W CBA był ulubionym agentem Mariusza Kamińskiego, wyleciał z pracy po zmianie władzy, bo sprowadził do biura prostytutkę, miał kontakty z wpływowymi politykami prawicy. Bywał w Pałacu Prezydenckim za Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego. Teraz okazało się, że to Artur Chodziński łączył ludzi z PiS z szefem Zondacrypto Przemysławem Kralem.
Artur Chodziński jest jednym z tych agentów CBA, o których jest zawsze głośno. Podobnie jak Tomasz Kaczmarek, lubił być blisko władzy i w świetle reflektorów. Był przekonany o swoich wpływach w służbach, w wymiarze sprawiedliwości i w partii. Człowiek Mariusza Kamińskiego, którego „Mario” wyciągnął z politycznych zaświatów.
Chodziński do CBA przyszedł, kiedy Kamiński tworzył tę służb. Był w tym naborze, do którego były szef służb miał największy sentyment. Był agentem we Wrocławiu, w delegaturze uważanej za ulubioną zarówno przez Mariusza Kamińskiego, jak i Zbigniewa Ziobrę. Ale robotę stracił, kiedy zmienił się rząd i Paweł Wojtunik przejął kierowanie Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Nie dlatego, że Chodziński był człowiekiem Kamińskiego. Stało się tak dlatego, że po godzinach sprowadził do biura prostytutkę.
Wrócił natychmiast po wyborach w 2015 r., bo nowi szefowie CBA nie widzieli nic złego w sprowadzaniu postronnych osób do siedziby delegatury służby specjalnej. Na zasłużoną emeryturę odszedł dopiero w 2023 r. Tuż przed wyborami, po których PiS utraciło władzę.
Będąc funkcjonariuszem, prowadził na X przynajmniej dwa konta pod zmienionymi danymi. Oba były wyjątkowo zajadłe w walce o dobre imię PiS i w „lustrowaniu” polityków ówczesnej opozycji.
Kontakty z PiS, ludźmi Karola Nawrockiego i… Zondacrypto
Po przejściu na emeryturę Chodziński razem z kolegami ze służb założył fundację Frontline Foundation. Robert Zieliński w TVN24 opisywał jej działanie i konflikt, jaki pojawił się w niej kilka tygodni temu.
Chodziński starał się cały czas trzymać rękę na politycznym pulsie. Nawiązał kontakty z Kancelarią Prezydenta. Z Andrzejem Dudą spotykał się od czasu do czasu, bo były prezydent miał słabość do służb i uwielbiał „tajną” wiedzę. A o Chodzińskim na pewno można powiedzieć, że umie opowiadać historie z życia służb. Kiedy wybory wygrał Karol Nawrocki, Chodziński utrzymał kontakty z prezydenckim zapleczem. Umiał zbudować w politykach, którzy trafili do Pałacu przekonanie, że ma wiedzę tajną i niedostępną dla innych. W tym samym czasie pracował już dla Przemysława Krala. Miał prowadzić dla niego „analizy jego spraw cywilnych i karnych”. Jakby Krala nie było stać na naprawdę dobrych prawników. Ale współpraca Chodzińskiego z Kralem nie spodobała się współzałożycielom Frontline Foundation. Odszedł z fundacji, kiedy Zondacrypto zaczęła mieć problemy. Twierdził, że nigdy nie robił nic w związku z kryptowalutami. Ale robił sporo w związku z polityką. To on miał przekonać Zbigniewa Ziobrę, żeby przyjął pieniądze od Krala na fundację.
— O nim i o możliwości wsparcia finansowego powiedział mi Artur Chodziński, były wysoki funkcjonariusz CBA, którego znałem, ceniłem i uważałem za osobę wiarygodną — powiedział w rozmowie z portalem niezalezna.pl były minister sprawiedliwości.
Także Chodziński załatwił spotkanie Michała Moskala z Przemysławem Kralem. Trzeba naprawdę mieć dobre rozeznanie w życiu Nowogrodzkiej, żeby uznać, że to właśnie spotkanie z Michałem Moskalem będzie opłacalne. Moskal nie jest powszechnie znanym posłem, ale znawcy wiedzą, że przez długi czas był „teczkowym” prezesa Kaczyńskiego i po przejściu na emeryturę „pani Basi” przejął jej zadania, ustalając kalendarz prezesa. To do Moskala ustawiała się długa kolejka posłów liczących na przychylność i dotarcie do ucha prezesa. Po spotkaniu z Kralem zorganizowanym przez Chodzińskiego Michał Moskal nagle zainteresował się kryptowalutami.
Artur Chodziński był jednym z prelegentów w czasie ostatniego kongresu PiS w Katowicach. Zawsze stara się być blisko polityków. Tym razem trafił z nimi na imprezę organizowaną przez Radosława Tadajewskiego. To przedsiębiorca, który za czasów PiS dostał kilka bardzo intratnych kontraktów. Przez jakiś czas był związany z tak zwanym układem wrocławskim, ale poróżnił się z Adamem Hofmanem. Co ciekawe, to Chodziński jako agent CBA rozpracowywał częściowo układ wrocławski i interesy Radosława Tadajewskiego. Ale łączy ich nie tylko ta jedna impreza. Chociaż Tadajewski przekonuje, że z Frontline Foundation nie ma nic wspólnego, to w konflikcie Chodzińskiego z partnerami brał czynny udział. Przynajmniej tak wynika z korespondencji, do której dotarł Onet:
„Do rozmowy włączył się Radek [chodzi o Tadajewskiego — przyp. red.], który próbował to wszystko łagodzić, jak to on i tłumaczyć im, że zdecydowanie przesadzili. No ale padło niestety bardzo wiele niefajnych słów, a ja złożyłem rezygnację z rady fundacji. W dodatku, jak już ją złożyłem, to zesrany wciąż po pachy Norbert („ojejku, Atlantic Council mnie zaprosiło na kolację, a jak teraz odmówią?”) napisał do mnie skrajnie bezczelnego maila, że ponieważ mam komputer użyczony przez FF członkowi rady fundacji, a zrezygnowałem z rady fundacji, to może bym oddał komputer… Więc wtedy już mi się kompletnie odpalił lont i mu odpowiedziałem w sposób, który wyklucza dalszy kontakt. Dostał wszystko, co ma ode mnie i po prostu mi ukradł fundację, bo jest zakompleksionym tchórzem. W dodatku Maciek zaczął chodzić po mieście i pierd**** o tym wszystkim gdzie się da. Tylko najbardziej się zdziwił, gdy powiedział Radkowi, że ja mam przejeb**** na Nowogrodzkiej, tymczasem właśnie tego samego dnia Radek był ze mną na Nowogrodzkiej najwyżej, jak się da”.
Tadajewski mówi, że na Nowogrodzkiej nigdy nie był.
Spotkania „na Nowogrodzkiej najwyżej, jak się da” i łączenie wpływowego posła PiS Michała Moskala z Przemysławem Kralem to dobra ilustracja tego, co dała Arturowi Chodzińskiemu praca w służbach. Kontakty w świecie polityki, które mógł wykorzystać w biznesie.

