Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski, konserwatywny „The Spectator”, z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1828 r., co czyni go najstarszym tygodnikiem na świecie.
„Największa susza od dekad” – takie określenie zawarł portal Novara w tytule artykułu z początku miesiąca, w którym krytykuje centra danych. „Tego lata susza nie jest tak poważna jak w 1976” – brzmi nagłówek w „The Telegraph”. „W Wielkiej Brytanii kończy się najgorsza susza od 1976 roku” – to z kolei podtytuł artykułu w australijskim „Daily Telegraph”, który zachęca czytelników do „zobaczenia zdjęć”, by mogli poczuć trochę przyjemności z cudzego nieszczęścia.
Również rząd Andy’ego Burnhama zaczął mówić prasie, że nadchodzą dalsze ograniczenia w zużyciu wody. Przedsiębiorstwa wodociągowe mogą wystąpić o wprowadzenie zakazów dotyczących zastosowań, które nie są kluczowe, takich jak: mycie samochodów, mycie okien czy napełnianie basenów komercyjnych. Źródła „The Times” twierdzą, że będzie to konieczne z powodu „wyjątkowo niskiego poziomu wody” w zbiornikach retencyjnych w całym kraju. Prasa coraz bardziej skupia się na zbiornikach i na tym „że wysychają”. Gazeta „i” wylicza „12 zbiorników, w których może skończyć się woda” i twierdzi, że „w Wielkiej Brytanii są miasteczka, w których woda może się skończyć w ciągu sześciu tygodni”.
2026 rok może zostać zapamiętany z wielu powodów. Susza nie jest jednym z nich
Lato 2026 zostanie zapamiętane ze względu na wiele kwestii: upadek Keira Starmera, wybory uzupełniające w Clacton, może też i Arsenal wygrywający Premier League, jednak raczej nie z powodu zdobycia tytułu najgorszej suszy od niepamiętnych czasów. Również brak deszczu tego lata nie jest bezprecedensowym kryzysem.
Poziom wody w zbiornikach retencyjnych jest wskaźnikiem, który mówi nam, jak nasz system radzi sobie z okresami braku opadów, pokazuje, że tego lata lepiej niż w 2025 roku. Ostatni briefing Agencji Środowiskowej (dotyczący okresu od 7 do 13 sierpnia) przyniósł informację, że nasz zasób wody w zbiornikach spadł do 65,9 proc. W tygodniu kończącym się 14 sierpnia ubiegłego roku było to 65,6 proc.
Przypomnijmy lato 2022 roku, ponieważ ono zdecydowanie przyćmiło obecne pod względem ekstremalnej pogody. Odnotowano wówczas najwyższą w historii pomiarów temperaturę w Wielkiej Brytanii, która wyniosła 40,3 proc. w Lincolnshire. W 2026 roku dotychczas mieliśmy co najwyżej dosyć wietrzne 38,1 stopni w Kew Gardens.
Wtedy do końca lipca poziom wody w zbiornikach spadł do 65,2 proc., czyli mniej niż mamy teraz. A pod koniec września gwałtownie zmalał do 49 proc.
Wielkiej Brytanii nie zabraknie wody
Poziom wody w zbiornikach nie jest idealnym system mierzenia tego, jak poważna jest susza. Jeśli w niedalekiej przyszłości prognozowane są opady, tak jak miało to miejsce w sierpniu ubiegłego roku, to regionalne zarządy gospodarki wodnej mogą z większym luzem podchodzić do środków takich jak zakaz stosowania węży ogrodowych.
Wydaje się, że na początku roku mieliśmy szczęście, ponieważ występowały wyjątkowo silne opady. W południowo-wschodniej i środkowo-południowej Anglii opady w styczniu wynosiły 188 proc. długoterminowej średniej dla tego miesiąca. Poziom wody w zbiornikach do końca lutego osiągnął 94 proc., co oznaczało, że przed rozpoczęciem suchego okresu mieliśmy znaczący zapas.

