-
Wulkan St. Helens w stanie Waszyngton zasnuł się niedawno tumanami pyłu, wzbudzając obawy o możliwą erupcję.
-
Okazało się, że to silny wiatr poderwał pył wulkaniczny, pochodzący z tragicznej erupcji z 1980 roku.
-
45 lat temu w tym rejonie doszło do jednej z najbardziej niszczycielskiej erupcji w nowożytnej historii USA.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
O niepokojącym zjawisku w okolicy katastrofy sprzed dekad donieśli piloci samolotów komercyjnych przelatujący przez tę część USA. Informowali oni o pyle widocznym na wysokości około 3 tysięcy metrów.
Wulkan pokryty pyłem. To nie była erupcja
Amerykańska służba geologiczna USGS oraz Narodowa Służba Pogodowa (NWS) w Portland wyjaśniły w komunikacie, że nie doszło do żadnej nowej erupcji:
Obecnie nie ma zmian w poziomie alertu wulkanicznego. Aktywność góry St. Helens pozostaje na zwykłym poziomie – głosi wtorkowy komunikat USGS.
Okazało się, że za zamieszanie odpowiada silny wiatr, który poderwał masę pyłu wulkanicznego z tragicznej erupcji, do której doszło 18 maja 1980 roku. Była ona tak potężna, że doprowadziła nie tylko do olbrzymich zniszczeń w okolicy, lecz również wyrzuciła tony drobin, które wciąż zalegają w częściowo zawalonym kraterze.
USGS udostępniła zdjęcia momentu wzbudzenia pyłu sprzed 45 lat, co niektórzy obserwatorzy mogli pomylić z nową erupcją:
Jednocześnie amerykańscy wulkanolodzy podkreślili w komunikacie, że pył wulkaniczny może być groźny dla zdrowia, a także uszkadzać silniki samolotów. Kiedy wiatr osłabnie, pył z powrotem opadnie na ziemię.
Tego typu zdarzenia miały miejsce już wcześniej. Co jakiś czas, w zależności od pogody, z wulkanu unoszą się kolejne chmury pyłu. Ponieważ od erupcji minęło kilkadziesiąt lat, fakt, że wciąż jej pozostałości mogą unosić się w powietrzu, daje pojęcie o skali kataklizmu z ubiegłego wieku.
Przed wulkaniczną chmurą uciekali samochodami
Wulkan St. Helens znajduje się Górach Kaskadowych w hrabstwie Skamania, w amerykańskim stanie Waszyngton. Jego erupcja sprzed niemal pół wieku była jedną z najbardziej niszczycielskich w nowożytnej historii Stan Zjednoczonych.
18 maja 1980 roku o godz. 8:32 doszło tam do trzęsienia ziemi o magnitudzie 5,1. Wybrzuszenie wulkanu oraz część jego zbocza obsunęły się w największej zarejestrowanej na Ziemi lawinie.
Doszło do potężnej erupcji, która wyrzuciła masy pyłu wulkanicznego. W ciągu kwadransa chmura ta wspięła się na wysokość około 25 kilometrów.
Relacje świadków mówią o kierowcach, którzy by uciec przed chmurą skał, pyłu i gazów wulkanicznych, musieli prowadzić samochody z prędkością ponad 160 km/h. Jak wynika z danych USGS początkowo lawina piroklastyczna rozprzestrzeniała się z prędkością ponad 480 km/h.
Lawina kamieni wywołana erupcją dotarła około 22 kilometry od wulkanu. Zniszczone zostało ponad 370 kilometrów kwadratowych lasu, zawaliła się też część krateru – wulkan stał się o 400 metrów niższy. W kataklizmie zginęło łącznie 57 osób, zniszczeniu uległo 250 domów.
W dniu erupcji wiejące w tej części stanu wiatry przeniosły około 520 milionów ton pyłu wulkanicznego na wschód od krateru, zakrywając niebo między innymi nad miastem Spokane, znajdujące się 400 kilometrów od góry.
Do dziś w zagłębieniach krateru znajdują się resztki pyłu z erupcji z 1980 roku. Kiedy powieje silniejszy wiatr, znowu może podrywać kolejne chmury.
Źródło: USGS.gov, CNN











