-
Partia TISZA pod wodzą Pétera Magyara wygrała wybory na Węgrzech, zdobywając większość konstytucyjną w parlamencie.
-
Viktor Orbán wcześnie uznał porażkę, co zakończyło spekulacje o fałszerstwach i zewnętrznych wpływach na wybory.
-
Péter Magyar zapowiedział głęboką reformę państwa oraz szybkie uregulowanie stosunków z Unią Europejską, wybierając Polskę jako cel pierwszej wizyty zagranicznej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Dobiegła końca wyczerpująca, trwająca blisko dwa lata kampania wyborcza. Poza badaniami opinii publicznej pracowni bliższych opozycji niewiele wskazywało wcześniej na to, że ugrupowanie TISZA ma realne szanse na tak spektakularne zwycięstwo. Tymczasem partia pod wodzą Pétera Magyara nie tylko wygrała te wybory, ale wręcz zdeklasowała rywali, uzyskując samodzielną większość konstytucyjną. Oznacza to, że droga do głębokiej przebudowy Węgier stoi przed premierem elektem otworem.
Wybory na Węgrzech. Fidesz z gigantyczną stratą
Tuż przed godziną 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek Narodowe Biuro Wyborcze wstrzymało proces przeliczania głosów. Wskaźnik zliczonych kart zatrzymał się na poziomie 98,89 proc.
Pełne 100 procent poznamy dopiero w najbliższą sobotę, kiedy do ogólnej puli zostaną doliczone pakiety spływające z zagranicznych obwodów wyborczych. Należy się jednak spodziewać, że ostateczny podział politycznego tortu nie ulegnie już istotnej zmianie.
TISZA wywalczyła większość konstytucyjną, zdobywając aż 138 ze 199 możliwych do uzyskania mandatów w parlamencie. Rządząca nieprzerwanie od 16 lat koalicja Fidesz-KDNP musi zadowolić się zaledwie 55 miejscami. Oznacza to dla niej gigantyczną stratę aż 80 posłów w stosunku do wyników z 2022 r.
Skrajnie prawicowa partia Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna) zdołała z kolei obronić swój dotychczasowy stan posiadania, wprowadzając do Zgromadzenia Krajowego sześciu reprezentantów.
Wybory na Węgrzech 2026 – wyniki. 870 tysięcy, które zmieniło wszystko
W 2022 r. premier Viktor Orbán triumfował, przekonując, że historyczne zwycięstwo jego koalicji jest tak potężne, że „widać je nawet z Księżyca”. Tymczasem w niedzielę to Péter Magyar zapewnił ugrupowaniu TISZA najwyższą wygraną w historii węgierskiego parlamentaryzmu.
Przemawiając wieczorem do zgromadzonych w Budapeszcie tłumów, premier elekt ironicznie odniósł się do tamtych słów ustępującego szefa rządu:
„Nasze zwycięstwo widać nie z Księżyca, ale z każdego węgierskiego okna. I w małym domu, i w bloku. Żadna partia nigdy nie otrzymała tak silnego demokratycznego mandatu jak TISZA”.
Według wczesnych kalkulacji samej partii zagłosowało na nią 3,3 mln uprawnionych obywateli. Z kolei spływające od wczoraj oficjalne dane mówią na ten moment o niespełna 3,1 mln głosów.
To jednak wciąż oznacza sięgającą 870 tys. przewagę nad Fideszem. Dla obozu rządzącego zderzenie z tą wartością musiało być potężnym politycznym szokiem.
Aby w ogóle odwrócić tę sytuację i zniwelować wbudowane w system mechanizmy kompensacyjne, TISZA musiała wygrać z przewagą co najmniej pół miliona głosów nad rywalem. Jak widać, udało się to osiągnąć z naddatkiem.
Ostateczną, oficjalną frekwencję (wraz z wliczonymi pakietami z zagranicy) poznamy w najbliższą sobotę. Jednak już dane z godziny 18:30, wskazujące na 77,80 proc., to wartość wprost rekordowa w najnowszej historii Węgier. Oznacza to, że wczoraj do każdego z 10 047 lokali wyborczych rozsianych po całym kraju udało się łącznie blisko 6 mln obywateli.
Wyniki wyborów na Węgrzech. Gest, który rozbroił narrację
Kluczowym momentem wyborczej niedzieli było wczesne uznanie porażki przez Viktora Orbána. Ten jeden polityczny gest natychmiastowo rozbroił snutą od tygodni narrację o zewnętrznych wpływach, zagranicznych agentach i rzekomo przygotowywanych fałszerstwach wyborczych, a także buntu w stolicy.
Wystąpienie ustępującego premiera skutecznie przekłuło balon skrajnych emocji społecznych. Było ono o tyle ciekawe, że Orbán skapitulował zaledwie 75 minut po tym, jak z komisji zaczęły spływać pierwsze twarde dane.
Jak zauważał na portalu X Marcin Duma, wynika to z faktu, że „Fidesz ma świetnie zorganizowaną sieć przesyłu informacji od mężów zaufania, którzy raportują partii jeszcze niezatwierdzone protokoły”. Rządzący po prostu błyskawicznie zdali sobie sprawę z matematycznej skali swojej klęski.
Dlaczego Fidesz ostatecznie oddaje władzę? Przede wszystkim dlatego, że do samego końca kierował swój przekaz wyłącznie do twardego, własnego elektoratu, całkowicie przegapiając moment, w którym reszta wyborców zjednoczyła się przeciwko rządowi.
