Życie składa się z wielu doświadczeń, zarówno tych dobrych, jak i złych. Każde czegoś uczy. Nie warto szukać tylko tego, co dobre, i czuć rozczarowania, gdy coś dzieje się nie po naszej myśli. Warto poczuć i radość, i smutek – mówi brytyjski pisarz i ilustrator James Norbury.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

James Norbury: Przez jakiś czas szukałem odpowiednich bohaterów do moich ilustracji, prostych rysunków z filozoficznym przesłaniem. Myślę, że ta dwójka dobrze tu pasuje. Panda jest pełna ciepła, zwykle postrzega się ją jako zwierzę powolne i delikatne, z kolei o smokach myślimy jako o istotach dostojnych i mądrych. U mnie jest trochę przewrotnie, bo w towarzystwie wielkiej pandy przebywa malutki smok. Jest skory do zabawy, ciekawski, troszkę naiwny. Myślę, że świetnie się uzupełniają, prowadzą interesujący dialog. No i sporo dzieje się na ich drodze. Chciałem, by moje ilustracje dawały ciepło i odrobinę radości, by dzięki nim odbiorcom łatwiej było znosić codzienne smutki.

– Tak naprawdę chciałem namalować serię ilustracji z myślą o ludziach, którzy szukali pomocy u samarytan, do których dołączyłem. Zamierzałem zbudować dla nich grupę wsparcia, ale plany pokrzyżowała pandemia. Wtedy pojawił się pomysł z rysunkami – miały dać otuchę i inspirację do pozytywnych zmian. Zaczęło się od niedużej grupy odbiorców na Instagramie, gdzie zamieszczałem moje obrazki, po jakimś czasie zaczęły być udostępniane i dotarły do ludzi z różnych zakątków świata. Odzew był niesamowity. Wiele osób pisało, że te proste historyjki pomogły im przetrwać trudny czas, sprawiły, że na pewne rzeczy udało się im spojrzeć z innej perspektywy.

www.instagram.com

– Wszyscy potrzebujemy tego samego: by ktoś nas wysłuchał, był z nami i wspierał, niezależnie od sytuacji. Moi bohaterowie słuchają siebie nawzajem i są ze sobą szczerzy. To prawda, rozmawiają o rzeczach zwyczajnych i oczywistych, ale właśnie takie rozmowy zbliżają i otwierają. Na co dzień jesteśmy tak zabiegani, zapracowani, zajęci osiąganiem celu, dążeniem do perfekcji, że nie słyszymy cichego głosu dobiegającego z naszego wnętrza, nie dopuszczamy do siebie pytań o sens tego, co robimy, nie umiemy się zatrzymać i popatrzeć z zachwytem na liść, gałązkę, chmury. Sam też miałem trudne momenty w życiu, problemy ze zdrowiem, kryzysy. Zrozumiałem w końcu, że nie muszę poddawać się negatywnym myślom i potrafię sam znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Moje ilustracje to rodzaj podpowiedzi dla osób, które dopiero są na początku takiej drogi i być może nie wierzą, że w ich życiu może się coś dobrego wydarzyć.

– Tak jest w życiu. Skręcamy w niewłaściwe ścieżki, zawracamy z drogi, gubimy się. Popełniamy błędy, które później, kiedy patrzymy na nie po jakimś czasie, okazują się błogosławieństwem. Dzięki decyzjom, które początkowo mogą wydawać się kiepskie, docieramy w miejsce, w którym czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Znam wiele takich historii, pani zapewne też. Ludzie spotykają partnerów życiowych w sytuacjach, które nie są wcale komfortowe. Albo w trudnym momencie życia, w jakimś kryzysie, odnajdują ścieżkę, o której wcześniej nawet nie myśleli, a która sprawia, że odnoszą sukces, robią coś wspaniałego dla innych. Moje książki też są skutkiem splotu wydarzeń, które kiedyś oceniłbym jako negatywne. Dziś wiem, że to, co wydaje się błądzeniem, jest szansą na coś dobrego. Lubię sobie o tym przypominać, kiedy mam słabszy moment. Wiem, że to, co trudne i niewygodne, też w końcu minie.

– Sądzę, że jest sporo mądrych rad, które można by przytoczyć, ale czy ja jestem osobą, która powinna radzić? Z doświadczenia wiem, że życie składa się z wielu doświadczeń – dobrych i złych. I każde czegoś uczy. Nie warto szukać tylko tego, co dobre, i czuć rozczarowania, gdy coś dzieje się nie po naszej myśli. Życie jest wielobarwne, jest w nim światło i cień. Zaakceptujmy to wszystko, czerpmy także z niepowodzeń, bo być może kiedyś właśnie one zachęcą nas do czegoś nowego, pozwolą nam się rozwinąć. To tak jak z ogrodem, do którego trafiają moi bohaterowie – nie byłoby ich tam, gdyby nie pobłądzili na trasie.

