Jak to możliwe, że mając przed sobą wiele potencjalnych dróg, którymi możemy kroczyć, nieustannie kierujemy się ku ślepym zaułkom? Dlaczego wciąż powtarzamy błędy, chociaż obiecywaliśmy sobie, że za żadne skarby już do nich nie dopuścimy?

Trajektorie ludzkich myśli i zachowań przypominają pozornie sprawny mechanizm, który uporczywie zacina się ciągle w tym samym miejscu. Choć dążymy do rozwoju i zmiany, o wiele częściej doświadczamy bezradności i utknięcia. Zamiast się rozwijać, odtwarzamy stare wzorce zachowań i kręcimy się w kółko. A im silniejsze pragnienie zmiany, tym większa niemoc w przełamywaniu dysfunkcyjnych schematów.

Jakie mechanizmy doprowadzają do naszego egzystencjalnego utknięcia? Czy istnieją drogi wyjścia z takiego impasu? Jak na nie dotrzeć, by móc prowadzić twórcze, sprawcze życie?

Choć zazwyczaj jesteśmy tego tylko w niewielkim stopniu świadomi, nasze życie kształtowane jest bardziej przez to, co o nim zapamiętaliśmy, a mniej przez nasze cele, marzenia i możliwości. Zarówno w naszych codziennych wyborach, jak i w momentach przełomowych, wsłuchujemy się w zapamiętane dawno temu historie i — nawet o tym nie wiedząc — budujemy swoje życie według tego, co w tych opowieściach mamy utrwalone. Ciągle odtwarzamy tym samym zapamiętany wzorzec opisujący nasze doświadczenie, pozwalając przeszłości definiować kształt naszej teraźniejszości (a tym samym przyszłości).

Mózg ludzki myśli bowiem opowieściami. Opowieści te są zapisem naszych świadomych i nieświadomych doświadczeń. Pozwalają nam uprościć nieopisywalną złożoność tego, co nam się w życiu przydarza, nadać temu sens i konstruować przewidywania odnośnie do naszej przyszłości. Definiują to, kim jesteśmy, kim być nie możemy, po co możemy sięgnąć, a co nam się zupełnie — według nas samych — nie należy. „Jestem ofiarą moich rodziców”, „życie mnie nie oszczędza”, „nie wolno mi pokazywać słabości”, „nie zasłużyłam na spokojną pracę”, „moje musi być zawsze na wierzchu”. Te utrwalone słowa budują naszą tożsamość i nakreślają ramy i możliwości naszego potencjalnego życia. Układamy to życie tak, by było spójne z naszą opowieścią, karmiąc równocześnie iluzję, że to, co robimy, jest każdorazowo decyzją podejmowaną na bazie tylko tego, co dzieje się tu i teraz. Jesteśmy jednak w swoich poczynaniach mniej racjonalni, niż nam się wydaje, a bardziej konsekwentni wobec scenariusza, jaki zapisał się w naszej pamięci dawno temu.

Bez świadomości zautomatyzowanych opowieści o sobie samych trudno jest nam przestać multiplikować to, czego się wcześniej nauczyliśmy. Twórcze, świadome życie wymaga od nas rozpoznania, jakie składowe ma nasza najbardziej rdzenna opowieść o nas samych, o innych, o świecie wokół. Warto zatrzymać się zatem na dłużej przy pytaniach:

Co jest najlepszą metaforą opisującą moje dotychczasowe życie? Jeśli miałbym spojrzeć na siebie jak na bohatera powieści/serialu/spektaklu, jakimi słowami bym siebie opisał — zbuntowany, uległy, zagubiony, wszystkowiedzący? Jakie role przypadły w udziale moim bliskim, moim współpracownikom, ludziom z internetu? W jakim punkcie życia zawsze ląduję: rozczarowania, samozadowolenia, wyższości, niższości, porażki, bezradności? Kiedy najbardziej się wytężam, a w jakich sytuacjach zupełnie odpuszczam? Co mi się od życia należy, a co nie należy i kiedy nauczyłem się tak o sobie myśleć?

