Usłyszałam kiedyś od kosmetyczki, że starość zaczyna się po 25. roku życia. Już wtedy należy zadbać o odpowiednie dawki botoksu, tak by zapobiec zmarszczkom, które tylko czyhają na to, by pokazać się na naszym obliczu.
Publikujemy fragment książki „Srebrna fala”.
Ja tę okazję przegapiłam, bo mając lat dwadzieścia kilka, nie wierzyłam ani w starość, ani w botoks. To drugie w sumie się nie zmieniło, za to starzenie się to temat, który mnie teraz interesuje o wiele bardziej. Z wiekiem zmienia się nie tylko nasze ciało, ale także i głowa. Dorastamy, nabieramy doświadczenia i podobno także mądrości.
Przy pracy nad tą książką dotarło do mnie, że im bardziej przyglądam się swojemu ciału i swojej twarzy, tym więcej zmarszczek czy niedoskonałości dostrzegam. Każdy kolejny obejrzany na YouTubie filmik o tym, jak poprawić owal twarzy, czy to odpowiednim masażem czy też pielęgnacją, podsuwa kolejne zagadnienia, które wymagają interwencji. Rośnie presja, by zajmować się każdą zmarszczką na twarzy lub niedoskonałością ciała, bo kiedy już raz dostrzeżemy linie marionetki (jeszcze kilka miesięcy temu nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje), to trudno o nich zapomnieć. Mnożą się rutyny pielęgnacyjne, a wraz z nimi kolejne gadżety, zabiegi i wydane pieniądze oraz poświęcony na to wszystko czas.
I o ile masażer do twarzy, którym można się pomiziać codziennie wieczorem, nie budzi moich zastrzeżeń, o tyle mam wrażenie, że taka uwaga selektywna, a tak nazywa się to zjawisko w psychologii, kiedy koncentrujemy się na pewnym temacie (np. medycyny estetycznej) i przez to dostrzegamy coraz więcej niedoskonałości i stajemy się na nie wyczuleni, może być już niebezpieczna.
Jeśli stale jesteśmy wystawieni na idealne wizerunki kobiecych ciał: gładkie twarze bez jednej zmarszczki, piękne włosy, nieskazitelne ujędrnione sylwetki, to nieustannie się do nich porównujemy i dziwne byłoby, gdyby pozostawało to bez wpływu na naszą samoocenę. Zbadano zjawisko, które nazywa się body surveillance, a które można by nazwać „nadzorowaniem ciała” — dotyka ono przede wszystkim kobiet, ale coraz częściej staje się problemem także dla mężczyzn. Polega na nieustannym prowadzeniu obserwacji swojego ciała i wyszukiwaniu niedoskonałości. Za każdym razem zastanawiam się, czy gdyby kobiety skupiały się tak mocno na innych aspektach swojej działalności, takich jak kariera naukowa czy rozwój zawodowy, jak koncentrują się na walce o zachowanie własnej atrakcyjności, czyli piękna i młodości, to jaki byłby nasz świat? W książce Obsesja piękna dr Renee Engeln pisze tak:
Władza płynąca z piękna nie jest też oparta na solidnych podstawach. Zależy całkowicie od cudzego uznania. Nigdy nie należy do samej kobiety — w istocie sprawują ją inni. Co gorsza, ma ściśle określony termin ważności, ponieważ uroda niemal powszechnie wiąże się z młodością. Takiej władzy nie da się utrzymać. Traci się ją po trzydziestce — ewentualnie po czterdziestce, jeśli korzysta się z usług trenera personalnego, chirurga plastycznego i stylisty. A przecież kobiety powinny z wiekiem zyskiwać coraz większą władzę, w miarę jak zdobywają cenne umiejętności, doświadczenie i mądrość. Jeśli oprzemy władzę na urodzie, ryzykujemy, że zniknie ona wraz z młodością. Sytuacja, w której władza zaczyna znikać, właśnie wtedy, kiedy kobieta zyskuje pozycję w świecie, jest groteskowa. To nienaturalne, że taka władza budzi w kobietach lęk przed przyznawaniem się do wieku, zaś mężczyźni mogą spać spokojnie — są na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ upływ czasu uszlachetnia ich wygląd.