Tezy Orbána rezonowały już tylko w bańce Fideszu, podczas gdy dla pozostałej części węgierskiego społeczeństwa stawały się one wręcz absurdalne.
Fideszowi nie pomógł niedawny wyciek nagrań z rozmów węgierskich i rosyjskich polityków, który bezlitośnie obnażył polityczny serwilizm rządu w Budapeszcie względem Kremla.
W trakcie niedzielnego wiecu Viktor Orbán otwarcie przyznał przed swoimi zwolennikami, że ostateczne wyniki są dla obozu rządzącego „bolesne, ale jasne” i tym razem obozowi władzy „nie dano szansy utworzenia rządu„.
Zapowiedział jednak, że Fidesz będzie służył państwu również z ław opozycyjnych.
– Nigdy, przenigdy się nie poddamy – dodał stanowczo ustępujący premier, obiecując, że jego formacja jeszcze powróci do władzy.
Węgry. Od dymisji do rekonstrukcji
Przemówienie Pétera Magyara trwało ponad godzinę i jednoznacznie zarysowało plan głębokiej reformy państwa, choć jej dokładna skala wciąż pozostaje niewiadomą. Premier elekt rozpoczął od wezwania prezydenta Tamása Sulyoka, by ten niezwłocznie powierzył mu misję tworzenia rządu, a następnie natychmiast ustąpił ze stanowiska.
Podobny apel wystosował do innych urzędników wyznaczonych przez poprzednią władzę, w tym do prezesów Sądu Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, prokuratora generalnego, a także szefów Najwyższej Izby Kontroli oraz Urzędu Ochrony Konkurencji.
Magyar wprost zażądał ich dymisji, radząc, by nie czekali, aż sam ich zwolni. To jasna zapowiedź skorzystania z narzędzia, jakim jest większość konstytucyjna. Wydaje się pewnym, że TISZA będzie chciała skrócić kadencję tych urzędników, póki co wbrew ustawom.
Za jeden z absolutnych priorytetów nowa władza uznała rozliczenie nadużyć poprzedników – przy użyciu instrumentów zgodnych z prawem i standardami europejskimi.
W tym celu zapowiedziano powołanie specjalnego urzędu, który skontroluje proces zawłaszczania i rozkradania państwa.
Magyar zadeklarował także natychmiastowe wszczęcie śledztwa w sprawie rosyjskich wpływów na Węgrzech, uderzając personalnie w szefa MSZ Pétera Szijjártó (co ciekawe, minister w czasie wczorajszej nocy wyborczej całkowicie zniknął z przestrzeni publicznej).
Do najpilniejszych zadań lider TISZY zaliczył również:
-
uzdrowienie zrujnowanej gospodarki,
-
reformę organów ścigania,
-
reformę transportu
-
oraz systemu ochrony dzieci.
Obiecał wyciągnięcie surowych konsekwencji wobec osób bezpośrednio odpowiedzialnych za „wieloletnie podsycanie nienawiści”. Konieczne ma być także wzmocnienie niezależności wymiaru sprawiedliwości, w tym podporządkowanie prokuratury realnej kontroli sądów oraz wprowadzenie jasnych gwarancji niezależności sędziowskiej.
Magyar zapewnił, że Węgry znów staną się silnym, wiarygodnym i szanowanym sojusznikiem w Unii Europejskiej oraz NATO. Obiecał szybkie uregulowanie stosunków prawno-finansowych z Brukselą, niezwłoczne przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) i odblokowanie zamrożonych miliardów euro, zastrzegając jednocześnie, że jego rząd będzie asertywnie bronił narodowych interesów.
Symboliczny ma być kalendarz pierwszych wizyt zagranicznych: premier elekt najpierw uda się do Polski (podkreślając tysiącletnią przyjaźń obu narodów), następnie do Wiednia, a w trzeciej kolejności do Brukseli. Jak stanowczo zaznaczył, „miejsce naszej ojczyzny od tysiąca lat było, jest i będzie w Europie”.
Dziękując 50 tysiącom wolontariuszy za blisko dwa lata ciężkiej pracy, Péter Magyar złożył na koniec najważniejszą obietnicę: zadeklarował, że jego aparat państwowy będzie służył obywatelom, a nie partii.
Nowy premier obiecał trwałe zakończenie polityki opartej na polaryzacji, zapewniając, że będzie pracował na rzecz wszystkich Węgrów – również tych, którzy na niego nie zagłosowali.
Warszawa jako pierwszy sprawdzian
W obecnej chwili najważniejszym zadaniem dla Budapesztu pozostaje płynny transfer władzy, zwołanie nowego parlamentu i zaprzysiężenie rządu. Nie można jednak zapominać, że ugrupowanie TISZA bardzo mocno liczy na polską pomoc w odzyskaniu zamrożonych unijnych funduszy.
Taka sytuacja otwiera unikalną możliwość ułożenia na nowo polsko-węgierskich relacji bilateralnych, w których Warszawa powinna od razu sformułować jasne oczekiwania wobec nowego sojusznika.
Jeśli wszystkie procesy ustrojowe przebiegną pomyślnie, Péter Magyar ze swoją pierwszą oficjalną wizytą zagraniczną przyleci do Polski na przełomie maja i czerwca.