Na powyższe pytania trudno jest znaleźć adekwatną odpowiedź od razu. Dobrze więc pozwolić odpowiedziom przychodzić do nas stopniowo — szukać ich w chwilach rozmyślań, zaskoczeń, a nawet w snach. Warto rozważać je wraz z bliską osobą, terapeutą, mentorem. Jeśli jednak niemożliwa jest rozmowa o nich z zaufaną osobą, może pomóc regularne prowadzenie dziennika. Pisząc i wracając regularnie do notatek, łatwiej nam zauważyć w swoim funkcjonowaniu prawidłowości, powtórki, pułapki i role, na które wcale się nie zgodziliśmy, a przecież nieustannie je pełnimy.

Kiedy już rozpoznamy zawężenia naszej podstawowej egzystencjalnej opowieści, możemy pokierować swoją uwagę dalej, w stronę pytań o życie, jakie chcielibyśmy wieść:

Jaką metaforą mogłabym opisać życie, do którego dążę? Jaką chciałabym pełnić rolę w moim życiu? Jakie pragnę mieć relacje osobiste, zawodowe, sąsiedzkie, internetowe? W jakim punkcie mojego życia chciałabym każdorazowo lądować: refleksji, stabilności, rozkwitu, dojrzałości, odkrycia? Jakie stare opowieści o moim życiu potrzebuję najpierw pożegnać? W co chcę się zaangażować, a w co wkładać mniej energii? Na co potrzebuję zwrócić baczniejszą uwagę, a gdzie moja uwaga już nie jest potrzebna?

Utrzymujemy stare wzorce zachowań nie dlatego, że tak jest dla nas lepiej. Powtarzamy je, bo to wydaje się naszemu układowi nerwowemu bezpieczniejsze niż jakakolwiek, nawet najlepsza dla nas, zmiana. Dla emocjonalnej części naszego mózgu to, co nowe, nieuchronnie wiąże się z ryzykiem, lękiem i niewygodą. Niezależnie zatem od kosztów podtrzymywania starych strategii działania możemy trwać w tychże strategiach latami. Nasz mózg będzie bowiem każdorazowo wybierał to, co najlepiej rozpoznaje i w czym nauczył się już nawigować. Tym starym, bezpiecznym i wygodnym wzorcem działania może być dla nas — paradoksalnie — np. tkwienie w uzależnieniu, nieustanne odkładanie realizacji zadań na później, wikłanie się w związki o charakterze przemocowym lub objadanie się za każdym razem, gdy jesteśmy zestresowani.

Nasze stare nawyki mogły nas kiedyś ratować przed zupełną egzystencjalną dezintegracją. Nawet najgorsze z naszych zachowań mogły mieć w przeszłości również dobroczynną funkcję — próbę utrzymania wewnętrznej spójności wobec zewnętrznego chaosu. Upijanie się mogło być sposobem na poradzenie sobie z bólem przerastającym naszą emocjonalną pojemność. Objadanie pozwalało zablokować uczucie gniewu, którego nie mogliśmy w naszej rodzinie ani czuć, ani tym bardziej ujawniać wobec innych. Wejście w związek z przemocowym partnerem mogło stanowić nieudaną próbę sięgnięcia po więź, w czasach gdy samotność była dla nas bardziej dewastująca.

