Amerykanie nie pomagają sobie, wtrącając się do polskiej polityki. A całkowity, przybierający coraz bardziej groteskowe formy serwilizm PiS wobec ruchu MAGA może się w końcu zemścić na ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
W poniedziałek marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty stwierdził, że nie poprze wniosku o przyznanie Trumpowi Nagrody Nobla, bo amerykański prezydent na niego nie zasługuje. Trump bowiem — mówił Czarzasty — zamiast wzmacniać organizacje realnie budujące bezpieczeństwo międzynarodowe, „destabilizuje je”, prowadząc „politykę siły”. — To łamanie polityki zasad, wartości, często łamanie prawa międzynarodowego — wywodził marszałek Sejmu.
Na odpowiedź amerykańskiej ambasady nie trzeba było długo czekać. Już w czwartek ambasador oświadczył: „Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy mieć dalszych kontaktów ani komunikacji z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, którego oburzające i nieprowokowane obelgi były skierowane przeciwko prezydentowi Trumpowi”.
Tego samego dnia „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł, w którym powołując się na życzenia Amerykanów, twierdziła, że PiS kusi Władysława Kosinika-Kamysza, by odwrócił sojusze w Sejmie i utworzył „techniczny rząd z sobą samym na czele”. Inaczej MON zostanie odcięte od kontaktów z Pentagonem. Obie te informacje — choć PiS kuszący Kosiniaka-Kamysza wcale nie musi mieć amerykańskiego wsparcia — w żadnym wypadku nie pomagają wizerunkowi Amerykanów w Polsce.
A nie wykluczone, że zaszkodzą też politycznym sojusznikom ruchu MAGA w Polsce.
Włodzimierz Czarzasty
Foto: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
To wzmacnia Czarzastego
Zacznijmy od starcia amerykańskiego ambasadora z Czarzastym. Jego efektem ostatecznie może okazać się wzmocnienie polityczne marszałka Sejmu. Bo nawet jeśli uznamy, że Czarzasty powinien odmówić Trumpowi w sprawie Nobla w bardziej uprzejmy sposób albo że niepotrzebnie wspominał o „łamaniu prawa międzynarodowego” przez obecną administrację, to odpowiedź ambasadora jest zupełnie nieproporcjonalna i dość bezprecedensowa w polsko-amerykańskich relacjach po 1989 r.
Atakując Czarzastego, Rose wynosi go do rangi jedynego polskiego polityka, który jest się w stanie zachować asertywnie wobec obecnej amerykańskiej administracji. A Trump, z czego być może ambasador nie zdaje sobie sprawy, jest dziś politykiem głęboko w Polsce niepopularnym i wchodząc z nim w konflikt, można się politycznie zbudować.
Także w czwartek sondaż na temat polskich ocen Trumpa opublikował CBOS. Wynika z niego, że po roku urzędowania Trumpa pozytywnie jego prezydenturę ocenia zaledwie 28 proc. badanych, a więc mniej więcej tyle, ile wynosi poparcie PiS w sondażach. Elektorat koalicji 15 października jest bardzo antytrumpowski. Najgorzej pierwszy rok kadencji nowego prezydenta ocenia przy tym nawet nie elektorat Nowej Lewicy, ale Koalicji Obywatelskiej — negatywne zdanie ma aż 97 proc.(!) jej wyborców. Byłoby bardzo zabawne, gdyby okazało się, że w wyniku starcia marszałka Sejmu z ambasadorem, część głosów przepłynęłaby z KO do Nowej Lewicy.
Polacy mogą tego nie chcieć
Oczywiście, z drugiej strony mimo wszystkich problemów z Trumpem Stany Zjednoczone pozostają kluczowym gwarantem bezpieczeństwa dla Polski i utrzymywanie dobrych relacji z Waszyngtonem tak długo, jak długo to możliwe, pozostanie priorytetem dla całej naszej klasy politycznej.
Stąd dla rządzącej koalicji napięcia z ambasadą amerykańską są problemem i z całą pewnością Donald Tusk wolałby, żeby Czarzasty nie powiedział tych kilku słów za dużo. Obawa, że zachwianie sojuszu z USA wystawi nas na niebezpieczeństwo ze strony Rosji jest realna i niepozbawiona postaw. Będzie też ograniczała polskim politykom możliwość zajęcia bardziej zdecydowanej postawy wobec najbardziej nawet absurdalnych żądań obecnej amerykańskiej administracji.
