Łatwo uznać, że rządzenie w Polsce jest politycznym piekłem. Tymczasem w zaciszu gabinetów niezależnie od tego, kto rządzi, toczy się konsekwentna praca. I często przynosi spektakularne efekty. mObywatel jest jednym z przykładów, ale wcale nie jedynym.

Za nieco ponad rok będziemy obchodzić 10. urodziny mObywatela. Śmiały pomysł ówczesnej minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej zadebiutował 29 października 2017 r. Z cyfrowego portfela początkowo drwiono, a kłody pod nogi rzucały nawet państwowe instytucje (PKP dopiero po dwóch latach zaczęły honorować cyfrowy dowód z aplikacji).

Ale dziś trudno byłoby znaleźć przeciwników mObywatela. Wybuch wojny w Ukrainie uświadomił nam, że scyfryzowanie usług publicznych to jeden z warunków odporności państwa — Diia, ukraiński odpowiednik mObywatela, zadebiutował w lutym 2020 r. i od początku zawierał np. cyfrowy paszport. To m.in. dzięki Diia łatwiej było „ogarnąć” masową migrację z Ukrainy.

Kiedy koalicja 15 października przejęła władzę w 2023 r., nikt nie grymasił, że mObywatel to projekt rządu PiS (tak jak za PiS nikt raczej nie grymasił, że budowę systemu e-recept, który zadebiutował w 2020 r., rozpoczęto za rządu PO-PSL). Resort cyfryzacji konsekwentnie wyposaża mObywatela w kolejne dokumenty i usługi. Już w tym tygodniu każdy z nas będzie mógł skorzystać ze skrzynki do e-doręczeń: nie trzeba stać w kolejce do okienka, wystarczy w mObywatelu napisać oficjalnego maila do urzędu, a potem odebrać odpowiedź, także w smartfonie. Można też skorzystać z pomocy cyfrowego chatbota, który „przetrawił” dorobek polskiej myśli prawniczej i urzędowej i potrafi wyłowić w tej dżungli odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Co miesiąc z AI w mObywatelu rozmawia już 300 tys. z 12 mln użytkowników aplikacji.

Ale mObywatel dopiero się rozwija: od nowego roku będzie stanowił część unijnego systemu portfeli cyfrowej tożsamości. Choć określenie „część” nie oddaje sprawiedliwości, bo to właśnie na mObywatelu wzorowano się, tworząc system cyfrowych dokumentów, które pozwolą nam podróżować po Europie czy załatwiać urzędowe sprawy w dowolnym kraju Unii, bez konieczności zabierania ze sobą dokumentów.

Budowa cyfrowej warstwy usług publicznych to jeden z przykładów, że nawet w polskiej polityce zdarzają się obszary ponadpartyjnej zgody z korzyścią dla obywateli. Podobnie było z przyjętym w 2003 r. programem budowy dróg krajowych, który na dekady stał się planem rozwoju sieci ekspresówek i autostrad, konsekwentnie realizowanym przez wszystkie rządy. Podobnego planu zabrakło dla kolei (którą przez lata raczej zwijano), ale i tu w końcu doczekaliśmy się programu o nazwie Zintegrowana Sieć Kolejowa. Niedługo będzie mu towarzyszył zupełnie nowy rozkład jazdy, który uprości życie pasażerom. Wszystko to przy okazji budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Wprawdzie obecny rząd zmienił nazwę CPK na Port Polska, ale samego projektu nie porzucił, a jedynie go dopracował z ekspertami.

Jeśli w połowie kolejnej dekady będziecie lecieć z Portu Polska np. do Paryża i przy bramce wystarczy „mignięcie” smartfonem z kartą pokładową oraz dowodem w mObywatelu, to pamiętajcie, że to nie efekt widowiskowych konferencji ani krasomówczych popisów w Sejmie, tylko cichej i konsekwentnej pracy, która toczy się niezależnie od tego, kto rządzi.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version