Myślę, że z tego cytatu wynika, że starzenie się jest dla kobiet związane z utratą pewnej, dość ulotnej, ale bardzo ważnej władzy związanej z seksualnością oraz atrakcyjnością. To także nagłe zdanie sobie sprawy z pewnych utraconych możliwości. Zanim zaczęłam pisać tę książkę, nie przyszło mi do głowy zastanawiać się nad tym ani kiedy zaczyna się starość, ani czym jest menopauza i jaki ma wpływ na kobiece ciało i psychikę. Czytając kolejne materiały do tego rozdziału, zorientowałam się, że to temat, który dotyczy mnie samej. I tak okazuje się, że już po 35. roku życia kobiece ciało przygotowuje się do menopauzy, która nastąpi dopiero za kilka lub kilkanaście lat. W tym czasie powinno się priorytetowo potraktować zarówno sen, jak i odpowiednią dietę oraz ćwiczenia siłowe, bo to dzięki temu zwiększamy szanse na lepszą starość. W ramach profilaktyki zdrowotnej warto obserwować swój cykl, bo zmiany związane z nieregularnymi miesiączkami mogą być także objawami perimenopauzy. Zjawisko perimenopauzy wyjaśnia raport przygotowany przez Kulczyk Foundation:
U wielu kobiet w czasie przejścia menopauzalnego cykl miesiączkowy się zmienia. Dzieje się tak już kilka lat przed ostatnią miesiączką. — Cykle mogą się skrócić lub wydłużyć. We wczesnym okresie przejścia menopauzalnego różnice w długości poszczególnych cykli przekraczają siedem dni. Gdy przerwa w comiesięcznych krwawieniach sięga co najmniej 60 dni, mówimy o późnym okresie przejścia menopauzalnego — tłumaczy dr n. med. Małgorzata Bińkowska, ginekolożka i endokrynolożka, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy.
Aż cisną się na usta pytania: „Czy to już?”, „Co mogę zrobić, żeby przejść przez to gładko?”. Myślę, że menopauza oraz to, jakie zmiany w życiu kobiety przynosi, to temat, który ostatnimi czasy przestał być tabu. Pojawiają się coraz liczniejsze książki, raporty czy podcasty, a także szkolenia. Mimo to w komentarzach pod artykułami czy filmikami na YouTubie na temat menopauzy wciąż pojawiają się sformułowania typu: „Boję się”, „Nie chcę tego”, „Nie jestem na to gotowa”. Jak oswoić ten lęk? Przecież nie jest to proces, który można zatrzymać. Z badań wynika, że kobiety o wiele częściej myślą o kwestiach związanych ze starzeniem się. To rzecz, która wymaga naszej uwagi na kilku poziomach. W raporcie CBOS z 2012 roku „Polacy wobec własnej starości” czytamy:
Zastanawianie się nad własną starością zależne jest również od płci. Częste myślenie o starości deklaruje 38 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn. Należy jednak dodać, że w wylosowanej próbie średnia wieku kobiet jest wyższa niż mężczyzn — wynosi odpowiednio: 48 i 45 lat. Z analizy odpowiedzi osób z poszczególnych kategorii wiekowych wynika, że kobiety — prawie we wszystkich wyodrębnionych grupach — częściej myślą o starości. Jedynie wśród osób w wieku 25–34 lata kobiety i mężczyźni porównywalnie często myślą o tym etapie życia.
Z rozmowy Natalii Kusiak z dr Agnieszką Nalewczyńską w podcaście „Pierwsza randka” dowiadujemy się, że pierwsze objawy menopauzy to nie tylko uderzenia gorąca, które są znanym symptomem, ale także powoli pogarszający się wzrok i częstsze zapominanie o różnych rzeczach. W raporcie Kulczyk Foundation znajdziemy z kolei informacje o tym, że objawy menopauzy wpływają nie tylko na zdrowie kobiet, ale także na sposób ich postrzegania na rynku pracy. Mimo że często nie są już tak mocno obciążone życiem rodzinnym, jak ich koleżanki z młodszymi dziećmi, to nie dostrzega się wartości, jakie mogą przynieść pracodawcom.
