— Załamałam się tym, nie mogłam przestać płakać. Nasze wymarzone wesele bez alkoholu skończyło się skandalem alkoholowym i omal nie doprowadziło do tragedii — wspomina Martyna. Jej mąż pod stołem odkrył plastikowe butelki. Najgorsze były jednak pretensje teścia: „gdyby było normalnie, z wódką na stole żadne dziecko by nie ucierpiało”.
— Nie będzie wysokoprocentowego alkoholu. Nie zapraszamy osób plus jeden. Bardzo nam zależało na tym, aby na naszym weselu nie pojawiały się osoby przypadkowe, stąd też decyzja, którą każdy z gości uszanował (…). Nie będziemy mieć oczepin, typowych przyśpiewek weselnych typu „Gorzko, gorzko” — tak w specjalnym nagraniu z lipca mówiła o swoim weselu Ola Nowak, influencerka o milionowych zasięgach. Zebrała za to sporo hejtu, ale też i niemało pochwał za odwagę oraz sprzeciwienie się skostniałej tradycji. Może wybaczono jej więcej dlatego, że wesele i tak odbywało się za granicą?
Ale takie innowacyjne wesela to nie jest pojedynczy wymysł influencerki.
Wesela bywają lustrem społecznych zmian, a ostatnio bardzo zmienia się ich jakość, styl i organizacja. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, rocznie w Polsce odbywa się ok. 135 tys. takich imprez. Nie wiadomo, ile z nich idzie linią ściśle określonej tradycji, a ile „po nowemu”.
Chętnie opowiadają o tym jednak pary młode, goście i usługodawcy. I widać, jak ważna dla gospodarzy zaczyna być rezygnacja z wielu niegdyś obowiązkowych rytuałów. Bo na współczesnych weselach coraz częściej (celowo) nie ma: alkoholu, disco polo, przyśpiewek, toastów, oczepin, pierwszego tańca, podziękowań dla rodziców, a nawet czasami osób towarzyszących dla gości oraz… dzieci.
Wesele bez alkoholu? „Wstyd!”
Czy to zjawisko wielkomiejskie? Niekoniecznie. — Najczęściej takie wesela mają miejsce wtedy, kiedy państwo młodzi sami je organizują, za własne pieniądze. Albo wtedy, gdy mają bardzo wyrozumiałych rodziców. Bo jeśli rodzice fundują imprezę, zazwyczaj mają spore, konkretne wymagania. I czasami wesele bez dzieci czy alkoholu nie przejdzie — relacjonuje DJ Paweł Śledziona, który wraz z przyjacielem — jako duet — pracował przy kilkuset weselach w całej Polsce.
I zaznacza: — Takie nietypowe wesela zawsze funkcjonowały, ale marginalnie. Ostatnio jest ich po prostu znacznie więcej. Już nie wszyscy słuchają oczekiwań i życzeń rodziców, rodziny. Przybywa więc wesel bez dzieci, bez alkoholu, bez konkursów i zabaw, bez „gorzkoooo, gorzkoooo!”, bez pierwszych tańców, bez oczepin, bez podziękowań dla rodziców.
Młodzi chcą wesel na własnych zasadach
Foto: iStock
Zdaniem muzyka najważniejszy jest szacunek dla gustu i potrzeb pary młodej. Ale wciąż żywe jest — szczególnie wśród starszych generacji — powiedzenie, że o ile ślub jest dla młodych, o tyle wesele już dla gości. A polski gość nadal lubi ostro wypić, zjeść i chce być zabawiany. Średnio wesele w Polsce kosztuje 60-120 tys. zł, niektórzy wydają kilkaset tysięcy w jedną dobę. Ma być „zastaw się, a postaw!”.
— Nasze wesele skończyło się skandalem, przedwcześnie, i to nie dlatego, że ludzie się upili. Nie pijemy od kilku lat, nasi przyjaciele też nie — zaczyna opowieść Martyna (31 l.), która niedawno wyszła za mąż. — Moi rodzice jakoś się z tym pogodzili. Patrzyli na nas z uznaniem, choć powątpiewając, czy goście będą się bawić. Gorzej było z rodzicami męża. Jego ojciec powiedział, że „wesele bez wódki to żadne wesele, lepiej nie robić nic, aby wstydu nie było”. Musieliśmy unieść się honorem, bo obiecali się dołożyć, ale chcieli płacić tylko za alkohol. Zaprosiliśmy 70 osób. Impreza skończyła się o dwudziestej — zawiesza głos.
