Na froncie lądowym wojny rosyjsko-ukraińskiej sytuacja w zasadzie się nie zmienia. W powietrzu obie strony niemal codziennie wysyłają setki dronów, kontynuując wyniszczającą wojnę na dystans. Najciekawsze wydarzenia rozgrywają się jednak obecnie w sferze politycznej. Gen. Wałerij Załużny ocenił, że NATO potrzebowałoby około 12 lat, by zbliżyć się do zdolności, jakimi dysponuje dziś rosyjska armia. Ta wypowiedź wywołała dużą burzę.
Były naczelny dowódca ukraińskiej armii, a obecnie ambasador w Wielkiej Brytanii, Wałerij Załużny stwierdził podczas narady ambasadorów w Kijowie, że Sojusz potrzebuje około 12 lat, podobnie jak wcześniej Ukraina, aby przejść na standardy pozwalające osiągnąć przynajmniej połowę poziomu rosyjskich sił zbrojnych. Nie chodzi przy tym o prostą ocenę, według której Rosja jest militarnie silniejsza od NATO. Taki wniosek byłby absurdalny.. Załużny mówi o czymś innym – o zdolności do prowadzenia wojny w warunkach, które od ponad czterech lat obserwujemy w Ukrainie.
To istotna różnica, bo państwa NATO mają niemal wszystko, czego potrzeba do prowadzenia wojny z Rosją: przewagę gospodarczą, ogromny potencjał przemysłowy, silniejsze i nowocześniejsze lotnictwo, marynarkę wojenną, doskonalszą broń precyzyjną, rozpoznanie satelitarne i znacznie bardziej zaawansowane systemy dowodzenia. Problem polega na tym, że większość tych zdolności nigdy nie została sprawdzona w konflikcie, w którym przeciwnik dysponuje setkami tysięcy żołnierzy, ogromnymi zasobami artylerii, pociskami balistycznymi i manewrującymi, masowo wykorzystuje bezzałogowce, prowadzi intensywną walkę radioelektroniczną i przez całą dobę poszukuje słabych punktów po drugiej stronie frontu.
Ukraina musiała nauczyć się tej wojny w trakcie jej prowadzenia, często metodą prób i błędów. Jednostki zostały zmuszone do działania w warunkach niemal nieustannego rozpoznania z powietrza, gdy każdy ruch może zostać wykryty przez drony przeciwnika. Artyleria została połączona z systemami rozpoznania tak, aby od wykrycia celu do jego ostrzelania mijały pojedyncze minuty, a niekiedy nawet sekundy. Walka radioelektroniczna przestała być zadaniem wyspecjalizowanych pododdziałów i i stała się jednym z podstawowych warunków skutecznego działania na każdym szczeblu.
To wszystko wymusiło również zmianę sposobu myślenia o sprzęcie. Na ukraińskim froncie nie wystarczy mieć dobry system uzbrojenia. Trzeba jeszcze móc go naprawić, uzupełnić amunicję, zastąpić utracone elementy i dostosować go do zmian wprowadzanych przez przeciwnika. Dron kosztujący niewielką część ceny czołgu może doprowadzić do jego zniszczenia, ale sama konstrukcja takiego drona nie daje jeszcze przewagi.
Trzeba mieć tysiące urządzeń, operatorów, systemy łączności, rozpoznanie, środki przeciwdziałania i przemysł, który potrafi szybko zmienić produkcję, kiedy przeciwnik znajdzie sposób na obejście dotychczasowych rozwiązań.
Skostniałe NATO?
Właśnie dlatego słowa Załużnego o standardach są ciekawsze niż jego ocena perspektyw członkostwa Ukrainy w NATO. Były naczelny dowódca przez około 12 lat zajmował się wdrażaniem standardów Sojuszu w ukraińskich siłach zbrojnych. Wie więc doskonale, co oznacza dostosowanie armii do zachodnich procedur, struktur dowodzenia i sposobu działania. Wojna pokazała jednak, że część tych rozwiązań nie wystarcza do prowadzenia konfliktu, w którym przeciwnik ma podobne możliwości technologiczne, dysponuje dużą masą wojsk i jest gotowy ponosić bardzo wysokie straty. Mówią o tym od dawna sami ukraińscy żołnierze szkolący się na zachodnich poligonach.
Kiedy Załużny mówi o NATO opartym na rozwiązaniach sięgających jeszcze II wojny światowej, również nie należy traktować tego dosłownie. Sojusz nie prowadzi przecież działań według podręczników sprzed osiemdziesięciu lat. Problemem są raczej pewne założenia dotyczące organizacji i prowadzenia wojny, które zostały wypracowane w innych warunkach. NATO przez dziesięciolecia zakładało, że jego przewaga technologiczna pozwoli szybko uzyskać dominację nad przeciwnikiem. Ukraina pokazała, że w konflikcie z równorzędnym przeciwnikiem sama przewaga technologiczna może nie wystarczyć.
Obie strony się potrzebują
Nie oznacza to również, że Ukraińcy nie potrzebują NATO. Załużny mówi o tym bardzo wyraźnie. Ukraina nadal potrzebuje technologii, których państwa Sojuszu mają znacznie więcej, szczególnie w dziedzinie obrony powietrznej i przeciwrakietowej, rozpoznania czy zdolności kosmicznych. Ukraińcy mogą mieć większe doświadczenie w prowadzeniu wojny dronowej, ale nie są w stanie samodzielnie zbudować w krótkim czasie całego zaplecza technologicznego potrzebnego do funkcjonowania współczesnych sił zbrojnych.
