obecna w niemieckiej świadomości, by restauracje mogły opierać swoje menu wyłącznie na kuchni polskiej. To się jednak powoli zmienia — wraz z nową generacją, która chce opowiadać o polskości inaczej: lżej, nowocześniej, bez kompleksów.

W latach 90. i 2000. Polska była w Niemczech postrzegana jako synonim ubóstwa i przestępczości. Dziś Polska ma bardziej pozytywne konotacje. Niektórzy Niemcy patrzą wręcz z mieszaniną podziwu i zazdrości na szybki wzrost gospodarczy, innowacyjność i modernizację kraju.

Julia Schneider również odczuła tę powolną zmianę wizerunku Polski. Zajmowanie się własnym pochodzeniem przestało wywoływać w niej wstyd — przeciwnie, stopniowo zaczęła odczuwać dumę. Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę wzrosła w Niemczech świadomość Europy Wschodniej, a Polska — politycznie znacząca, gospodarczo dynamiczna — stała się jej wizytówką. Młodzi Niemcy podróżują dziś do Warszawy i wracają z entuzjazmem: „To nowoczesne miasto! W dodatku ładniejsze od Berlina!”.

Kathrin Kotzybik

Kathrin Kotzybik

Foto: Archiwum prywatne

Wbrew pozorom ruch pierogowy nie dotyczy tylko jedzenia. To opowieść o tym, jak małe działania mogą zmienić sposób, w jaki postrzega się polską kulturę. W pieczeniu, lepieniu, smakowaniu jest coś głęboko ludzkiego — coś, co Berlin, zmęczony cyfrowością, anonimowością i nieustannym pędem, chłonie jak gąbka.

Newsweek Food&Living

Newsweek Food&Living

Foto: Newsweek

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

Szadkowski: najlepsi prezydenci według Karola Nawrockiego? Taki ranking byłby fascynujący

Szadkowski: najlepsi prezydenci według Karola Nawrockiego? Taki ranking byłby fascynujący

Polityka Trumpa uderza w nich pierwsza i najmocniej. „Kraj Trumpa” cierpi

Polityka Trumpa uderza w nich pierwsza i najmocniej. „Kraj Trumpa” cierpi

Prawda o życiu w Szwajcarii jest zaskakująca. „Kobiety wpadają w złotą klatkę”

Prawda o życiu w Szwajcarii jest zaskakująca. „Kobiety wpadają w złotą klatkę”

Morawiecki jak antyczny heros? „Kiepski patron politycznego powrotu”

Morawiecki jak antyczny heros? „Kiepski patron politycznego powrotu”

Kim jest Patrycja Kotecka? „To nie jest typowa żona konserwatywnego polityka. Była politycznym mózgiem Ziobry”

Kim jest Patrycja Kotecka? „To nie jest typowa żona konserwatywnego polityka. Była politycznym mózgiem Ziobry”

Jeszcze niedawno Brytyjczycy z nas kpili. Dziś uciekają nad Wisłę

Jeszcze niedawno Brytyjczycy z nas kpili. Dziś uciekają nad Wisłę

Tomasz Schuchardt: Myślałem, że nie nadaję się do filmu – nie mam urody, nie jestem interesujący

Tomasz Schuchardt: Myślałem, że nie nadaję się do filmu – nie mam urody, nie jestem interesujący

Major Fiszer: Wróciłem do Polski z ciężkim PTSD. Po tej misji nie mogłem już latać

Major Fiszer: Wróciłem do Polski z ciężkim PTSD. Po tej misji nie mogłem już latać

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Wojna na Ukrainie. Rosja reaguje po atakach przy granicy z Polską

Wojna na Ukrainie. Rosja reaguje po atakach przy granicy z Polską

13 września, 2026
Wojna na Ukrainie. Gen. Pacek o atakach Rosji blisko granicy Polski. „Świadczy jednoznacznie”

Wojna na Ukrainie. Gen. Pacek o atakach Rosji blisko granicy Polski. „Świadczy jednoznacznie”

13 września, 2026
Anakonda w Niemczech. Ogromny wąż dusiciel wygrzewał się nad Dunajem

Anakonda w Niemczech. Ogromny wąż dusiciel wygrzewał się nad Dunajem

13 września, 2026
Czy senior może dostać Kartę Dużej Rodziny? Przepisy mówią jasno

Czy senior może dostać Kartę Dużej Rodziny? Przepisy mówią jasno

13 września, 2026

Najnowsze Wiadomości

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

Sierakowski: kryptowaluty połączyły prawicę mocniej niż wartości. Nie bez powodu

13 września, 2026
Prokuratura Europejska chce znowu uchylić immunitet Królowi. PiS z apelem do marszałka Sejmu – Wprost

Prokuratura Europejska chce znowu uchylić immunitet Królowi. PiS z apelem do marszałka Sejmu – Wprost

13 września, 2026
Zakopali w ziemi 2 tys. par majtek. Zaskakujący eksperyment

Zakopali w ziemi 2 tys. par majtek. Zaskakujący eksperyment

13 września, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.