Zgodnie z legendą Bolesław Zapomniany miał być pierworodnym synem Mieszka II. Po śmierci ojca w 1034 roku miał objąć tron, jednak jego rządy były tak okrutne i krwawe, że już cztery lata później został obalony, a jego imię na zawsze miało pozostać zapomniane. Jak to jednak z legendami bywa, ta także została spisana dużo później.
Kiedy jakiś czas temu poprosiłam fanów Historycznych bzdur, aby podali mi przykłady wydarzeń lub postaci, które wbrew powszechnemu wyobrażeniu nie miały miejsca lub nie istniały, zostałam wręcz zalana komentarzami. Niektóre się powtarzały, inne były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Chyba największym jest historia o „pająku pół kilo”, jaki miał dawniej straszyć w kościele w Skrzyńsku. Zgodnie z tą historią, miał on swoje leże idealnie nad stołem, przy którym jadał skrzyński pleban. Jad kapiący z jego kłów zatruwał pożywienie księdza i ten powoli umierał. W końcu parafianie zaniepokojeni kolejnym szybkim zgonem proboszcza odkryli, co to za potwór zalągł im się w kościele, i ubili pająka. Fajna lokalna legenda, prawda? Sęk w tym, że jest całkowicie zmyślona. Nie znalazłam ani śladu po takiej legendzie w polskiej części internetu. Krąży tylko na kilku anglojęzycznych stronach (i jednej hiszpańskiej) poświęconych miejskim legendom, kryptozoologii i tak dalej. Kto ją wymyślił? Czemu wybrał akurat kościół w Skrzyńsku? Tego nie wiem.
Omówię tutaj kilka takich „niebytów”. Akurat średniowiecze w nie obrodziło wyjątkowo obficie, więc jest w czym wybierać i co opisywać. Zapraszam, będzie i śmiesznie, i strasznie!
Bolesław Zapomniany
Zgodnie z legendą Bolesław Zapomniany miał być pierworodnym synem Mieszka II. Po śmierci ojca w 1034 roku miał objąć tron, jednak jego rządy były tak okrutne i krwawe, że już cztery lata później został obalony, a jego imię na zawsze miało pozostać zapomniane.
Jak to jednak z legendami bywa, ta także została spisana dużo później. Pierwsza wzmianka o Bolesławie Mieszkowicu pojawia się dopiero w Kronice wielkopolskiej, spisanej w latach 70. XIII wieku. Zajrzyjmy do tej kroniki:
Gdy umarł w roku pańskim 1033, nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządził swojej matce wiele zniewag. Matka jego, pochodząca ze znakomitego rodu, nie mogąc znieść jego niegodziwości, zabrawszy maleńkiego swego syna Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej do Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki, miała wstąpić do jakiegoś klasztoru zakonnic. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał, źle zakończył życie i chociaż odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski ¹.
Jeżeli zajrzymy jednak do źródeł wcześniejszych, próżno tam szukać wzmianki o królu Bolesławie. W Kronice Galla Anonima z początku XII wieku nie jest on wspomniany. Gall pisał, że Mieszko II pozostawił syna o imieniu Kazimierz, który został jednak wygnany przez możnych na Węgry. Lata 1034 – 1038 były okresem bezkrólewia. Wykorzystał to książę czeski Brzetysław I, który najechał Polskę i bezlitośnie ją złupił. Dopiero w 1039 roku Kazimierz powrócił do kraju i przy wsparciu cesarza i księcia ruskiego zaczął mozolnie zaprowadzać porządek, czym sobie zapracował na przydomek „Odnowiciel”.
Czy jest możliwe, że Gall Anonim z jakiegokolwiek powodu pominął w swojej relacji czteroletnie rządy Bolesława? Teoretycznie tak. Trzeba pamiętać, że anonimowy autor naszej najstarszej kroniki nie opisywał czasów sobie współczesnych. Musiał się posiłkować jakimiś źródłami, nam już niestety nieznanymi. Wiadomo jednak, że w absolutnie żadnym źródle pisanym u naszych sąsiadów nie ma słowa o Bolesławie. Tym bardziej o takim, który zostałby ukoronowany – a trzeba pamiętać, że korona królewska nie była byle czym. To było wydarzenie, które odnotowywali nie tylko sąsiedzi, lecz także dziejopisarze z dalszych stron.