Mam jednak wrażenie, że dzieci i młodzież są pod presją dorosłych i rówieśników, oczekuje się od nich wybierania tej „właściwej ścieżki” i sięgania po to, co daje uczucie spełnienia.

– To, co dzieciaki oglądają w internecie, nie jest prawdą o życiu. My, dorośli, bywamy bardziej nieufni, a przez to ostrożniejsi, ale młodzi ludzie często dają się nabrać na cudowne opowieści tych wszystkich szczęściarzy z wirtualnego, nierealnego świata. Nie ma cudownego sposobu na osiągnięcie szczęścia, nie da tego na pewno żaden gadżet sprzedawany w sieci.

– Moim zdaniem pogoń za szczęściem nie ma sensu. Mnie bliska jest idea poczucia pełni. Jestem wystarczający, kompletny, mam wszystko, czego potrzebuję, tylko muszę sobie to uświadomić. Ale to jest trudne, wiem. Czytałem gdzieś ostatnio, że robiono badania, które potwierdziły, że ludzie w większości nie akceptują obecnego stanu, miejsca, w którym są. Nie potrafią cieszyć się chwilą, tak zwyczajnie docenić, że są tu i teraz, że ich życie wygląda tak, a nie inaczej. Jeśli posadzisz człowieka w pokoju, bez żadnych urządzeń, bezczynnego, już po chwili zacznie się wiercić, będzie chciał znaleźć sobie jakieś zajęcie, w jego głowie zaczną się kłębić myśli. Na co dzień rozpraszają nas skomplikowane maszyny i systemy, które sami stworzyliśmy, smartfony, komputery, telewizja, internet, a wygląda na to, że boimy się własnych procesów myślowych. Nie umiemy pobyć ze sobą w ciszy i skupieniu. Jeśli jednak przezwyciężymy ten pierwszy, niewygodny moment, damy naszym myślom swobodnie popłynąć, możemy poczuć się naprawdę dobrze.

– Mnie daje równowagę, pozwala uspokoić myśli, zapanować nad nimi. To nie jest wcale proste, wymaga regularnego ćwiczenia, ale z czasem przychodzi coraz łatwiej. Warto zacząć od kilku chwil spokoju, wyciszenia, od skupienia na oddechu. Nie musimy nawet siedzieć w jednym miejscu, możemy iść przed siebie albo stanąć w miejscu, spojrzeć w dal, obserwować niebo, chmury, popatrzeć na płynącą wodę, posłuchać jej…

– To przełomowy moment. Wystarczy skupienie na czymś, by udało się odsunąć myśli o tym, co było, o tym, co będzie. W ten sposób doświadczamy spokoju i zaczynamy praktykować uważność. To może być początek ciekawej podróży.

– Chciałem pokazać, że czasem warto poświęcić wszystko i pomóc drugiej istocie. Podjąć się wyzwania, które jest trudne, niewygodne, ale ostatecznie daje wielką satysfakcję, niemal dziecięcą radość. My, dorośli, często zapominamy, że można podążać za czymś nierealnym, nieuchwytnym. Jesteśmy racjonalni, czasem nawet za bardzo. Tą historią chciałem zainspirować do podążania za własnym księżycem i do niepoddawania się, choćby nie wiem co się wydarzyło.

– Bywałem szczęśliwy, bywałem nieszczęśliwy, wszystkiego po trochu. Sporo było we mnie niepokoju, to chyba przeniosło się na dorosłe życie. Ale myślę, że wszystko jest w życiu po coś. Gdyby w życiu zdarzały się tylko idealne momenty i nie napotkalibyśmy na drodze żadnych przeszkód, nie mielibyśmy szansy się rozwinąć. Z kryzysów i porażek może wykiełkować coś pozytywnego.

James Norbury — mieszka w południowej Walii z żoną Ruth i licznymi kotami. Interesuje go duchowość, szczególnie buddyzm, medytuje i praktykuje uważność. Rysuje i maluje od zawsze, sukces przyniosła mu książka „Wielka Panda i Mały Smok”, a także kolejne: „Podróż. Wielka Panda i Mały Smok”, „Kot, który nauczał zen” oraz najnowsza „Podążaj za księżycem”. Na świecie sprzedało się ponad milion egzemplarzy jego książek. W Polsce wydane zostały wszystkie cztery nakładem wydawnictwa Albatros

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version