W Polsce działa ponad 35 tys. rodzin zastępczych. To wciąż za mało. Na nowy dom czeka ponad 75 tys. dzieci. – Niestety, sytuacja nie zmierza w dobrą stronę. Organizujemy kampanie, rozmawiamy, szukamy nowych rodzin – mówi Daria Gałązka, koordynatorka rodzinnej pieczy zastępczej w ORPZ w Rybniku i pedagog w Regionalnym Centrum Wspierania Pieczy Zastępczej.
Daria Gałązka na co dzień rekrutuje rodziny zastępcze, wspiera je w wychowaniu i pomaga w sprawach bieżących. Przyczyn kryzysu jest wiele.
– Jako społeczeństwo zmagamy się z problemami mieszkaniowymi. Wynajem i zakup mieszkań są drogie, koszty życia rosną. Opóźnia się moment zakładania rodzin, zmienia się styl życia. Coraz mniej osób decyduje się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. Bywa też, że media szukają sensacji i pokazują pieczę zastępczą w krzywdzący sposób. To nie pomaga – wylicza.
Decyzja o zostaniu rodziną zastępczą, jak podkreśla, musi być świadoma i dobrowolna.
– Dzieci, które potrzebują pomocy, mijamy codziennie na ulicy. Wydają się zwyczajne, chodzą do szkoły, bawią się na placach zabaw. Nie wiemy, co dzieje się w ich domach. A czasem to właśnie tam rozgrywa się dramat. W takich momentach ktoś mógłby przejąć opiekę choć na pewien czas – mówi.
Małgorzata długo nosiła w sobie pytanie, co zrobić, by realnie pomóc dzieciom zmagającym się z trudnym startem. – Z wykształcenia jestem pielęgniarką, rozważałam różne drogi – mówi.
W końcu zdecydowała się na zostanie rodziną zastępczą. Po szkoleniach i dopełnieniu formalności od sierpnia ubiegłego roku opiekuje się trójką dzieci – chłopcem i dwiema dziewczynkami.
Jeszcze niedawno jej życie miało przewidywalny rytm. Praca, dom, cisza i decyzje podejmowane wyłącznie na własnych zasadach.
– Chcę, to sprzątam, chcę, to gotuję, chcę, to wstaję – wylicza.
– W sierpniu wszystko się zmieniło. – Musiałam podporządkować swój świat dzieciom, ich potrzebom, ich emocjom. To ja musiałam się do nich dopasować. Byłam tego świadoma i nie żałuję – podkreśla.
Nowa rola wypełniła jej codzienność.
– Jestem z nimi i uczę się ich. Dzieci trafiające do rodzin zastępczych są poranione, niosą za sobą trudne doświadczenia. Jedna z dziewczynek, zaledwie czteroletnia, mierzy się ze skutkami życia w rodzinie biologicznej. Do dziś próbuję pomóc jej odzyskać poczucie bezpieczeństwa – dodaje.
Systemowa luka? „Daje się szanse dorosłym, którzy niczego nie zmieniają”
Najtrudniejsze, jak przyznaje, jest bycie pomiędzy. – Między dziećmi a ich biologicznymi rodzicami. Nawet w sytuacji odebrania praw rodzicielskich muszę organizować spotkania. W praktyce często nie patrzy się na to, jak dziecko to znosi, tylko na potrzeby dorosłych – przyznaje.
Dzieci są u niej bezterminowo. Wszystko wskazuje na to, że zostaną do pełnoletności.
– Ta sytuacja zamyka im pewną drogę. Uważam, że jeśli dziecko trafia do rodziny zastępczej i rodzice tracą prawa, powinno mieć szansę na adopcję. Tymczasem wciąż daje się kolejne szanse dorosłym, którzy niczego nie zmieniają – ocenia.
Mimo tych trudności, Małgorzata tworzy dla swoich podopiecznych dom, którego wcześniej nie mieli.
– Najpiękniejsze jest patrzeć, jak z dnia na dzień stają się dziećmi. Nie małymi dorosłymi, tylko po prostu dziećmi. Kiedy broją, kiedy nie boją się rozlać wody na podłogę, kiedy krzyczą, to znaczy, że czują się bezpieczne. Że odzyskują beztroskę – tłumaczy.
„Usłyszałam, że dostałabym większe pieniądze”
System, zdaniem Małgorzaty, nie nadąża za rzeczywistością. – W całej tej procedurze, papierach, wizytach w sądzie, dziecko często znika z pola widzenia – mówi.
– To także dlatego rodzin zastępczych wciąż jest tak mało. Brakuje realnego wsparcia. Usłyszałam, że mogłabym przyjąć jeszcze troje dzieci i wtedy dostałabym większe pieniądze, bo podpisałabym umowę na prowadzenie zawodowej rodziny zastępczej.
Tylko że tu nie chodzi o liczbę. Chodzi o jakość opieki i wsparcie rodzin, żeby nie pracowały charytatywnie – podkreśla.
Kolejne wyzwanie – służba zdrowia
Na pytanie o życiowe plany zawsze odpowiadała, że chce być żoną i mamą. Od blisko dwóch lat Iza samodzielnie tworzy rodzinę zastępczą dla Michała. Chłopiec trafił pod jej opiekę, gdy miał zaledwie cztery miesiące.