W XIX stuleciu dyskusja nad istnieniem Bolesława Zapomnianego rozpalała historyków. Za tym, że to postać realna, opowiadały się takie tuzy XIX-wiecznej historiografii, jak Karol Szajnocha, Oswald Blazer czy Tadeusz Wojciechowski. Nie brakowało też badaczy którzy wykazywali się daleko posuniętym sceptycyzmem. W XX wieku ten spór przycichł. Większość badaczy uznało przekaz Kroniki wielkopolskiej za błędny. Obecnie wśród historyków raczej już ten temat nie jest podnoszony – przyjmuje się, że Bolesław Zapomniany to postać fikcyjna. I w zasadzie pojawia się on już tylko od czasu do czasu w publikacjach czy na stronach internetowych nastawionych na tanią sensację. Bolesława „lubią” też turbosłowianie, bo widzą w nim kolejny przykład zakłamywania historii przez Kościół i sprzymierzonych z nim naukowców. Jednocześnie nie podają oni żadnych nowych dowodów, które by uzasadniały przynajmniej podjęcie dyskusji na nowo. Wciąż korzystają ze zgranych, XIX-wiecznych płyt. Poza dużo młodszą Kroniką wielkopolską powołują się też na… Galla Anonima. Że Gall nic o Bolesławie nie pisał? To nie ma znaczenia! Zwolennicy Bolesława wysnuli wniosek że Kazimierz nie mógł być pierworodnym synem Mieszka II, ponieważ rozdział 19 tej kroniki nosi tytuł O odzyskaniu królestwa polskiego przez Kazimierza, który był mnichem ², a nieco dalej czytamy:
Miał też nader gorliwie i pobożnie czcić Kościół święty, a zwłaszcza mnożyć zgromadzenia mnichów i świętych dziewic, ponieważ w pacholęcym wieku oddany został przez rodziców do klasztoru, gdzie otrzymał gruntowne wykształcenie religijne³.
Wydaje się to jasne. Kazimierz nie mógł być pierworodnym synem, bo przecież nie oddaje się następcy tronu do klasztoru. To była droga kariery zarezerwowana dla młodszego rodzeństwa. Wszak obowiązkiem pierworodnego było przejęcie rządów, znalezienie godnej kandydatki na żonę i zapewnienie ciągłości rodu. Skoro więc Kazimierz był mnichem, to znaczy, że musiał mieć starszego brata, któremu pisany był tron. A tym bratem mógł być przecież Bolesław, tak jak to napisał autor Kroniki wielkopolskiej. Jednak w przypisie do tytułu rozdziału 19. tłumacz kroniki zaznacza, że istnieją wątpliwości co do tego, czy tytuł ten został nadany przez Galla, czy może dodany w którejś z późniejszych edycji. Zwłaszcza że chwilę później Kazimierz nie jest już mnichem, a jedynie wychowankiem klasztoru. Że to przecież to samo? Bynajmniej. W średniowieczu powszechna była praktyka oddawania synów do klasztoru, co jednak nie oznaczało, że składali śluby i przyjmowali święcenia. Najzwyczajniej w świecie klasztory były przez długi czas jedynymi miejscami, gdzie synowie wielkich rodów mogli posiąść umiejętności przydatne w sprawowaniu rządów. Mogli tam nauczyć się czytać i pisać, poznać przynajmniej podstawy łaciny czy innych języków obcych, historię, geografię czy niuanse teologii. Czasy uniwersytetów to lata dużo późniejsze. Uniwersytet w Bolonii, czyli najstarszy z europejskich uniwersytetów, został założony w 1088 roku. W Polsce stało się to dopiero w XIV stuleciu – w 1364 roku Kazimierz Wielki ufundował uniwersytet w Krakowie. Kazimierz nie był więc ani pierwszym, ani ostatnim, ani tym bardziej jedynym księciem, który spędził wśród mnichów trochę czasu.
Czasami zwolennicy istnienia Bolesława przytaczają też argument „z imienia”. Twierdzą, że skoro ojciec Mieszka II miał na imię Bolesław, to siłą rzeczy takie imię musiał nosić też jego pierworodny syn. Do tego imię Kazimierz jest wcześniej wśród Piastów niespotykane. Jaki władca da swojemu pierworodnemu imię wzięte z sufitu, niezakorzenione w tradycji?
Tutaj dotykamy kolejnego problemu – źródeł z epoki pierwszych Piastów mamy żałośnie mało. Ciężko na ich podstawie wnioskować, jakie imiona nadawano, a jakich nie. Sprawę może komplikować jeszcze to, że śmiertelność dzieci do lat 4 (nawet tych królewskich) wynosiła około 50 proc.. Kazimierz wcale nie musiał być pierworodnym synem Mieszka II. Z pewnością natomiast był pierwszym, który dożył wieku dorosłego, dlatego jest wzmiankowany w źródłach. O potomkach – o synach, a tym bardziej o córkach – którzy zmarli w niemowlęctwie lub wczesnym dzieciństwie, nikt nie wspominał, bo i po co? Tak więc możliwe, że Kazimierz miał starszego brata Bolesława. Ale nie ma żadnych twardych dowodów, że tenże żył dość długo, aby objąć władzę po śmierci ojca.
