Ten atak zdecydowanie nie doprowadzi do wstrzymania programu irańskiego nuklearnego. Mało tego, reżim zapewne zdwoi wysiłki, by broń atomową w końcu posiąść – mówi iranista i ekspert od Bliskiego Wschodu Marcin Krzyżanowski.

Marcin Krzyżnowski, iranista, b. dyplomata: W tym wypadku nie używałbym słowa „wojna” w tym tradycyjnym, potocznym rozumieniu tego słowa. Z jednej strony tak to będzie „wojna”, bo Iran nie puści tego płazem, aczkolwiek z racji tego, że oba państwa pozostają w znacznej odległości od siebie, trudno wyobrazić sobie jakichkolwiek operacje lądowe. Co więcej, irańskie lotnictwo nie jest w stanie przeprowadzać ataków odwetowych na Izrael, więc nie będzie to ani wojna z tradycyjną linią frontu, ani też permanentna wojna w powietrzu, kiedy obie strony przeprowadzają ciągłe ataki lotnicze czy rakietowe. Będzie to konflikt zbrojny z interwałami, czyli atak jednej strony, odwet, kolejny atak, kolejny odwet, i tak dalej…

– Dodajmy, że i przed tym ostatnim atakiem nie było szczególnie imponujące.

– To jest w tym momencie najważniejsze pytanie. Czy operacja „Powstający lew” zakończyła się aż takim sukcesem, jak mówi Izrael, czy aż takim niepowodzeniem, jak twierdzi irański reżim? Jeśli Izraelowi faktycznie udało się zniszczyć lub znacząco przetrzebić irański arsenał rakietowy, to Iran, pomimo szczerych chęci, nie będzie w stanie odpowiedzieć. Jeśli natomiast prawdą są relacje z podziemnych miast rakietowych pokazywanych przez reżimową propagandę, to Iran zachował swoje zdolności do ataku odwetowego i będzie próbował w bolesny sposób odpowiedzieć na operację sił izraelskich.

– To prawda, zginął dowódca Korpusu Strażników Rewolucji generał major Hessein Salami, szef sztabu generalnego, generał dywizji Mohammad Bagheri, czyli odpowiednik naszego generała Wiesława Kukuły. Izraelskie rakiety i drony zbiły też kilku innych wysokich stopniem wojskowych oraz naukowców zajmujących się irańskim programem nuklearnym.

– To kolejne z pytań bez odpowiedzi. Najważniejsze jednak pytanie brzmi, czy poza zabiciem prominentnych dowódców Izraelowi udało się też zniszczyć arsenał rakietowy Iranu? Dowódców, choć ich utrata to potężny cios w wizerunek reżimu, da się zastąpić. Siły zbrojne Iranu, pomimo wszystkich swoich braków i niedociągnięć są bardzo profesjonalne i przygotowane na tego typu wydarzenia. Łańcuch dowodzenia został tak zaplanowany, by poległych czy zabitych oficerów móc bardzo szybko zastąpić, więc następcy zabitych w atakach już objęli stanowiska. Owszem Izraelowi udało się wprowadzić trochę zamętu w irańskiej machinie wojennej, ale nie zdał jej śmiertelnego ciosu. Straty osobowe są dużo łatwiejsze do naprawienia niż zniszczenie arsenału rakietowego.

– Ten atak zdecydowanie nie doprowadzi do wstrzymania programu irańskiego nuklearnego. Mało tego, reżim zapewne zdwoi wysiłki, by broń atomową w końcu posiąść. O ile jeszcze wczoraj debata o tym, czy zbudować bombę atomową i mieć ją gotową do użycia, czy też tylko posiadać przygotowane technologie i materiały, żeby móc ją zbudować w krótkim czasie, w sytuacji zagrożenia, była raczej marginalna, teraz politycy będą o tym rozmawiać. Nim opadł kurz po ataku, już podniosły się głosy, że konwencjonalne odstraszanie Izraela nie działa, więc trzeba pójść krok dalej i zastanowić się poważnie nad jak najszybszym wejściem w posiadanie arsenału atomowego.

– Zgadza się, tak się to wszystko może skończyć.

