Kiedy pojawiają się zainicjowane czynnikiem psychologicznym problemy ze zdrowiem, często traktujemy je jako wymyślone, a zatem nieistniejące i nieważne. Szukamy fizycznej przyczyny, bo ona zwalnia nas z odpowiedzialności. Jak więc myśleć, aby być pięknym, szczęśliwym, zdrowym i długo żyć?
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Choć kartezjański podział na ciało i duszę wciąż rezonuje w medycynie, psychoterapii czy komunikacji marketingowej, w świetle współczesnej nauki nie ma uzasadnienia. Badania z zakresu psychoneuroimmunologii — dziedziny nauki zajmującej się dociekaniem relacji między emocjami i procesami poznawczymi a układami nerwowym i odpornościowym — od kilku dekad pokazują dwukierunkowe związki między biologicznym i psychicznym funkcjonowaniem człowieka. Tymczasem zabetonowane społecznie przekonanie o tym, że życie psychiczne i fizyczne toczą się oddzielnymi torami, bardzo negatywnie wpływa na kondycję społeczeństw.
Niech zilustruje to przykład z życia wzięty — rozmowa lekarza gastrologa z jego pacjentką: około 30-letnia kobieta skarży się na bóle brzucha i inne problemy trawienne. Dłuższy wywiad ujawnia, że w tym samym czasie doświadcza także problemów skórnych, ma problemy z zasypianiem i budzi się przedwcześnie. Wyniki badań laboratoryjnych i gastroskopii — choć nie idealne — nie wskazują na znaczące problemy medyczne. Lekarzowi trudno znaleźć przyczynę dolegliwości. W końcu pyta kobietę, czy w jej życiu nie dzieje się coś trudnego, z czym sobie nie radzi. Chociaż początkowo urażona (z pana to co, jakiś psycholog czy psychiatra?), po chwili przyznaje, że rzeczywiście, rozwodzi się od kilku miesięcy, bardzo to przeżywa, ale chyba nie aż tak, żeby sobie wmawiać chorobę, a poza tym — jaki może być związek między rozwodem a wzdęciem?
Ta sytuacja pokazuje, w jaki sposób ludzie postrzegają zainicjowane lub zintensyfikowane czynnikiem psychologicznym problemy medyczne — jako wymyślone, a zatem nieistniejące, niefizyczne, nieważne. Tak bardzo chcemy znaleźć fizyczną przyczynę, bo ona zdejmuje z nas przynajmniej część odpowiedzialności za własne zdrowie. Tymczasem wiele badań wskazuje, że sposób myślenia, nasze emocje, uczucia, rutyny i rytuały nie tylko związane są z określonym stanem zdrowia, ale też na niego wpływają.
Emocjonalne otwieranie się
Jedną z fundamentalnych kwestii jest tłumienie emocji. Od dziecka uczymy się tłumić, wypierać nasze uczucia, myśli czy potrzeby. Przyczyną często jest kultura czy religia, w której się wychowujemy. Mamy się uśmiechać, choć jest nam przykro, bo jakiś dzieciak na placu zabaw przedziurawił nasz balonik. Nie rozumiemy materiału z matematyki, ale lepiej udawać, że tak, bo powiedzą, że jesteśmy mniej inteligentni, co jest gorsze od zaległości, które właśnie sobie fundujemy. Chcemy mieć dziecko w wieku 25 lat — broń Boże! Przecież to czas na zwiedzanie świata, dbanie o własny rozwój, zabawę, szaleństwa i gromadzenie dóbr materialnych…
Do ważnych wniosków doprowadziły badania amerykańskiego psychologa i badacza Jamesa Pennebakera. Jego badania wyrosły z doświadczeń własnych autora — podczas studiów w latach 70. XX w. doświadczał on wielu konfliktów w relacji z rodzicami. Każda weekendowa wizyta w rodzinnym domu, zamiast wiązać się z radością i relaksem — kończyła się chorobą. Młody James należał do środowiska hipisowskiego, co nie było pochwalane przez jego rodziców i na tym tle ciągle dochodziło do spięć. W czasie studiów psychologii poszukiwał metod, które mogłyby pomóc jemu i innym ludziom znajdującym się w podobnym położeniu. Zaczął zatem zapisywać swoje doznania i zauważył, że jego stan zdrowia uległ poprawie. W ten sposób stworzył szeroko stosowaną w psychologii i psychoterapii metodę emocjonalnego otwierania się (emotional disclosure). Jedno z pierwszych badań eksperymentalnych Pennebakera dotyczyło tłumienia emocji i jego skutków fizjologicznych. Wyniki pokazały, że u osób starających się oszukać uczestnika interakcji pojawiały się inne wzorce mimiki i ruchów gałek ocznych, a także silniejsze pobudzenie fizjologiczne niż w sytuacji szczerej ekspresji siebie. Kiedy staramy się oszukać siebie lub innych, że czujemy się inaczej, niż naprawdę się czujemy, wówczas ponosimy koszt psychofizjologiczny, który bardzo często musimy odchorować.