Nasza podróż ku nowemu i twórczemu życiu prowadzi zatem niemal zawsze przez dyskomfort i (często zupełnie irracjonalne) przez poczucie zagrożenia. Im zaś intensywniej odczuwamy lęk, dezorientację czy niepewność, tym większe prawdopodobieństwo, że właśnie próbujemy zmienić bardzo stary mechanizm działania. Każda zmiana nawyków zbyt mocno utrwalonych w naszym trybie życia zaczyna się zatem od zmierzenia się z falą nieprzyjemnych wewnętrznych doznań. Przez miesiące, lata, a może nawet dziesięciolecia niechciane zachowanie pozwalało nam trzymać trudne emocje, wspomnienia lub impulsy na wodzy. Twórcze, a nie odtwórcze życie będzie się zatem wiązało z budowaniem coraz większej pojemności na trudne emocje, myśli, wyobrażenia lub wspomnienia. Nie ma zmiany bez napotkania wewnętrznego oporu przed zmianą. To ostatnie to bardziej oznaka tego, że zmierzamy w dobrym kierunku, a nie przeszkoda, która miałaby nas z naszych dążeń wycofać.

Trudno zmieniać nasze życie, gdy jesteśmy w nieustannym ruchu. Pośpiech i presja zapraszają do nas te strategie działania, które w przeszłości sprawdziły się najlepiej w warunkach stresu. Wchodzimy wtedy niemal z automatu w tryb przetrwania, opuszczając tryb sprawczości i twórczości. W stresie adaptujemy się biernie do warunków zewnętrznych, mniej zaś formujemy nasze istnienie na kształt naszych najgłębszych pragnień i wartości.

Zmiana naszego życia może się zatem wydarzyć tylko wtedy, gdy będziemy mieli w nim przestrzeń na zatrzymanie się, niedziałanie i zreflektowanie się, w jakim kierunku zmierzamy. W psychoterapii taki stan nazywamy płodną próżnią. W momentach zaprzestania aktywności zewnętrznej wzmaga się nasza aktywność wewnętrzna. Nasza tożsamość, nasza emocjonalność, a nawet nasza pamięć mają możliwość zreorganizować się właśnie wtedy, gdy nie zajmujemy się reorganizowaniem świata zewnętrznego. Twórcze życie (również wewnętrzne) karmi się przerwą, ciszą, bezruchem.

Niedziałanie to również doskonały moment do zorientowania się, jakie bodźce zewnętrzne i wewnętrzne wywierają na nas największy wpływ.

Jakim myślom pozwalam sobą kierować? Jakich emocji próbuję unikać moim działaniem? Jakich wspomnień nie dopuszczam do swojej świadomości i jaką płacę za to cenę? Jakich opinii o sobie, reakcji ludzi, relacji z ludźmi unikam najbardziej i na jak wiele sposobów to robię?

Będąc w ciągłym ruchu, jesteśmy niezwykle mocno manipulowalni. Manipulatorami nie zawsze są inni ludzie czy zewnętrzne sytuacje. Czasami tym, co na nas w takich momentach wiecznej gonitwy wpływa, są nasze własne schematy i lęki. Zatrzymanie to zatem warunek przejęcia sprawstwa nad zewnętrznym i wewnętrznym chaosem.

***

Nie ma nic bardziej delikatnego niż życie, które postanawiamy wziąć w swoje ręce. Tak wiele dystraktorów, przyzwyczajeń i lęków staje między nami a egzystencją, jaką naprawdę wybieramy. Twórcze życie to życie w teraźniejszości, nakierowane na przyszłość. Ale równocześnie też to, które bierze pod uwagę naszą przeszłość i momenty, w których wspomnienia pozorują nasze obecne decyzje. Twórcze życie oparte jest na uważności i odwadze. I nieustępliwości w chwilach, gdy po raz kolejny zgubimy kierunek.

Sabina Sadecka — psychoterapeutka, psycholożka, nauczycielka terapii traumy. Autorka książki „Powrót do ciała. Jak odzyskać siebie po doświadczeniu traumy”, wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Twórczyni podcastu „Ładnie o traumie” na Spotify. Uczy studentów studiów podyplomowych USWPS w Poznaniu i Sopocie. Prowadzi webinary o psychoterapii (http://sabinasadecka.com). Mieszka i pracuje w Poznaniu. Asystuje podczas szkoleń terapii traumy w Hiszpanii

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version