Najpierw nadeszła pandemia. Przez wiele miesięcy codziennie słyszeliśmy, ile mamy nowych przypadków koronawirusa, jak wielu zakażonych przebywa w szpitalach i w końcu ilu chorych zmarło w wyniku lub za sprawą COVID-19. Wyrażane suchymi liczbami dane wydają się dziś trudne do pojęcia. Najwięcej zgonów zaraportowano 8 kwietnia 2021 roku – aż 954.
Niedługo później, 24 lutego 2022 roku, Władimir Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Agresorzy dokonywali i dokonują do teraz kolejne terrorystyczne ataki na cywilów. Po uderzeniach rakiet czy wybuchach bomb ginie kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Znów docierają do nas liczby, a za nimi kryją się przecież ludzkie tragedie.
Wszystkich Świętych. Czy Polacy są mniej, a może bardziej refleksyjni?
Czy fakt, iż w Ukrainie toczy się zbrojny konflikt, a wcześniej doświadczyliśmy trudnego okresu pandemii, wpłynął na to, na ile Polacy są refleksyjni i w jaki sposób to wyrażają? A może w tym kontekście widoczny jest wpływ innych zjawisk?
Pytania te zadajemy prof. dr hab. Bogdanowi Zawadzkiemu z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Czas jest nieprzypadkowy – nastał okres Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, gdy nie tylko wspominamy zmarłych, ale i pogrążamy się w zadumie nad życiem oraz jego końcem. Rozważamy przebieg, a także sens naszego istnienia.
Jak słyszymy, „ludzie trochę inaczej zaczęli patrzeć” na święta przypadające 1 i 2 listopada. – Polska przez lata była krajem dość tradycyjnym, a związane to było z religijnością. Teraz obserwujemy ateizację społeczeństwa, czyli coś, co w głównej mierze wynika ze zmian społeczno-ekonomicznych – ocenia rozmówca Interii.
„Widzimy życie chwilą, a mniej myślenie o sprawach ostatecznych”
Z opublikowanych w tym roku badań wynika, że Polska od dekady sekularyzuje się najszybciej na świecie. Choć nie tylko u nas religia traci na znaczeniu zwłaszcza wśród młodych, międzypokoleniowa różnica nad Wisłą jest największa. Ponadto w ciągu dekady odsetek zadeklarowanych katolików spadł z 87 do 71 proc., a udział niewierzących wzrósł z kilku do 14 proc.
Czy idzie za tym spadek refleksyjności wśród Polaków? Według prof. Bogdana Zawadzkiego jeśli tak się dzieje, jest to najpewniej konsekwencja właśnie przemian obyczajowych. – Widzimy w kraju materializację typową dla kapitalizmu: życie chwilą, kwestiami ekonomicznymi, dobrobytem, a mniej myśleniem „o końcu” i sprawach ostatecznych – mówi.
Ekspert z Katedry Psychologii Różnic Indywidualnych UW nie przesądza, czy ten spadek związany jest z pandemią i wojnami w Ukrainie oraz Strefie Gazy, „choć na pewno wydarzenia te nieco nas odwrażliwiły na negatywne informacje o śmierci innych ludzi”. – W przypadku COVID-19 pierwsze informacje były, że zmarły konkretne osoby, a później pojawiały się już tylko liczby, które spowszedniały – zauważa.
Covidowe raporty, informacje z Ukrainy. Staliśmy się bardziej obojętni
Jak kontynuuje prof. dr hab. Bogdan Zawadzki, w ten sposób „byliśmy stymulowani” i po pierwszej fazie szoku wobec pandemii „wkroczyło zobojętnienie”. – Podobnie stało się, jeśli chodzi o wojnę za naszą granicą. Jeśli będą kolejne takie sytuacje, zwiększy się „przeskok” od świata, który się skończył i stanie się tylko gorzej – zaznacza.
Jednak czy przy tym zobojętnieniu oraz postępującej sekularyzacji istnieje wciąż społeczna potrzeba wspólnego poświęcenia czasu na refleksję i pamięć o nieżyjących bliskich – a odpowiedzią na nią mogą być uroczystości Wszystkich Świętych i Zaduszek? Nasz rozmówca zgadza się z tą tezą, podkreślając, iż „na tym pierwotnie polegał pomysł”.
– Kościół nie namawiał do chodzenia po grobach i stawiania lampek, tylko właśnie do refleksji, wspominania i modlitwy za zmarłych. Teraz robi się z tego świecka ceremonia: ludzie uwijają się, aby posprzątać nagrobki, liczą cenę zniczy. Takie „techniczne” rzeczy nie powinny przysłaniać wszystkiego, bo polska tradycja jest w tym aspekcie piękna – podkreśla.
Wszystkich Świętych spaja rodzinne więzy. Ale jest też okazją, „by się pokazać”
Profesor dodaje, że tymczasem „wypierane są duchowość i rytuały zaduszne, a być może to dobry moment, aby się przejść, bardziej skupić się na pamięci o zmarłych, chociaż raz do roku”. – Niekoniecznie musi być to połączone z religijnością, ale nie dawajmy się zapędzić w kozi róg przygotowań – podobnie jak przy Bożym Narodzeniu, gdy, jak siadamy już do stołu, jesteśmy przemęczeni i w sumie mamy tych świąt dość – zwraca uwagę.
Ekspert z UW przypomina o jeszcze jednej roli okresu Wszystkich Świętych: utrzymuje nas w rodzinnych więzach, gdyż krewni spotykają się przy okazji odwiedzania cmentarzy. – I to jeden ze społecznych aspektów tego dnia, który jeszcze pozostał. Dzieje się tak zwłaszcza w małych miejscowościach – uściśla.
Dlaczego akurat tam? Prof. dr hab. Bogdan Zawadzki wskazuje, iż poza aglomeracjami „ludzie łatwiej się identyfikują”. – Jest to okazja do społecznych porównań: kto kim jest, jak się mu powodzi, który samochód do niego należy. Taką mamy kulturę, aby się pokazać, ładnie „zaprezentować”, nawet jeśli jest to cmentarz i dzień wspominania zmarłych nie jest właściwą okazją do chwalenia się – podsumowuje rozmówca Interii.
Wiktor Kazanecki, Interia
Kontakt do autora: [email protected]