Myślenie o starzeniu się i starości to zagadnienie filozoficzne. Dzięki takim rozmyślaniom możemy skonfrontować się z wizją własnej śmiertelności. To może budzić lęk, ale jest też dobrym momentem do zastanowienia się nad tym, co jest w naszym życiu istotne. W trakcie pisania tego rozdziału odezwała się do mnie koleżanka, która przypomniała mi, że w 2017 roku brałam udział w akcji „Wysokich Obcasów”, polegającej na nadsyłaniu do redakcji zdjęć swojego nieidealnego, czyli normalnego ciała — z cellulitem, fałdkami czy wszystkimi innymi „niedoskonałościami”. Najpierw takie zdjęcia zrobiły sobie redaktorki pisma: założyły stroje kąpielowe i wrzuciły niewyretuszowane zdjęcia do sieci, z hasłem, że już są gotowe na plażę. Do podzielenia się swoimi fotkami zachęciły swoje czytelniczki. Ja również wysłałam zdjęcie z wakacji w krótkich spodenkach, z widocznym cellulitem. Redaktorka wybrała pięć dziewcząt, które zaprosiła na sesję zdjęciową i rozmowy. Zdjęcie z tej sesji opublikowano na okładce.
Koleżanka zapytała mnie, co myślę o tym teraz, osiem lat po tej sesji. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i z dużym zdziwieniem odkryłam, że coraz rzadziej myślę o swoich niedoskonałych nogach. Wraz ze zbliżającymi się 40. urodzinami mam dla siebie o wiele więcej akceptacji i miłości niż kiedykolwiek wcześniej. Doceniam codziennie swoje ciało, bo jestem sprawna, mogę podnosić ciężary, biegać i ćwiczyć jogę. Po urodzeniu dzieci zdałam sobie sprawę, że nie muszę, ale chcę o siebie dbać przede wszystkim w kontekście zdrowia. Rewolucja, do której wyzwały osiem lat temu „Wysokie Obcasy”, nie wydarzyła się w jeden dzień, ale to właśnie kolejne lata pokazały mi, że moje priorytety się przetasowały i coś, co kiedyś zajmowało bardzo wiele miejsca w mojej głowie, obecnie prawie nie zabiera mi czasu. Patrzę na te zdjęcia i widzę atrakcyjne, młode kobiety, które wyglądają naprawdę wspaniale i w ogóle nie rozumiem, dlaczego mogłyby mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do siebie. Staram się też pilnować, by nie narzekać na swoje ciało czy figurę.
To dość trudne, bo przez lata uważałam, że taka błazeńska narracja chroni mnie przed komentarzami i atakami ze strony innych ludzi. Teraz wiem, że to, co Renee Engeln w Obsesji piękna nazywa fat talk czy age talk, tak naprawdę nikomu nie służy. Fat talk to negatywne mówienie o sobie, autorka wspomnianej książki opowiada wręcz o sesjach krytykanctwa, które uprawiały bliskie jej kobiety. Przy okazji spotkań towarzyskich potrafiły szczegółowo wytykać sobie nawzajem wszystkie wady, te realne i wyobrażone. Engeln nazwała to fat talk i wskazała, że tego typu narracja nie tylko uprzedmiotawia osoby biorące w niej udział, ale też wcale nie poprawia samopoczucia i prowadzi wręcz do nadmiernej koncentracji na fizyczności. Podobnie działa age talk, czyli wskazywanie zmarszczek, pokazywanie plamek na skórze czy opowiadanie o pogarszającej się sprawności. Autorka przywołuje te dwa zjawiska, żeby wskazać, iż nie jest to wcale akt autoironii, ale raczej autoatak, który ma służyć dewaluacji i w efekcie znacząco pogarsza samopoczucie osób, które stosują tego typu narrację. Sprawy nie ułatwia to, że dorastamy w kulturze, która od wczesnych lat uczy nas koncentrowania się na fizyczności i krytycznego obserwowania swojego ciała.
Można do tematu starości podejść żartobliwie. Kiedy szukałam materiałów do tej książki, przypomniało mi się przedstawienie Klimakterium z tekstami Elżbiety Jodłowskiej, które z jednej strony są niezwykle zabawne, a z drugiej strony bardzo stereotypowe. Tutaj jedna z piosenek ze spektaklu, Lokomotywa dziejów:
(…) I stawy cię bolą, odrosty farbujesz.
