Spór dotyczy między innymi francuskiego koncernu energetycznego TotalEnergies. Firma planowała realizację dwóch dużych projektów offshore w Stanach Zjednoczonych: Attentive Energy u wybrzeży Nowego Jorku oraz Carolina Long Bay w Karolinie Północnej. Pierwszy z nich miał dostarczać energię dla około miliona domów i przedsiębiorstw w Nowym Jorku oraz New Jersey.
W marcu 2026 r. TotalEnergies zawarło jednak porozumienie z administracją Trumpa. W zamian za rezygnację z projektów spółka otrzymała 928 mln dolarów i zadeklarowała większe inwestycje w sektor ropy i gazu. W kolejnych tygodniach podobne umowy objęły także projekty Golden State Wind w Kalifornii oraz Blue Point Wind u wybrzeży Nowego Jorku. Łączna wartość wypłat przekroczyła 2 mld dolarów.
To właśnie te decyzje stały się przedmiotem pozwu wniesionego przez siedem stanów północno-wschodnich. Ich prokuratorzy generalni argumentują, że region potrzebuje nowych źródeł energii elektrycznej, a zablokowane projekty miały poprawić stabilność sieci i pomóc w realizacji ustawowych celów klimatycznych.
Bezprecedensowe porozumienia
Sprawa budzi zdziwienie także wśród prawników zajmujących się energetyką. „Nazwanie tych umów nietypowymi byłoby ogromnym niedopowiedzeniem” – stwierdził w rozmowie z anglojęzyczną Al Jazeerą Dave Owens, profesor prawa na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Podobnie ocenia sytuację Jordan Diamond z Environmental Law Institute. Jak podkreśla, nie zna wcześniejszego przypadku, w którym inwestorzy otrzymali pieniądze za rezygnację z dzierżaw przeznaczonych pod rozwój energetyki wiatrowej.
Kontrowersje budzi również sposób wykorzystania środków publicznych. Kalifornijska Komisja Energetyczna zażądała od inwestorów dokumentów związanych z negocjacjami prowadzonymi z rządem federalnym. Według komisji rezygnacja z projektu Golden State Wind może oznaczać utratę ponad 100 mln dolarów wcześniej wydanych na przygotowanie portów, nabrzeży i innej infrastruktury niezbędnej do obsługi przyszłej farmy wiatrowej.
Własne dochodzenie rozpoczęli także kongresmeni Jared Huffman i Jamie Raskin. Chcą ustalić, dlaczego pieniądze publiczne zostały wykorzystane do finansowania porozumień, które określili jako niezgodne z prawem.
Trump kontra morska energetyka wiatrowa
Donald Trump od dawna krytykuje morskie farmy wiatrowe. Jego administracja już wcześniej próbowała ograniczać rozwój tego sektora, wstrzymując lub opóźniając część projektów realizowanych u wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Jednym z argumentów przedstawianych przez Departament Spraw Wewnętrznych były zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa narodowego zgłaszane przez Pentagon.
Autorzy pozwu twierdzą jednak, że kwestie bezpieczeństwa zostały szczegółowo przeanalizowane jeszcze przed przyznaniem dzierżaw. Ich zdaniem administracja nie przedstawiła przekonujących powodów zmiany stanowiska ani nie wyjaśniła, dlaczego zrezygnowano z wcześniej zaakceptowanych projektów.
Jordan Diamond uważa, że działania administracji należy postrzegać jako część szerszej polityki wspierania paliw kopalnych. Rząd ograniczył już wcześniej część programów wsparcia dla energetyki słonecznej, samochodów elektrycznych oraz innych technologii niskoemisyjnych.
Jednocześnie morska energetyka wiatrowa nie należy obecnie do najtańszych źródeł energii. Według raportu firmy Lazard koszt produkcji energii z takich instalacji wynosi od 70 do 157 dolarów za megawatogodzinę. To więcej niż w przypadku lądowych farm wiatrowych czy elektrowni słonecznych, choć w wielu przypadkach pozostaje konkurencyjne wobec części źródeł opartych na paliwach kopalnych.
Eksperci zwracają uwagę, że najpoważniejszym skutkiem obecnych działań może być podważenie zaufania inwestorów do stabilności amerykańskiej polityki energetycznej. Patrick Pouyanné, prezes TotalEnergies, mówił w kwietniu, że rozwój morskiej energetyki wiatrowej wymaga wielu lat przygotowań, a częste zmiany kierunku polityki państwa utrudniają prowadzenie takich przedsięwzięć.
Spór prawdopodobnie szybko się nie zakończy. Trwają kolejne dochodzenia, a eksperci spodziewają się następnych pozwów. Stawką są nie tylko cztery konkretne projekty, lecz także wiarygodność amerykańskiego rynku energetycznego. Dla stanów, które zainwestowały już setki milionów dolarów w porty, szkolenia pracowników i infrastrukturę, wycofanie kolejnych projektów oznaczałoby realne straty gospodarcze i utratę miejsc pracy.