Powstaje więc dość niewygodna sytuacja. Ukraina przez lata starała się dostosować swoje siły zbrojne do standardów NATO, by po rosyjskiej inwazji zostać zmuszoną do opracowania wielu własnych rozwiązań. Wojna rozwijała się bowiem szybciej, niż zakładały obowiązujące doktryny, a część wcześniejszych założeń okazała się niewystarczająca w starciu z przeciwnikiem prowadzącym pełnoskalowy konflikt.
Dziś państwa Sojuszu mogą czerpać z ukraińskich doświadczeń, ale nie są w stanie po prostu skopiować ukraińskiej armii. Mają inne zadania, dysponują odmiennymi zasobami i znacznie większym potencjałem militarnym. Mogą jednak wykorzystać wnioski płynące z wojny do modernizacji własnych struktur dowodzenia, systemów szkolenia i wyposażenia.
To zresztą już się dzieje. NATO zwiększa wydatki na obronę powietrzną, bezzałogowce, przeciwdziałanie dronom, rozpoznanie i środki dalekiego rażenia. Problem polega na tym, że zakup nowych systemów jest najłatwiejszą częścią całego przedsięwzięcia. Znacznie trudniej jest zmienić sposób funkcjonowania armii tak, aby nowe technologie stały się częścią codziennego prowadzenia działań. Ukraina zrobiła to dlatego, że nie miała wyboru. Państwa NATO nadal mają wybór, a to może paradoksalnie działać na ich niekorzyść.
Wszystko przez procedury, które znacznie ograniczają możliwości szybkiej modernizacji zarówno samych sił zbrojnych, jak i doktryny ich użycia. Takich ograniczeń nie mają Rosjanie i Ukraińcy. Część rosyjskich rozwiązań jest niedoskonała, a część zmian wynika z konieczności łatania wcześniejszych problemów. Najważniejszym problemem dla NATO jest to, że Rosja zdobywa doświadczenie w wojnie, do której państwa Sojuszu dopiero się przygotowują. I zmiany wprowadzane na wojnie cały czas uciekają.
Ukraina w NATO
Załużny dodał jeszcze, że Ukraina nigdy nie wejdzie do NATO i Kijów powinien szukać nowych sojuszów. Choć władze Ukrainy cały czas domagają się szybkiego przyjęcia do Sojuszu, to jest to obecnie niemożliwe.
I faktycznie w najbliższym czasie Ukraina najpewniej nie doczeka się członkostwa w NATO. Nie dlatego, że jej armia nie spełnia wymogów wojskowych. Choć w wielu aspektach tak nadal jest. Problem jest przede wszystkim polityczny. Rosja zrobi wszystko, aby do akcesji nie dopuścić, a część państw Sojuszu nie będzie chciała podejmować ryzyka związanego z przyjęciem państwa pozostającego w konflikcie z Moskwą.
Wśród ukraińskich polityków pojawia się argument, że mimo wszystko Ukraina powinna zostać przyjęta, ponieważ ma dziś największą i najbardziej doświadczoną armię w Europie. To stwierdzenie jest tylko częściowo prawdziwe. Pod względem doświadczenia bojowego ukraińskie siły zbrojne rzeczywiście nie mają sobie równych na kontynencie. Nie oznacza to jednak, że przewaga ta obejmuje wszystkie pozostałe dziedziny wojskowości.
Państwa NATO dysponują znacznie silniejszym lotnictwem i marynarką wojenną, rozbudowanymi zdolnościami transportu strategicznego, rozpoznaniem satelitarnym, globalnym zapleczem logistycznym oraz możliwością prowadzenia operacji połączonych na ogromną skalę. Ukraina część z tych zdolności dopiero będzie musiała rozwinąć, niezależnie od tego, jak duże doświadczenie zdobyła na froncie.
Powstaje więc pewien paradoks. Ukraina posiada dziś wyjątkową wiedzę na temat prowadzenia współczesnej wojny, ale jednocześnie jej siły zbrojne nadal wymagają rozwoju w wielu obszarach, aby w pełni odpowiadały standardom obowiązującym w NATO. Nie jest to argument przeciwko przyszłemu członkostwu Ukrainy w Sojuszu. Oznacza jedynie, że doświadczenie bojowe nie może być jedynym kryterium oceny gotowości do przystąpienia do NATO.
Gdyby przyjąć logikę, według której samo prowadzenie długotrwałej i skutecznej wojny powinno automatycznie otwierać drogę do członkostwa, należałoby uznać, że każde państwo posiadające znaczące doświadczenie bojowe spełnia podstawowy warunek wejścia do Sojuszu. NATO nigdy jednak nie działało według takiej zasady.
Doświadczenie bojowe jest bardzo ważnym elementem potencjału wojskowego, ale pozostaje tylko jednym z jego składników. Równie istotne są stabilność instytucji państwa, jednolite procedury, zdolność do współdziałania z pozostałymi członkami Sojuszu, przejrzystość systemu obronnego oraz zdolność do utrzymania i rozwijania własnych struktur wojskowych. A z tym Ukraina ma problem.