Oficjalnie nikt nie narzekał na brak alkoholu. Ale nagle, tuż po obiedzie zaczęły się dziwne wędrówki. Najpierw kilka, potem już kilkanaście osób wychodziło z lokalu, a następnie wracało w lepszych humorach, coś szepcząc, pokrzykując. Mimo to na parkiecie było tłoczno, grał zespół, był konkurs w stylu „Familiady”. — Kiedy tańczyliśmy z mężem, ciesząc się z tego dnia i z tego, że umieliśmy postawić na swoim, zaczął się dramat. Zasłabło dwoje dzieci. Inne dziecko zaczęło wymiotować. Wezwaliśmy pogotowie. Szaleliśmy z niepokoju — relacjonuje.
„Normalnie”, czyli z wódką na stole
Wkrótce dzieci odjechały z rodzicami w trzech karetkach, a goście zaczęli się rozchodzić. Nastrój siadł. — I wtedy mój mąż odkrył, że pod przykrytym białym obrusem stołem weselnym stoją napoczęte, podejrzane plastikowe butelki po wodzie mineralnej. Ktoś wlał tam wódkę, dla niepoznaki, i wniósł ją po kryjomu. Okazało się, że dzieciaki zaczęły pić tę wódkę… Do tej pory nie wiemy, kto to zrobił, choć mamy podejrzenia. Załamałam się tym, nie mogłam przestać płakać. Nasze wymarzone wesele bez alkoholu skończyło się skandalem alkoholowym i omal nie doprowadziło do tragedii — wspomina Martyna. Od tamtej pory nowe rodziny są skłócone, wszyscy oskarżają się o niedopilnowanie, o złe traktowanie. Najgorsze były pretensje teścia: „Gdyby było normalnie, z wódką na stole, żadne dziecko by nie ucierpiało!”.
Paweł Śledziona wspomina dwa skrajnie różne wesela bez alkoholu, na których grał z przyjacielem. Na jednym ludzie źle się bawili, byli znudzeni. Potem zaczęli coraz częściej wychodzić: w samochodach mieli ukryte trunki. Na salę wracali już w stanie „wskazującym”. — To dosyć często spotykana praktyka na weselach bezalkoholowych, że goście popijają w ukryciu — obserwuje muzyk. Wiele osób nie potrafi się bawić na trzeźwo. — Widać to choćby na początku wesela, gdy goście siedzą onieśmieleni, wstydzą się zagadać. A kiedy wypiją, impreza się rozkręca i nagle każdy jest odważny, śmiały, wesoły — dodaje.
To drugie „skrajne” wesele bezalkoholowe trwało z założenia do północy. — Coś pięknego: goście od początku tańczyli, żartowali i rozmawiali, a w umówionym czasie kulturalnie się pożegnali i rozeszli do domów w dobrych humorach — wspomina Śledziona.
— Brak znanych weselnych tradycji może wywoływać u starszych gości dyskomfort, niezrozumienie, nawet agresję. Alkohol, który często ostatecznie pojawia się na weselach, pełni funkcję rozhamowującą, może eskalować konflikty — komentuje Arkadiusz Czyżowski, psycholog, coach i trener kompetencji psychospołecznych. — Tradycyjne wesela często koncentrowały się na alkoholu, a nie na parze młodej. Niestety, takie praktyki jak uczenie dzieci picia z kieliszka (nawet wody, soku) symbolizują wszechobecność alkoholu w polskiej tradycji. A jego nadmierne spożycie zbyt często prowadzi do kłótni, awantur, bójek i rozpadów związków — dodaje. Jego zdaniem stąd może brać się chęć „zmiany tradycji” u par, które życzą sobie wesela bez traum i problemów.
Szok kulturowy na weselu
Psycholog zwraca uwagę na perspektywę starszej generacji. — Pokolenia, które wychowywały się w czasach komunizmu i potem prywatyzacji, żyły w dużym stresie, pod presją. Tradycyjne i powtarzalne zabawy weselne, w tym alkohol, pełniły funkcję wentylu bezpieczeństwa, pozwalając na redukcję napięcia, dystansowanie się i chwilowe zapominanie o problemach. Przewidywalna „agenda” wesel dawała gościom poczucie bezpieczeństwa i komfortu w sytuacji ekspozycji społecznej. Nic dziwnego, że odejście od tych wzorców jest dla wielu osób szokiem kulturowym — podkreśla Czyżowski.
