Rosjanie cały czas próbują wykorzystać przewagę liczebną i uzyskać lepsze pozycje przed spodziewanym rozpoczęciem kampanii letniej. Jednocześnie Ukraina coraz mocniej demoluje rosyjskie zaplecze. Skala uderzeń dronowych na lotniska, rafinerie i infrastrukturę paliwową bardzo zaskoczyła Kreml. Tymczasem prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że Ukraińcy mogą się wprosić na moskiewską defiladę.

Mimo usilnych prób, Rosjanie nadal nie są w stanie uzyskać pozycji, które pozwoliłyby im spokojnie przejść do ofensywy. Jeśli tak dalej pójdzie, spodziewane uderzenie będzie wielkim niewypałem, bo nie dość, że nie są w stanie przygotować pozycji wyjściowych, to jeszcze mają problemy ze zgromadzeniem zapasów potrzebnych do uderzenia. Mowa tu nie tylko o amunicji, paliwach i smarach, ale także o sile żywej.

Dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Robert „Madziar” Browdi poinformował, że już piąty miesiąc z rzędu rosyjska armia traci więcej żołnierzy niż jest w stanie pozyskać poprzez ukrytą mobilizację i kontrakty. Według danych przedstawionych przez ukraińską stronę od grudnia do końca kwietnia Rosja miała zmobilizować tylko ok. 148 tys. ludzi, tracąc w tym samym czasie blisko 157 tys. żołnierzy.

To ważna informacja, ponieważ jeszcze rok temu Kreml był w stanie utrzymywać dodatni bilans uzupełnień. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Rosja nadal dysponuje dużymi rezerwami ludzkimi, ale koszt utrzymania obecnego tempa ofensywy wyraźnie rośnie. W dodatku w samej Federacji jest znacznie mniej chętnych na ochotniczy zaciąg niż jeszcze rok temu. Armii coraz trudniej jest zbilansować straty. Dlatego na froncie nie wiedzie się Rosjanom najlepiej.

W Obwodzie Zaporoskim rosyjska piechota kontynuowała frontalne ataki w kierunku Orichowa, jednak bez większych sukcesów. Po wcześniejszych nieudanych szturmach na Nową Tokmaczkę ciężar walk przesunął się bardziej na południe, w rejon Nowodanyliwki.

Rosjanie nadal opierają działania na utartym schemacie, choć w żaden sposób nie przynosi im to sukcesu w polu. Najpierw więc organizują intensywne przygotowanie artyleryjskie, bombardowania lotnicze, a potem przeprowadzają ataki niewielkich grup szturmowych, z rzadka wspieranych przez bojowe wozy piechoty jako wsparcie artyleryjskie. Ukraińska obrona pozostaje jednak stabilna, a teren sprzyja obrońcom. Otwarta przestrzeń i rozbudowane pola minowe utrudniają Rosjanom szybkie przełamanie.

Podobna sytuacja jest w rejonie Stepnohirska. Mimo bardzo intensywnych ostrzałów artyleryjskich i nalotów z wykorzystaniem bomb szybujących rosyjskim wojskom nie udało się zdobyć żadnego terenu. Ukraińcy utrzymali główne pozycje obronne, choć sam obszar wokół miasta pozostaje jednym z najmocniej niszczonych odcinków południowego frontu.

Z kolei w Obwodzie Dniepropietrowskim walki trwały na odcinku Nowoseliwka — Nowopawliwka. Szczególnie ciężkie starcia odnotowano właśnie na kierunku tej drugiej miejscowości, gdzie skuteczny kontratak przeprowadziły ukraińskie oddziały zmechanizowane przy wsparciu bezzałogowców.

Tradycyjnie rosyjskie wysiłki skupiły się przede wszystkim w Donbasie. Dzięki temu, że pod Pokrowskiem jest skoncentrowana większość sił, udało im się osiągnąć niewielkie postępy na zachód od Rodynskiego i Hryszynego.

Ukraiński 7. Korpus Szybkiego Reagowania poinformował, że przeciwnik koncentruje jednostki zmechanizowane, pancerne i artyleryjskie na południowy wschód od Pokrowska. Według ukraińskich ocen Rosjanie przygotowują się do letniej ofensywy, której celem będzie dalsze rozszerzanie wyłomu w centralnej części Donbasu.

Bardzo ciężkie walki trwały również w rejonie Kostiantyniwki, a na ziemi niczyjej dochodziło do ciągłych starć. Raz atakowali Rosjanie, by po chwili Ukraińcy przeprowadzili kontratak. Ukraińcy największy sukces odnieśli pod Ilniwką, gdzie przeprowadzili serię kontrataków, mających ustabilizować linię frontu. Po wcześniejszym opanowaniu wsi Rosjanie rozpoczęli próby oskrzydlenia ukraińskich pozycji od zachodu, jednak dzięki kontratakom udało się Ukraińcom powstrzymać postępy Rosjan.