Odrosty, odrosty, odrosty, tak, tak
I plamy na rękach usiane jak mak
Uf — jak gorąco
Puf — jak gorąco
Buch — jak gorąco
A życie przyspiesza i gna coraz prędzej
I trzeba w urodę pchać dużo pieniędzy I botox, kolagen, masaże, klap, klap,
Nie możesz, nie możesz doliczyć się strat
W salonach piękności iluzje kupujesz
Naciągasz, ujędrniasz, podnosisz, tuszujesz (…)
Myślę, że za sukces tego spektaklu odpowiada fakt, że jego oglądanie jest jak katharsis, przynosi oczyszczającą moc śmiechu, gdy w grę wchodzą ponure tematy, takie jak starzenie się i śmierć. Nie ma zbyt wielu przestrzeni, gdzie kobiety mogłyby spotkać się z tą tematyką i w tak swobodny sposób przyznać przed sobą i przed innymi „ja też tak mam”, „przeżyłam to”, „jakie szczęście, że mam to za sobą”. Poza tym mam wrażenie, że twórcy spektaklu stworzyli swego rodzaju niszę, w której można odpocząć od idealnych, wymuskanych wizerunków pięknych i młodych aktorek i aktorów z pierwszych stron gazet. Wspaniały i dość prekursorski pomysł na to, jak ograć temat menopauzy.
Z drugiej strony istnieje bardzo mocny trend ucieczki przed starzeniem się. Maski led, kąpiele w zimnej wodzie, dbanie o to, by zawsze i wszędzie mieć ze sobą filtr przeciwsłoneczny, tak by nasza cera starzała się jak najwolniej. Pewnie jest w tym sporo racji, by wziąć się za dbanie o zdrowie i pomyśleć na poważnie o zmianie szkodliwych nawyków, ale co, jeśli zaczynamy popadać w obsesję? To na pewno nie poprawia niczyjego zdrowia psychicznego. Dzięki technologii możemy stale monitorować coraz więcej funkcji naszego organizmu. Gdzie kończy się nasza ciekawość, a gdzie zaczyna obsesja związana z tym, by jak najlepiej zadbać o swoje ciało?
Biologiczna definicja starości podaje, że już po 25. roku życia zaczyna spadać produkcja kolagenu, a nasza kondycja i wydolność organizmu stopniowo się pogarszają (czyli moja kosmetyczka z początku tego rozdziału miała rację). Natomiast społecznie te granice są bardzo płynne i różnią się zarówno pomiędzy płciami, jak i grupami wiekowymi. Oczywiście ci najmłodsi, najbardziej oddaleni od starzenia (w sensie fizycznym i metaforycznym) uważają, że starość zaczyna się już gdzieś w okolicach 35. roku życia. Jest to też granica wiekowa, po której ciążę u kobiet określa się jako geriatryczną.
Pisząc te słowa, czuję niezgodę na takie ujęcie tematu i w krótkiej i niereprezentatywnej sondzie na moim profilu na Instagramie zapytałam, kiedy zaczyna się starość. Oprócz różnych granic wiekowych (było to i 40 lat, potem kolejno 60, 70 czy też 80, a nawet 90 lat) pojawiały się też frazy mówiące o tym, że tak naprawdę starość to kwestia bardziej mentalności niż wieku. Że zaczyna się, gdy denerwuje nas młodzież, gdy nic nam się nie chce, kiedy nie robi się w swoim życiu nic ekscytującego. Jedna z respondentek napisała „Starość zaczyna się w głowie” i że starość to stan umysłu, a nie konkretna data. Nie da się udawać w nieskończoność, że mimo świetnego nastawienia nie pogarsza się nam kondycja.
Fragment książki „Srebrna fala” wydanej przez wydawnictwo Relacja. Tytuł od redakcji „Newsweeka”.
„Srebrna fala”
Foto: Newsweek
***
„Srebrna fala” to książka dla wszystkich — nie tylko dla kobiet, które stoją przed decyzją o farbowaniu włosów. To ważny głos w dyskusji o wolności wyboru, ciele, tożsamości i społecznych oczekiwaniach.
Katarzyna Barczyk-Matkowska — absolwentka filologii polskiej. Autorka bloga www.ladypasztet.com, od lat jest jednym z najważniejszych głosów w dyskusji o feminizmie i prawach kobiet. Jej opowiadanie #MójCzarny-Protest zostało wyróżnione w konkursie literackim „#mójczarnyprotest” organizowanym przez Wielką Koalicję za Równością i Wyborem.
Od wielu lat angażuje się w popularyzowanie feminizmu, zarówno w mediach społecznościowych, jak i przez uczenie kobiet odzyskiwania własnego głosu poprzez pisanie. Jest również propagatorką naturalnych siwych włosów, o czym opowiadała m.in. w programie „Miasto kobiet” w stacji TVN Style.

