To, co widzimy od kilku dni, to zakończenie sezonu ogórkowego i początek nowego politycznego rozdania. W praktyce oznacza to również start kampanii wyborczej, która potrwa ponad rok. Musimy nastawić się na naprawdę gorącą polityczną jesień, zimę, wiosnę i lato.

Donald Tusk ma ostatnio niewiele powodów do radości. Sondaże są bardzo takie sobie. Jego partia wprawdzie notuje najlepszy wynik, ale jednocześnie nie ma realnych partnerów do rządzenia, bo PSL balansuje na granicy progu wyborczego. Polacy nie są zachwyceni tym, jak premier radzi sobie z problemami rządu. Są za to przekonani, że sprawy w kraju nie idą w dobrym kierunku. Na rok przed wyborami nie jest to dobra prognoza. Tusk musi przypomnieć wyborcom, dlaczego trzy lata temu postawili właśnie na jego formację. Potrzebuje do tego mocnych argumentów. Na swoje szczęście ma nie jednego, lecz trzy asy w rękawie.

Maciej Berek to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Donalda Tuska. Nie jest i nigdy nie był politykiem pierwszego szeregu. Zawsze miał raczej urzędniczy charakter, ale był tam, gdzie potrzebował go Donald Tusk. Tym razem premier uznał, że potrzebuje go w Trybunale Konstytucyjnym. Bo, jak mówi kilku naszych rozmówców z KO, „skończyła się miękka gra”.

Przez bardzo długi czas rządząca koalicja nie wiedziała, co zrobić z Trybunałem Konstytucyjnym. Początkowo po prostu czekała na jakiś przełom. Dopiero w tym roku postanowiła wybrać sędziów TK na wakaty. Miało to sens również dlatego, że przepisy są dość niejasne. Według części interpretacji dziewięcioletnia kadencja sędziego biegnie od momentu zaprzysiężenia, a więc kończy się długo po przyszłorocznych wyborach.

Donald Tusk przez długi czas uważał, że nie może wejść w buty PiS i agresywnie przejmować instytucji takich jak TK. Jednak przy całym chaosie, który pozostawił po sobie PiS, okazało się to zwyczajnie niemożliwe. Dlatego Tusk robi dziś dokładnie to samo, co wcześniej Kaczyński: umieszcza swoich ludzi, i to tych najwierniejszych, tam, gdzie mogą okazać się potrzebni.

Kaczyński do Trybunału wstawił Stanisława Piotrowicza, Krystynę Pawłowicz czy Bartłomieja Sochańskiego. Wszyscy byli związani z PiS. Jedynie były poseł tej partii Piotr Pszczółkowski zerwał później z polityczną lojalnością wobec swojego środowiska. Na koniec Kaczyński wspólnie ze Zbigniewem Ziobrą zostawili następcom Bogdana Święczkowskiego w fotelu prezesa TK. To najwierniejszy z wiernych towarzyszy Ziobry, który w pewnym momencie wszedł też do kręgu zaufania prezesa.

Maciej Berek w Trybunale nie jest więc wyjątkiem od dotychczasowych standardów. To raczej dowód na to, że Donald Tusk chce przejąć Trybunał dokładnie tak samo, jak zrobił to Jarosław Kaczyński. Na decyzję premiera wyraźnie wpłynęła również postawa prezydenta, który nie zaprzysiągł czterech nowo wybranych sędziów. Tusk zwyczajnie nie wie, co stałoby się z nimi, gdyby przyszłoroczne wybory wygrał PiS. Chce więc zostawić w Trybunale kogoś, kto będzie „pilnował interesu”. O ile oczywiście prezydent zdecyduje się Berka zaprzysiąc.

Afery z czasów rządów PiS dotyczą ogromnych pieniędzy i poważnych nadużyć, ale po pierwsze postępowanie w tych sprawach trwa od trzech lat a po drugie trochę się opatrzyły. Wyborcy są znużeni (niezależnie od tego jak poważne są to sprawy) wymienianiem nieustannie Funduszu Sprawiedliwości, NCBiR, wyborów kopertowych, afery wizowej, Orlenu, skoro żaden polityk PiS nie został w tych sprawach skazany. Oczywiście są akty oskarżenia i zarzuty, ale nie ma w tych postępowaniach nic spektakularnego.

Dlatego sprawa Zondacrypto i związków Przemysława Krala z ludźmi PiS ma dla obozu rządzącego szczególną wartość polityczną. Są tu wszystkie elementy, które przyciągają uwagę wyborców: wielkie pieniądze, ciemne interesy, kontrowersyjne relacje oraz ludzie z kręgów Nowogrodzkiej. W dodatku wszystko to ma posmak świeżości. Opinia publiczna ma poczucie, że nie poznała jeszcze całej historii, a niemal każdego dnia pojawiają się nowe informacje i nowe tropy.

W ten obraz wpisuje się także szybkie postawienie zarzutów szefowi PKOl Radosławowi Piesiewiczowi. Dla elektoratu Koalicji Obywatelskiej jest to sygnał, że rozliczenia nie utknęły w martwym punkcie. Tym bardziej że z przecieków wynika, iż to dopiero początek, a wkrótce ma dojść do kolejnych zatrzymań. Na liście jest przynajmniej kilka nazwisk, które mają sporo wspólnego z PiS-em.

Do kategorii argumentów, których Donald Tusk potrzebuje na następną rozgrywkę należy też zaliczyć zmiany w podatkach zaproponowane ostatnio przez Andrzeja Domańskiego. Nieprzypadkowo zarówno minister finansów, jak i premier, przedstawiając nowe rozwiązania, podkreślali odciążenie klasy średniej. To właśnie wyborcy KO, którzy zaczęli mieć dość. Rząd musi zaoferować realną korzyść dla podatników. Zaowocuje to w czasie wyborów – Polacy rozliczą w kwietniu PIT-y i może będą pamiętali o tym w październiku przy urnach.

W planie premiera na kampanię pojawi się jeszcze przynajmniej kilka argumentów, które przemówią do wyborców. Chodzi przede wszystkim o służbę zdrowia, ale nie tylko. Tusk bardzo poważnie planuje nadchodzącą rozgrywkę, bo tym razem to naprawdę może być ostatni raz.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version