Nie ustają także walki o tzw. Pas Twierdz na zachód od Siewierska. Rosjanie próbują oskrzydlić ukraińskie oddziały broniące wysuniętej linii umocnień. Ataki prowadzone są równocześnie z dwóch kierunków. To jeden z najbardziej niebezpiecznych odcinków frontu dla Ukrainy. Rosjanie starają się rozbijać kolejne elementy ukraińskiego systemu obrony Donbasu poprzez jednoczesny nacisk z kilku kierunków.

Pierwszy biegnie od południowego zachodu, wzdłuż drogi łączącej Bachmut ze Słowiańskiem. Drugi próbują rozwijać po sforsowaniu Dońca od strony wschodniej. Rosyjskie dowództwo najwyraźniej w końcu uznało, że frontalne szturmy na silnie ufortyfikowane pozycje przynoszą zbyt wysokie straty, dlatego próbuje stopniowo obchodzić ukraińskie linie obrony.

Ukraina przeprowadziła jeden z najbardziej spektakularnych ataków dalekiego zasięgu od początku wojny. Według dostępnych informacji co najmniej poważnie uszkodzone zostały dwa rosyjskie myśliwce Su-57 i dwa bombowce Su-34. Atak przeprowadzono około 1,7 tys. km od granic Ukrainy.

Szczególnie bolesna dla Rosjan jest możliwa utrata Su-57. To najnowocześniejszy rosyjski samolot wielozadaniowy, przedstawiany przez Kreml jako maszyna piątej generacji. Problem polega na tym, że rosyjski przemysł produkuje te samoloty bardzo wolno, a sam samolot ma większą wartość propagandową niż bojową. Co gorsza dla Kremla, stało się to tuż przed defiladą z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej.

Ukraińskie drony uderzyły również w instalacje naftowe w Primorsku w Obwodzie Leningradzkim, a także w stacje przesyłowe i rafinerie w Kraju Permskim. Skala zniszczeń okazała się na tyle duża, że głos zabrali sam Władimir Putin i Dmitrij Pieskow. To sytuacja dość zaskakująca, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu Kreml starał się publicznie minimalizować skutki ukraińskich nalotów. Po atakach na Tuapse jednak już trudno ukrywać, że ataki sprawiają spore problemy.

Rosjanie nie pozostali dłużni Ukraińcom. Codziennie prowadzone były naloty na infrastrukturę energetyczną, kolejową i przemysłową. W ostatnich dniach Rosjanie zaczęli używać nowego systemu naprowadzania. Ukraińscy specjaliści od wojny elektronicznej zwracają uwagę na nowe zagrożenie związane z rosyjskimi dronami wyposażonymi w modemy sieciowe typu MESH.

Taki system pozwala bezzałogowcom utrzymywać łączność nie tylko z operatorem, ale również między sobą. W efekcie grupa dronów tworzy wspólną sieć komunikacyjną, automatycznie wybierając najsilniejsze źródło sygnału. Dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej oraz systemów walki radioelektronicznej oznacza to poważny problem. Zakłócenie pojedynczego kanału łączności nie wystarcza już do zerwania sterowania całym rojem dronów.

Kreml zaproponował krótkotrwały rozejm w dniach 8-9 maja, obejmujący paradę z okazji obchodów Dnia Zwycięstwa. Sama propozycja wiele mówi o obecnej sytuacji Moskwy.

To Rosji zależy na spokojnym przebiegu uroczystości. Dla Ukrainy 9 maja nie ma już znaczenia ani politycznego, ani symbolicznego. Dla putinowskiego państwa jest natomiast jednym z fundamentów oficjalnej polityki historycznej.

Dlatego Kreml obawia się wszystkiego, co mogłoby zakłócić przebieg tegorocznych obchodów. Zwłaszcza teraz, gdy ukraińskie drony regularnie docierają setki kilometrów w głąb Rosji i w ostatnich dniach uderzyły w samo centrum Moskwy. Dlatego propozycja krótkiego rozejmu wygląda bardziej na próbę zabezpieczenia parad.

Tymczasem prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że ukraińska armia może się wprosić na moskiewską defiladę. Tego typu zapowiedzi pojawiają się każdego roku, a oczekiwania społeczne, że Kijów w końcu dotrzyma słowa, ciągle rosną. Dla reżimu Putina byłaby to wizerunkowa katastrofa.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version