Jeśli doświadczymy suchej zimy, tak jak miało to miejsce w 2010 i 2011 roku, to w przyszłym roku możemy mieć poważne kłopoty. Nie ma jednak podstaw, by zakładać coś takiego.
Z kolei inne wskaźniki dotyczące suszy są zaskakująco dobre w tym roku. Poziom wód podziemnych osiągnął stan ponad historyczne normy pod koniec lipca – wynika z danych Brytyjskiej Służby Geologicznej.
Susza to temat polityczny. Brytyjczycy nie powinni się nim przejmować
Złożoności związane ze zbiornikami retencyjnymi są częściowo powodem, dla którego powinniśmy podchodzić sceptycznie, gdy temat ten jest wykorzystywany w celach politycznych.
Od 1992 roku żaden nowy zbiornik nie został wybudowany w Anglii. Przez lata lewica obwiniała o to prywatyzację, woda została bowiem sprywatyzowana w 1989 roku. Prawica z kolei twierdzi ostatnio, że problem wynika albo z systemu planowania przestrzennego, albo z tzw. „Treasury brain” – czyli sposobu myślenia charakterystycznego dla departamentu skarbu – wskazując na komplikacje związane z budową zbiornika retencyjnego w Abingdon.
Prawda jest taka, że przez długi czas finansowy sens miało skupianie się na nudniejszych poprawkach w systemie, takich jak zmniejszenie odsetka wycieków, czy stworzenie nowych rur łączących regiony tak, by części kraju, które wysychają, mogły ciągnąć wodę z innych miejsc. Tak zrobiło Yorkshire w latach 90. po tym, jak lokalne susze stały się tak poważne, że cysterny musiały dowozić wodę do regionu, by zaspokoić potrzeby.
Partia Reform UK obiecała ukrócić zakazy wykorzystywania węży ogrodowych poprzez zaklasyfikowanie zbiorników retencyjnych do infrastruktury narodowej, ale nie jest to radykalna zmiana systemu, a raczej kontynuacja zmian politycznych, które już zapoczątkowano w tej branży. W 2014 roku rząd koalicyjny wprowadził nowy „odpornościowy” obowiązek dla Urzędu Regulacji Usług Wodnych, by zachęcić do rozwoju infrastruktury, a gdy Partia Pracy doszła do władzy w 2024 roku, zmieniła jeden zbiornik w Fens w „Projekt Infrastrukturalny o Znaczeniu Narodowym” i obiecała zbudować dziewięć nowych zbiorników do 2050 roku. Reform UK chce pójść dalej i zbudować stacje odsalające, by zapewnić nawet większe zasoby na wypadki awaryjne.
Wielka Brytania już ma jedną dużą stację odsalania – Thames Gateway Water Treatment Works – która działa od 2010 roku i kosztowała 250 mln funtów. Jest ona jednak w dużej mierze uśpiona – działała jedynie pięć razy między 2010 a 2025 rokiem. Biorąc pod uwagę skalę cięć podatkowych, którą Reform UK chce wprowadzić i katastrofalne braki funduszy w krytycznych obszarach takich jak przestępczość i sądownictwo, wydaje się to dosyć ekscentrycznym sposobem na wydanie miliardów funtów, które politycy tej partii twierdzą, że są w stanie zaoszczędzić dzięki zmianom w systemie pomocy społecznej. Czy zakazywanie ludziom korzystania z węży ogrodowych przez kilka miesięcy co kilka lat jest naprawdę aż takim problemem?
Sucha żółciejąca trawa w naszych parkach i na polach może być nieestetyczna. Trudno jednak wysnuwać z niej wniosek, że umrzemy z pragnienia. Najprawdopodobniej do października znowu zacznie padać, a deszcz zmyje to sezonowe zmartwienie polityczne, tak samo, jak te wszystkie kłótnie o klimatyzację.
Tekst przetłumaczony z „The Spectator”.
Autor: John Power
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji
-
„Financial Times”: Chłodzić czy nie chłodzić. Francuzi kłócą się o klimatyzację
-
Deszcz pada, a wody wciąż mało. Niski stan na wielu rzekach