– Spełniłam wszystkie formalności, ukończyłam trzymiesięczny kurs i niecałe dwa tygodnie po jego zakończeniu Michał pojawił się u mnie – wspomina.
Nie było czasu na długie przygotowania, była za to nagła reorganizacja życia.
– Trzeba było wszystko ogarnąć na już: łóżeczko, ubranka, pampersy, mleko, butelki, podgrzewacze i tysiąc innych rzeczy – mówi.
Jednym z największych wyzwań okazał się system ochrony zdrowia.
– Wcześniej miałam styczność ze zwykłą przychodnią i lekarzem internistą. Nie miałam doświadczenia ze specjalistami i poradniami szpitalnymi. A tu nagle musiałam zapisać dziecko do wielu specjalistów – opowiada.
Michał miał liczne skierowania i potrzebował szerokiej diagnostyki. To oznaczało kolejki, i oczekiwanie na odległe terminy wizyt.
– Umówmy się: dostęp do opieki zdrowotnej, szczególnie dla dzieci w Polsce nie jest idealny – podkreśla.
„Rzeczywistość rzadko mieści się w ustawowych ramach”
Jeszcze trudniejsze bywają relacje z rodzicami biologicznymi dziecka. – Trzeba mieć świadomość, że często jesteśmy postrzegani jak wrogowie – tłumaczy.
Zdaniem Izy, aby rodzinom zastępczym – tym zawodowym i niezawodowym – było łatwiej, powinien zmienić się system.
– Nie mam poczucia, że ktoś w tym systemie jest w pełni po mojej stronie. Uważam, że powinniśmy stworzyć system we współpracy z rodzinami zastępczymi, który będzie odpowiadał na ich potrzeby, a nie był ich kłodą u nogi.- przyznaje.
Nie wiadomo, jak długo Michał z nią zostanie. Zgodnie z założeniami powinno to być około półtora roku, ale rzeczywistość rzadko mieści się w ustawowych ramach.
– Zgodnie z prawem został złożony wniosek o uregulowanie jego sytuacji prawnej, ale nie wiem, co będzie dalej. Na pewno trzeba mieć świadomość, że jest duża szansa, że będzie ze mną do pełnoletności. Ale Michał nauczył mnie czegoś innego, że trzeba być tu i teraz. Rozwiązywać problemy na bieżąco, zamiast żyć tym, co dopiero może się wydarzyć – mówi.
Rodzicielstwo zastępcze, chociaż nie jest pozbawione wyzwań, dla Izy jest wyjątkową drogą.
– Zrozumiałam, że miłość to decyzja, a nie „motylki w brzuchu”. Czasem trzeba zrezygnować z siebie i własnych planów lub po prostu nie udawać bohatera i poprosić o pomoc, ale to z pewnością doświadczenie każdego rodzica.
– Rodzicielstwo zastępcze to wymagająca droga, ale dla mnie naprawdę piękna i dająca poczucie sensu. Te dzieci nie potrzebują ideału. One potrzebują stabilności, uważności i świadomości, że ktoś jest zawsze i pomimo – dodaje.
Kto może zostać rodziną zastępczą?
Co, jeśli zabraknie rodzin zastępczych?
– Wtedy pozostają placówki. A kto wieczorem, kiedy boli głowa, pocałuje dziecko w czoło i powie, że wszystko będzie dobrze? Wychowawca na zmianie? Wiadomo, że „ciocia zastępcza” zrobi to inaczej – przyznaje Daria Gałązka.
Rodziną zastępczą może zostać zarówno singiel, jak i małżeństwo. – Czasem dopuszczane są też związki nieformalne, to zależy od gminy. Kluczowe są: stan zdrowia, niekaralność i brak w rejestrze sprawców przestępstw seksualnych – wyjaśnia ekspertka.
My, jako koordynatorzy, przygotowujemy rodziny, szkolimy je, jesteśmy w stałym kontakcie. Kiedy dzieje się coś trudnego, reagujemy natychmiast – tłumaczy.
Jak długo dziecko pozostaje w pieczy zastępczej? – Idealnie byłoby, gdyby rodzice biologiczni szybko wychodzili z kryzysu i dzieci wracały do domu. W praktyce bywa różnie. Formalnie młody człowiek może pozostać w pieczy nawet do 25. roku życia – wyjaśnia.
Zdaniem Darii Gałązki system wymaga zmian. Dzieci trafiające do pieczy są często zaniedbane zdrowotnie, obciążone doświadczeniami, które trudno sobie wyobrazić.
– Niedawno mieliśmy siedemnastolatkę, która nigdy nie była u dentysty. Rodziny zastępcze potrzebują realnego wsparcia finansowego. Potrzeba też więcej dobrze przygotowanych specjalistów, którzy będą je wspierać na co dzień. Bo piecza zastępcza to system, który musi być wspólną odpowiedzialnością – dodaje.
-
„Zachód” wraca do Polski w jednym celu. Przyciąga ich służba zdrowia
-
1500 zł na wydatki to nie ich zmartwienie. „Praktycznie nie robię zakupów”