Tymczasem otwarte ujawnianie swoich emocji, szczere rozmowy, płacz (jakże tłumiony przez kulturę) sprawiają, że nasz układ odpornościowy lepiej spełnia swoje funkcje (poprzez wzmożoną odpowiedź limfocytów), ciśnienie krwi się stabilizuje, a także zmniejsza się częstotliwość doświadczania stanów przygnębienia.
Ukłucie w okolicy serca
Do podobnych wniosków w kontekście związków między myśleniem a zdrowiem prowadzi badanie przeprowadzone przez Suzanne Segerstrom, Shelley Taylor, Margaret Kemeny oraz Johna Faheya ze studentami prawa. Pozytywna orientacja na przyszłość — aktywny optymizm był u badanych związany nie tylko z lepszym nastrojem (co dość intuicyjne i logiczne), ale także z wyższą aktywnością limfocytów T oraz wyższą cytotoksycznością (zdolnością do zabijania patogenów) komórek NK — naturalnych zabójców.
Biorąc pod uwagę wyniki metaanaliz, z dużą dozą pewności można powiedzieć, że czynnikiem stanowiącym niejako pomost między myśleniem, emocjami i zachowaniem a zdrowiem fizycznym jest poziom stresu (prowadzący czasem do tak zwanych zaburzeń autostresowych) oraz strategie radzenia sobie z nim. Warto jednak, po pierwsze, zdefiniować, czym ten stres jest — bo ludzie kojarzą go głównie z napięciem w ciele, a to jest konsekwencja stresu. A po drugie, skupić się na tym, na co mamy wpływ — czyli strategiach radzenia sobie w trudnych, stresujących sytuacjach.
Stres to reakcja organizmu na sytuację lub wydarzenie odbierane przez człowieka jako zagrażające lub przerastające jego możliwości w danym momencie. Inaczej można powiedzieć, że stres odczuwamy, gdy coś idzie niezgodnie z naszym planem, komplikuje nasze osobiste dążenia i zamiast przybliżać — oddala nas od celu. Ogólnie — tracimy kontrolę nad sytuacją, nad sobą. W różnych częściach naszego ciała zaczyna się wtedy dziać coś nieprzyjemnego — niektórzy czują ukłucie w okolicy serca, ucisk lub suchość w gardle, skurcz żołądka, zaczynamy się pocić, nasze myśli kłębią się w głowie, zaczynamy szybciej oddychać, w końcu całe ciało jest spięte. Objawy fizjologiczne wiążą się ze zwiększeniem w naszej krwi hormonów stresu: adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. Te reakcje wywołują nasze myśli i sposób postrzegania sytuacji (często obiektywny, choć nie zawsze). Natura stworzyła ten mechanizm nie po to, aby nam zaszkodzić, ale by nam pomóc stawić czoło trudnościom, gdyż krótkotrwałe podwyższenie stężenia hormonów stresu (o ile nie jest za wysokie) często pomaga nam efektywnie rozprawić się z napotkaną przeszkodą. Problem tkwi jednak w przewlekłości tego stanu, kiedy jesteśmy gotowi do walki organizmu oraz intensywności tych reakcji. Trochę jak z solą w zupie: zupełnie bez soli — nie ma smaku, ale jak przesolimy — będzie nie do zjedzenia. To, na ile szybko odpowiemy silną reakcją, wynika m.in. z naszego uwarunkowania temperamentalnego (będącego pochodną układu nerwowego). Osoby wysoko reaktywne (bardziej pobudliwe) reagują dość szybko nawet na niewielkie stresory. Osoby nisko reaktywne zazwyczaj lubią sytuację lekkiego napięcia, np. pracę pod presją czasu lub mocno obciążające, wręcz ryzykowne aktywności. Czy ma to jakieś znaczenie? Tak, bo już na samym wstępie dostajemy od natury wyprawkę, która wpływa na nasze myśli, uczucia, zachowania, a w konsekwencji na stan zdrowia. Oczywiście, nie oznacza to, że wysoko reaktywna osoba jest skazana na zaburzenia autostresowe — czyli przewlekłe, utrudniające funkcjonowanie stany napięcia emocjonalnego związane z obniżeniem odporności i zwiększoną podatnością na liczne choroby infekcyjne czy nowotworowe. Prawdopodobnie klucz tkwi w tym, co z tym stresem robimy — jak przebiegają nasze procesy myślowe związane ze stresorem, a w konsekwencji, jakich emocji doświadczamy i jak z nimi postępujemy.
Fragment książki „Jak dbać o swoją odporność psychiczną. Psychoterapeutyczny pomocnik, aby lepiej dawać sobie radę” wydanej przez Ringier Axel Springer Polska. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”.
Okładka książki „Jak dbać o swoją odporność psychiczną. Psychoterapeutyczny pomocnik, aby lepiej dawać sobie radę”
Foto: materiały prasowe/Ringier Axel Springer Polska