Z drugiej strony, jak bliskie relacje nie łączyłyby nas z USA, polska opinia publiczna niekoniecznie chce, by nas sojusznik wybierał nam osoby pełniące kluczowe funkcje w państwie, a zachowanie ambasadora wygląda trochę, jakby nas szantażował: albo wymienicie marszałka Sejmu na kogoś przyjaźniejszego Trumpowi, albo ucierpią na tym reakcje ambasady z Sejmem.
Interpretacje, że może chodzić właśnie o to, wzmacniają doniesienia „Rzeczpospolitej” o rządowych negocjacjach. Jeśli faktycznie się toczą, to administracja Trumpa działa bardzo krótkowzrocznie. Gdyby bowiem Amerykanom faktycznie udało się doprowadzić do zmiany rządu, wyzwoliłoby to w Polsce falę niespotykanych po 1989 r. antyamerykańskich nastrojów. Negatywne emocje skupiłyby się oczywiście najsilniej na Trumpie, ale ucierpiałby wizerunek USA w ogóle.
Oczywiście, relacje między Stanami a ich europejskimi sojusznikami — zwłaszcza mniejszymi państwami spoza trójki Wielka Brytania-Francja-Niemcy — nigdy nie były w pełni symetryczne. Mniejsi niejednokrotnie musieli ustępować. Problem z Trumpem polega jednak na tym, że wobec słabszych sojuszników publicznie zachowuje się w sposób tak bezceremonialny, jakby chciał ich upokorzyć i pokazać całemu światu, jak wygląda hierarchia. A to sprawia, że kolejne stolice zaczynają się zastanawiać, jak zmniejszać wpisane w tak asymetryczny sojusz ryzyko. Jak ujął to niedawno premier Belgii Barte de Wever: — Bycie szczęśliwym wasalem to jedno. Bycie nieszczęśliwym niewolnikiem to zupełnie co innego.
PiS może się na tym przejechać
Jak problematyczne nie byłyby kolejne działania Trumpa, PiS i ośrodek prezydencki nie ustają w sygnalizowaniu swojej całkowitej lojalności wobec międzynarodówki MAGA.
Gdy Trump zaczął domagać się przekazania Stanom Grenlandii, PiS i jego medialno-eksperckie zaplecze przekonywało, że to nie nasza sprawa, a poza tym Grenlandczycy tylko skorzystaliby na dołączeniu do amerykańskiej potęgi. Jarosław Kaczyński zaproponował, by Polska wyłożyła miliard za członkostwo premium w trumpowskiej Radzie Pokoju, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz krytykował unijny program tanich kredytów na zakup uzbrojenia za to, że nie pozwala on Polsce kupować amerykańskiego sprzętu.
Gdy tylko ambasador zabrał głos w sprawie Czarzastego, media społecznościowe posłów PiS zapłonęły. Politycy na wyścigi podbijali głos ambasadora, oskarżali marszałka Sejmu o sabotowanie polsko-amerykańskiego sojuszu i zagrażanie polskiemu bezpieczeństwu, wyciągając mu przy okazji „postkomunizm” i rzekome „rosyjskie kontakty”.
Ten całkowity, przybierający coraz bardziej groteskowe formy serwilizm PiS wobec MAGA może się zemścić w końcu na partii. Trump poprzez swój brak szacunku dla sojuszników zatopił już kilka ideologicznie bliskich mu prawic: w Kanadzie, Australii, ostatnio podobne efekty widać w Danii. Francuskie Zjednoczenie Narodowe coraz wyraźniej odcina się od Trumpa i podkreśla, że jego wersja prawicowości jest pod każdym względem suwerenna wobec ruchu MAGA.
W Polsce ten efekt będą ograniczać względy bezpieczeństwa i lęk przed Rosją — ale tylko do pewnego stopnia. Szczególnie jeśli w wyborach połówkowych trumpizm posypie się politycznie za oceanem — wagonik PiS może wtedy wykoleić się razem z globalnym pociągiem MAGA.