Nie dziwi go, że młodsze pokolenie, które często obserwowało negatywne skutki picia, coraz częściej decyduje się na wesela bezalkoholowe, a do tego bez disco polo itd. Priorytetem staje się ich wyjątkowy dzień, skupiony na celebracji związku, co jednak prowadzi do kolejnych napięć.
Pracując nad tym tematem, opublikowałam ankietę na Instagramie: „Czy na polskim weselu musi być alkohol?”. „Tak” uznało tylko 33 proc. głosujących, zaś „nie” — aż 67 proc. W ankiecie wzięła udział prawie setka osób (większość kobiet). Poza tym zadałam otwarte pytanie: jakie zwyczaje weselne są dziwne lub nieakceptowalne. Powtarzały się wątki o „przymuszaniu do picia”, o zapraszaniu dalekiej rodziny, bo wypada lub ktoś nalega, o przyśpiewkach, o uwłaczających zabawach, a nawet o zbieraniu pieniędzy do welonu. Jednocześnie spora część osób bardzo na to wszystko czeka. Jak to pogodzić?
Zabrakło disco polo, polała się krew
— Nie da się — odpowiadają spokojnie Marta i Grzegorz, czterdziestolatkowie. Trzy lata temu ich wesele było sensacją towarzyską. Z alkoholi oferowali tylko trochę win bio, nic więcej. Poza tym kilka przekąsek (małżonkowie nie cierpią, jak żywność się marnuje i nie chcieli jej wyrzucać), a do tego masę owoców i kilka stacji z rozrywką: fotobudka, tworzenie kubków personalizowanych, degustacja serów.
— Nie było disco polo, grał tylko kwartet smyczkowy, ludzie troszkę sobie tuptali, ale nam nie chodziło o wielkie party, tylko o spotkanie, rozmowy, bycie ze sobą. Poza tym nie mieliśmy pierwszego tańca, bo nie umiemy tańczyć. Oczywiście zero oczepin, przyśpiewek, podziękowań dla rodziców, co byłoby sztuczne, bo mój ojciec jest alkoholikiem — relacjonuje Marta. Kilkoro znajomych nie kryło, że są rozczarowani tym weselem. Ktoś powiedział Grzegorzowi, że pierwszy raz wychodzi z polskiego wesela głodny i trzeźwy! Inne osoby rozprawiały na temat wydarzenia jeszcze wiele dni później, bo strzępki informacji docierały do nowożeńców. Jasne, że było im przykro, ale cieszyli się, że zrobili to po swojemu, że nikt się nie upił.
— Coraz częściej państwo młodzi nie chcą disco polo, choćby nie wiem co. Bywa, że nie planują tego gatunku, ale jeżeli zauważymy, że jest gościom potrzebny, możemy coś zagrać. Natomiast zdarza się, że goście próbują na nas wymusić disco polo — opowiada Paweł Śledziona.
Wspomina pewnego wkurzonego wujka na weselu, na którym para młoda kategorycznie odmawiała grania takich piosenek. — No i przyszedł do nas ten wujek, już na początku, żeby zagrać jedną piosenkę. Wytłumaczyliśmy, że zgodnie z wolą pary młodej nie ulegamy w tym temacie gościom. Po godzinie przyszedł znowu, bardziej podpity. Po trzeciej odmowie próbował wymusić disco polo na pannie młodej, która się zdenerwowała, ale nie uległa. Widać było, że wuj jest wściekły. Podszedł do stołu, wziął nóż i z wielką frustracją zaczął dynamicznie wbijać sobie ostrze pomiędzy palcami. To był jego sposób na wyładowanie się. Zanim ktoś zainterweniował, mężczyzna zalał się krwią.
Dzieci zostają w domu? To ja też!
Niektórzy nie wyobrażają sobie wesela bez dzieci
Foto: iStock
Nie tylko brak alkoholu czy disco polo bywa dotkliwy. Opowiada Aneta: — Moja serdeczna koleżanka z biura zaprosiła mnie na wesele. Nie mogłam zabrać męża. Z zasady miało tam nie być osób towarzyszących, których nowożeńcy nie znają osobiście. Zrobiło mi się przykro. Miałam się szykować, a mój mąż zostać w domu? Koleżanka obraziła się na mnie, bo powiedziałam jej o powodzie nieobecności. Zaczęła źle o mnie mówić w biurze, pojawiły się plotki. Niestety, musiałam zmienić pracę, którą uwielbiałam. Mam niesmak do całej sytuacji.