No ale przecież Bolesława skazano na damnatio memoriae – to tłumaczy, dlaczego nie ma żadnych informacji w źródłach. Po prostu zostały wymazane. Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy można zupełnie wymazać istnienie władcy ze źródeł? Pamiętać bowiem musimy, że historyk pracujący ze źródłem nie skupia się wyłącznie na treści. Bada także sam przedmiot. Kiedy bierzemy do ręki średniowieczny kodeks, musimy sobie najpierw odpowiedzieć na cały szereg pytań. Czyją ręką został spisany? Czy to jest tak zwany autograf (czyli wersja spisana bądź podyktowana przez autora), czy późniejsza kopia? Jeżeli to kopia, to czy dysponujemy innymi, aby je porównać pod kątem na przykład błędów w przepisywaniu lub błędów tłumaczenia? Czy krój pisma wskazuje na jednego pisarza, czy raczej było ich wielu? Jeżeli tak, to jak długo dzieło powstawało? A może oryginalny tekst był przerabiany – coś dopisywano lub wymazywano? Albo brakuje kart? Lub dodano dodatkowe?
Takich pytań można i trzeba zadać jak najwięcej, aby w pełni zrozumieć, z czym mamy do czynienia. Gdyby więc w jakimkolwiek tekście z epoki znaleziono ślady wymazywania czegokolwiek, historyk z pewnością zadałby sobie pytanie: co tam było i czemu zostało usunięte? A skoro Bolesław miał być królem i rządzić co najmniej cztery lata, to bez wątpienia dziejopisarze państw sąsiadujących (a może i nawet odległych) zarejestrowaliby ten fakt. Tymczasem nie mamy nawet cienia podstaw, aby sądzić, że w zagranicznych annałach znajdywała się informacja o koronacji, która potem została wymazana. Cóż, nie jest łatwo wymazać człowieka wpływowego ze wszystkich źródeł. Przekonała się o tym Barbra Streisand, gdy domagała się usunięcia zdjęć swojego domu z internetu (jedyne, co udało się jej osiągnąć, to to, że na jej cześć nazwano efekt polegający na tym, że próby cenzurowania przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego, czyli kończą się bardzo szerokim rozpowszechnieniem zdjęć, utworów itp.). Ba, nawet zwykły szewc może zyskać wieczną „sławę”. W 356 roku p.n.e. Herostrates podpalił Artemizjon w Efezie. Za karę został skazany na wieczne zapomnienie. Minęło ponad 2000 lat, a jego imię i czyn nadal są znane. Można więc bez cienia wątpliwości stwierdzić, że ta kara nie wypaliła.
Tylko jak w ogóle autor Kroniki wielkopolskiej wpadł na pomysł, aby umieścić Bolesława w poczcie królów Polski, skoro on nie istniał? Cóż, pewne szczegóły z jego życiorysu wskazują na inną postać – księcia Bezpryma. Był to starszy, przyrodni brat Mieszka II. Jego istnienie jest potwierdzone (pisał o nim chociażby współczesny mu kronikarz Thietmar z Merseburga). Historycy przypuszczają, że choć Bezprym był starszy, to Bolesław widział Mieszka jako swojego następcę. Oczywiście starszemu i ambitnemu Bezprymowi nie mogło to przypaść do gustu. Dlatego w 1031 roku wykorzystał zaangażowanie Mieszka w wojnie z cesarzem Konradem II i wraz z książętami ruskimi najechał kraj od wschodu. Mieszko został zmuszony do ucieczki (wpadł wtedy w ręce Czechów, którzy okrutnie go okaleczyli – mieli ścisnąć mu genitalia sznurem tak mocno, że uniemożliwili mu płodzenie potomstwa). Bezprym zasiadł na książęcym tronie, ale nie na długo. Jego rządy okazały się tak marne i okrutne, że już w następnym roku został obalony i zamordowany, najpewniej przez wewnętrzną opozycję.
Podobieństwa z historią Bolesława są ewidentne. A ponieważ średniowieczne dziejopisarstwo przypominało niekiedy zabawę w głuchy telefon, to nietrudno sobie wyobrazić, że jeden kronikarz czy kopista zamienił Bezpryma na Bolesława, inny namieszał w genealogii i pomylił syna z bratem, a jeszcze inny zamieszał w chronologii. Po sektach lat historycy dostają palpitacji, próbując to wszystko poodkręcać.
- Kronika wielkopolska, op. cit., s. 58 – 59.
- Anonim tzw. Gall, op. cit., s. 43.
- Tamże, s. 48.
Historyczne bzdury o średniowieczu, Anna Zielińska
Foto: wydawnictwo sploty
Fragment książki „Historyczne bzdury o średniowieczu” Anny Zielińskiej wydanej przez Wydawnictwo Sploty. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”.

