Premier Donald Tusk chce wybrnąć z kryzysu, w który wpędzili go ministrowie z powodu ustawy o najmie krótkoterminowym. Ustawa nazywana już w rządzie „śmierdzącym jajem” ma wrócić we wrześniu.

— Ta ustawa to komunikacyjna katastrofa. Tusk chce przeczekać trudny moment, a potem wróci do ustawy — mówi członek rządu.

Nie dość, że rząd sam wypatroszył własną ustawę. Nie dość, że zrobił to pod nieobecność premiera Donalda Tuska, który miał się potem wściec, a posiedzeniu rządu przewodniczył wówczas wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL. Nie dość, że ważni politycy obozu rządzącego, tacy jak wiceminister sportu Ireneusz Raś i były prezydent Krakowa Aleksander Miszalski, zarabiali na mikrokawalerkach i hostelach. To jeszcze komunikacyjnie poległ jeden z najważniejszych ministrów w rządzie, szef resortu finansów Andrzej Domański, który przekonywał, że „tysiące Polaków zainwestowały swoje oszczędności w lokale m.in. po to, aby przeznaczyć je na najem krótkoterminowy”.

Przez to wszystko na rząd spadła lawina krytyki, także ze strony polityków koalicji. Wśród najostrzejszych krytyków była ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Teraz szef rządu próbuje wybrnąć z kryzysu wokół ustawy, w który wpędzili go jego ministrowie

W połowie lipca rząd przyjął ustawę o najmie krótkoterminowym. Dziś projekt pozostaje jednak w zawieszeniu.

Przyjęta w lipcu ustawa o usługach hotelarskich, wcześniej znacząco osłabiona przez sam rząd, doprecyzowuje pojęcie usługi hotelarskiej, uznając za nią krótkotrwały najem trwający nie dłużej niż 30 dni. W praktyce oznacza to zrównanie pojęć „usługi hotelarskiej” i „najmu krótkoterminowego”. Projekt przewiduje także sankcje za naruszanie przepisów dotyczących świadczenia takich usług.

W projekcie przewidziano też utworzenie Centralnego Wykazu Turystycznych Obiektów Noclegowych, który ma gromadzić w jednym miejscu informacje o obiektach świadczących usługi hotelarskie. W efekcie ustawa sprowadza się głównie do stworzenia rejestru i wprowadzenia ograniczonego nadzoru nad rynkiem.

W pierwotnej wersji projekt zawierał jednak rozwiązanie znacznie dalej idące. Przewidywał możliwość wyznaczania przez rady gmin stref, w których obowiązywałby zakaz prowadzenia najmu krótkoterminowego. Ten przepis został ostatecznie wykreślony z projektu.

Rząd najpewniej będzie chciał zmienić ustawę już na etapie prac sejmowych, za pomocą autopoprawki, albo wycofać ją do dalszych prac w rządzie. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale według naszych rozmówców korekty są nieuniknione.

Sprawa najmu krótkoterminowego jest dla obozu Koalicji Obywatelskiej politycznie kłopotliwa. Z jednej strony właściciele mieszkań wynajmowanych turystom to często wyborcy KO, zamożniejsi i bardziej liberalni. Z drugiej strony skutki niekontrolowanego rozwoju najmu krótkoterminowego najbardziej odczuwają mieszkańcy dużych miast i miejscowości turystycznych, takich jak Warszawa, Kraków czy Trójmiasto, czyli również grupy wyborców, na których opiera się KO. Sam premier Donald Tusk mieszka w Sopocie i zna dobrze sytuację: najem mieszkań na dni dla turystów boli wielu mieszkańców.

— Może być powtórka z historii — mówi członek rządu. Poprzednio rząd miał wielki kłopot z ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy. Wówczas Lewica — ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk — forsowała projekt z dużymi uprawnieniami PIP, ale przeciwko temu był Donald Tusk. Ustawę okrojono na żądanie premiera i dopiero wtedy została uchwalona.

Dziś wokół ustawy o najmie krótkoterminowym ponownie trwa spór w koalicji rządzącej. Tym razem jednak to resort kierowany przez ministra z Koalicji Obywatelskiej, Jakuba Rutnickiego, przy silnym wsparciu PSL, doprowadził do wykreślenia kluczowych zapisów projektu. Pod nieobecność Donalda Tuska ustawa została przyjęta przez rząd. Po powrocie premier wściekł się i zganił ministerstwo, zapowiadając zmiany w ustawie. Te mają jednak zostać wynegocjowane dopiero po wakacjach.

— W sierpniu nie ma możliwości, bo są urlopy — mówi członek rządu. Co prawda kluby parlamentarne tworzące zaplecze rządu w Sejmie dyskutowały o projekcie, ale decyzji nie ma. — Dopiero we wrześniu coś ruszy — słyszymy.

Polska 2050 domaga się przywrócenia rozwiązania, które zostało usunięte z ustawy. Chodzi o możliwość decydowania przez samorządy, czy na ich terenie mogą funkcjonować lokale przeznaczone na najem krótkoterminowy. — To musi wrócić. Taki jest nasz warunek poparcia ustawy — słyszymy w Polsce 2050. Dla ugrupowania, którym kieruje ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, najlepszym rozwiązaniem byłby powrót do pierwotnej wersji projektu.

Pod koniec lipca Donald Tusk zażądał od ministra sportu Jakuba Rutnickiego oraz minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wypracowania wspólnego stanowiska w sprawie ustawy o najmie krótkoterminowym.

— Będę prosił, ale tym razem już bardzo stanowczo, aby jeszcze raz usiąść i znaleźć rozwiązania. Mamy trochę czasu, bo Sejm się zajmie tym we wrześniu, żebyśmy mieli poczucie, że skutecznie chronimy zarówno prawa turystów do taniego i fajnego miejsca, kiedy jadą nad morze czy w góry, i dawania narzędzia samorządowi, żeby mógł logicznie zarządzać tego typu zasobami i chronić prawa lokatorów wtedy, kiedy najem krótkoterminowy zamienia ich życie w koszmar — podkreślał premier.

Tusk zwrócił się również do ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka o sprawdzenie okoliczności zgłaszania poprawek do projektu, tak aby „wszystko było transparentne”. Wcześniej publikacje Wirtualnej Polski wskazywały, że wiceminister sportu Ireneusz Raś posiadał mikrokawalerki przeznaczone na wynajem.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version