Jedną z największych kontrowersji w Polsce — bądź co bądź kraju katolickim, stawiającym (choć często tylko formalnie) przede wszystkim na wartości rodzinne — jest wesele bez dzieci. To również trend rosnący.
— Serca nie macie! Jeśli mój ukochany prawnusio nie może bawić się u chrzestnej na weselu, to ja nie idę — oznajmiła z płaczem 83-letnia Krystyna. 37-letnia Iga z narzeczonym ustalili, że ponieważ wesele odbywa się w klubie, do rana, a nie zatrudnią animatorki czy opiekunki, to bezpieczniej, aby dzieci zostały w domach. Jedyny problem stworzyła babcia Igi. Wnuczka tłumaczyła jej wiele razy powody, prosząc, aby wpadła choć na trochę. Jednak starsza pani poczuła się tak urażona, że do tej pory nie rozmawia z Igą. Nie zjawiła się nawet na ślubie. Matka Igi podczas wesela powtarzała: — Szkoda, że nie ma mojej mamy”, dając do zrozumienia, że popełnili błąd. „Nie wiadomo, ile jeszcze babcia pożyje, mogła przyjść z prawnukiem na trochę.
— Tyle że wtedy obraziliby się znajomi, że robimy wyjątki, a dziecko w klubie to chyba nie jest dobry pomysł? — irytuje się Iga. Widać, że ten temat ją gryzie.
— Szczerze? Ostatnio mamy więcej wesel bez dzieci niż z dziećmi — przyznaje Paweł Śledziona. — Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia. Na dużych weselach wiejskich czy małomiasteczkowych, gdzie grają zespoły i obowiązuje inna kultura, dzieciaki są zapraszane. Moje prywatne wesele zresztą też było bez dzieci. Razem z Julią wyszliśmy z założenia, że to wydarzenie nie jest odpowiednie dla niepełnoletnich gości.
Powody? Na weselach dzieci puszczane są często samopas, nieraz przeszkadzają parze przy pierwszym tańcu, krojeniu tortu, majstrują przy głośnikach. To nie jest ich wina. Po prostu nie są upilnowane, bo rodzice lub opiekunowie piją i się bawią. Zdarzają się sytuacje, kiedy goście szantażują parę młodą. „Moje dziecko musi być ze mną, inaczej się nie zjawię”. Albo ktoś próbuje ominąć zasadę: „To ja przyjdę z synkiem zamiast z mężem, to będzie moja osoba towarzysząca”.
Niektórzy nie szanują decyzji pary młodej. — Uważają, że skoro dali do koperty, to jakby zapłacili za bilet wstępu. I że mają pełne prawo decydować o tym, co ma dziać się na tym weselu— twierdzi Paweł Śledziona. Przypomina, że dla pary jest to dzień wyjątkowy, który się nie powtórzy (mało kto robi drugie wesele, nawet jak się ponownie żeni).
Wesele po swojemu
Jak pary, które marzą o weselu po swojemu, mogą przetrwać krytykę i oczekiwania innych?
Arkadiusz Czyżowski uważa, że przydaje się ocena priorytetów. — Warto zastanowić się, co jest dla nas ważniejsze: zadowolenie rodziny czy zrealizowanie własnej wizji wesela? Można sporządzić listę elementów, na których nam zależy i tych, z których chcemy zrezygnować (alkohol, disco polo, oczepiny…). Przyda się zrozumienie, że dla starszych osób zmiana tradycji może być źródłem dyskomfortu i poczucia zagubienia. Dlatego proponuję życzliwą stanowczość i wyrozumiałość. Taka postawa łączy życzliwość wobec bliskich z asertywnością, przydatną w obronie własnych decyzji — nie musimy ani znosić krytyki, ani angażować się w konflikty — podsumowuje psycholog.
— Dogodzenie wszystkim jest nierealne. Z każdego wesela ktoś może wyjść niezadowolony, bo ludzie są różni. Czasami pewne osoby zjawiają się z nastawieniem typu „znajdę powód do narzekania” — obserwuje Paweł Śledziona. — Stwierdzenie, że ślub jest dla pary młodej zaś wesele dla gości, odchodzi do lamusa. Dostrzegam i cieszę się, że coraz więcej par pragnie przeżyć ten dzień po swojemu.