– To nie jest początek końca reżimu. To nie jest nawet początek początku jego końca. Tego typu ataki nie są w stanie, kolokwialnie mówiąc, wyprowadzić ludzi na ulice. Nie spodziewam się w najbliższym czasie demonstracji czy wystąpień antyrządowych. Będziemy mieli raczej do czynienia z efektem flagi.

– Zdecydowanie tak. Zwłaszcza że poparcie dla monarchii w Iranie, podobnie jak dla samego księcia Rezy jest w granicach błędu statystycznego.

– To prawda. Od samego zwycięstwa rewolucji reżim dba o to, żeby nie było wobec niego praktycznie żadnej alternatywy. I czy nam się to podoba, czy nie, odniósł na tym polu zdecydowany sukces. W tym momencie w Iranie nie ma żadnej siły politycznej, która zasługiwałaby na miano opozycji. Jest owszem mnóstwo przeciwników Republiki Islamskiej, ale nie są oni zorganizowani. W związku z tym ludzie ci nie są ani w stanie przedstawić swoich postulatów politycznych, czy też konkurencyjnej względem Republiki islamskiej wizji państwa, ani tym bardziej wystąpić przeciwko obowiązującemu porządkowi.

Minister spraw zagranicznych Iranu Seyed Abbas Aragczi ogłosił właśnie, że nie wybiera się na rozmowy z Amerykanami do Omanu. Co ciekawe strona amerykańska wyraziła chęć kontynuacji tychże negocjacji, co w obecnej sytuacji wydaje się dość absurdalne. Pojawiają się niepotwierdzone informacje, że amerykański negocjator, specjalny wysłannik prezydenta USA na Bliski Wschód Steve Witkoff przyjedzie do Omanu tak czy siak, w nadziei, że rozmowy da się uratować.

– Racja, atakując Iran premier Binjamin Netanjahu prawdopodobnie uratował przynajmniej na jakiś czas swój fotel premierowski, ale cały proces negocjacyjny wysadził w powietrze.

– Dowiemy się, jak jest naprawdę za kilka, w porywach do kilkunastu godzin. Każdy ekspert od Bliskiego Wschodu zadaje sobie teraz pytanie, czy Izraelowi udało się faktycznie zniszczyć lub przynajmniej bardzo poważnie naruszyć irański arsenał rakietowy. Jeśli pomimo dotkliwych strat Iran zachował zdolności do uderzenia ofensywnego, będziemy mieli do czynienia z masowym atakiem na Izrael nie tylko dronów, które zostały już zestrzelone, ale i rakiet balistycznych.

– Oprócz Hutich Iran może jeszcze liczyć na szyickie milicje w Iraku i nieco mniej na mocno przetrzebiony Hezbollah. Hamas nie jest w tym momencie w stanie zagrozić w żaden sposób Izraelowi. Iran może próbować przeprowadzić masowy atak skoordynowany z sojusznikami, żeby obciążyć izraelską obronę przeciwrakietową. Pamiętajmy, że żadna tarcza antyrakietowa, nawet izraelska Żelazna Kopuła nie jest skuteczna w 100 proc. Przy potężnym, zmasowany ataku część rakiet może spaść na cele w Izraelu.

– Po początkowym szoku i niedowierzaniu zaczęła się konsolidacja społeczeństwa wokół władzy. Trzeba oczywiście mieć na uwadze fakt, że irańskie społeczeństwo jest bardzo podzielone. Zadeklarowani przeciwnicy Republiki Islamskiej będą zadowoleni z ciosów zadanych reżimowi, zaś zwolennicy władzy jeszcze bardziej się z nią utożsamią. Co ciekawe spora część umiarkowanych krytyków reżimu i zwyczajni ludzi uważają, że tym razem Izrael jednak przesadził. Można się więc spodziewać wzrostu nastrojów prorepublikańskich i w konsekwencji wzmocnienia reżimu. Wiele zależy oczywiście od tego, co będzie dalej.

– Było jasne, że nie da się uniknąć ofiar cywilnych. Proszę sobie wyobrazić, że mieszka pan w tym samym bloku, co świętej pamięci generał Bagheri, tylko trzy piętra niżej. Trzeba przyznać, że Izrael dokonał bardzo precyzyjnych uderzeń, bo bloki, w których mieszkały cele, stoją, choć zostały wypalone niektóre piętra. Tak czy owak, tak zmasowany atak nie przysporzy w Iranie sympatii dla Izraela.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version