Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Zaskakujące sceny w polskim domu. Zaklinował się pod zmywarką

Zaskakujące sceny w polskim domu. Zaklinował się pod zmywarką

2 marca, 2026
Czechy. Ewakuacja z Bliskiego Wschodu. Premier Andrej Babisz ogłasza

Czechy. Ewakuacja z Bliskiego Wschodu. Premier Andrej Babisz ogłasza

2 marca, 2026
Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

2 marca, 2026
ZUS przypomina o rozliczeniu. Dla tej grupy emerytów to ostatni moment – Biznes Wprost

ZUS przypomina o rozliczeniu. Dla tej grupy emerytów to ostatni moment – Biznes Wprost

2 marca, 2026
Leśne koty mogą okazać się skarbem w Polsce. Zaczęły robić coś nietypowego

Leśne koty mogą okazać się skarbem w Polsce. Zaczęły robić coś nietypowego

2 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Zaskakujące sceny w polskim domu. Zaklinował się pod zmywarką
  • Czechy. Ewakuacja z Bliskiego Wschodu. Premier Andrej Babisz ogłasza
  • Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął
  • ZUS przypomina o rozliczeniu. Dla tej grupy emerytów to ostatni moment – Biznes Wprost
  • Leśne koty mogą okazać się skarbem w Polsce. Zaczęły robić coś nietypowego
  • Władimir Putin i jego największe historyczne kłamstwa. Jedno dotyczy Polski
  • USA – Iran. Nowy komentarz Karola Nawrockiego. „Upada groźny reżim”
  • Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”
Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”
Aktualności

Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości2 marca, 2026

Kiedy Bonginkosi usłyszał, że Polacy go utrzymują i powinien wracać do Afryki, chciało mu się krzyczeć. Ale choć bywa trudno, to coraz bardziej podoba mu się życie w Lublinie.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Zależy, czy jestem wypoczęty — mówi 28-letni Bonginkosi Khumalo, kiedy pytam, jak reaguje na rasistowskie zaczepki. — Kiedy jestem zmęczony, chce mi się krzyczeć. Ale w jakim języku? Polskiego się uczę. Po angielsku dogadam się z nielicznymi, a język ndebele znają tylko mieszkańcy mojego rejonu w Zimbabwe. Zazwyczaj więc milczę.

Jak psy czy koty

Bonginkosi to jeden z 1185 mieszkających na Lubelszczyźnie obywateli Zimbabwe (w samym Lublinie przybysze z tego kraju to najliczniejsza — po Ukraińcach i Białorusinach — grupa obcokrajowców w mieście). I jeden z 50 pochodzących z Zimbabwe członków lubelskiej parafii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Rozmawiamy w małej salce w kamienicy należącej do wspólnoty. W soboty, kiedy Bonginkosi przychodzi na popołudniowe nabożeństwo, dzieci mają tu swoją szkółkę. Na ścianie wisi namalowany przez nie plakat z zarysem Afryki i hasłem: „Bóg przyjmuje każdego człowieka”. Obok wyklejanka w kształcie serca z napisem: „Miłość jest cierpliwa”. Na Spotted Lublin, lokalnej podstronie na Facebooku, przeczytam potem, że z miłością między obywatelami Zimbabwe i lokalsami bywa różnie. Ale obie strony nad tym pracują.

Na razie jednak Bonginkosi, absolwent pielęgniarstwa jednej z lubelskich prywatnych uczelni, na co dzień kurier w Uber Eats, wspomina, kiedy miał ochotę krzyczeć. Raz, kiedy pracował w Bolcie i ktoś zrezygnował z kursu, bo — jak to ujął — nie chciał jechać z czarnym. Drugi raz, kiedy uczestniczył w zdarzeniu drogowym i usłyszał, że Polacy go utrzymują i powinien wracać do Afryki. Trzeci, kiedy przechodził z koleżanką, Polką, koło kebabu w centrum Lublina. Dziewczyna nie chciała przetłumaczyć na angielski tego, co na jego widok wykrzyczeli młodzi chłopcy.

Anna Łapanowska-Okoronkwo: kiedy poznałam mojego męża, Samuela, miała 21 lat. Przystojny, wysoki, od razu mi się spodobał. Ciemny kolor skóry nie miał dla mnie znaczenia.

Anna Łapanowska-Okoronkwo: kiedy poznałam mojego męża, Samuela, miała 21 lat. Przystojny, wysoki, od razu mi się spodobał. Ciemny kolor skóry nie miał dla mnie znaczenia.

Foto: Filip Klimaszewski

Gdyby dobrze znał polski, odpowiedziałby, że nic nikomu nie jest winien. Jego rodzina musiała zapłacić kilka tysięcy euro pośrednikowi, który załatwił formalności z uczelnią w Polsce. Wybrali Lublin, bo miał dobre opinie i oferował najtańszą opcję studiowania pielęgniarstwa. Podobne studia w Wielkiej Brytanii kosztowałyby nawet cztery razy tyle. — Mam trzech braci, mama jest nauczycielką. Nie wyciągam do nich ręki po pomoc. Od lat pracuję na utrzymanie i wynajęcie pokoju w Lublinie — mówi Bonginkosi. I uśmiecha się, bo może i bywa trudno, ale coraz bardziej podoba mu się życie w Lublinie. Odkrył tu swoją pasję: aktorstwo. Statystował w kilku filmach. Ze stand-upem o swoim życiu występował w lubelskim pubie Just Crafted. Anglojęzyczni Polacy — głównie studenci — śmiali się najgłośniej, kiedy żartował, że marzy, aby traktowali go tak, jak swoje psy czy koty. Czyli z miłością.

Być razem podczas zmartwychwstania

Taras Semeniuk, pastor parafii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, planuje film fabularny z Bonginkosi w roli głównej. Bedzie o szkodliwych przekonaniach imigrantów na swój temat, np. o tym, że zakładają, iż wszyscy Polacy myślą o nich źle. I traktują ich jako gorszych, niegodnych dobrego życia, pracy i szacunku. Grający główną rolę Bonginkosi przełamie ten schemat. I z obcego stanie się swoim. A to przełoży się na częstsze kontakty z Polakami.

Na Spotted Lublin ktoś określa pracę nad zmianą podejścia lokalsów do ciemnoskórych ćwiczeniem z tolerancji. — Unikam wskazywania obywatelstwa czy koloru skóry członków naszej wspólnoty pochodzących z Zimbabwe — pastor Semeniuk opowiada o swoich ćwiczeniach z tolerancji. — To dla nas grupa anglojęzyczna. Kulturalni ludzie z wypracowanym w swoich krajach szacunkiem do Kościoła. Dla nich czas płynie inaczej. Przychodzą na nabożeństwo ok. godz 13, wychodzą pięć godzin później. Przynoszą poczęstunek, mają talent do śpiewania, nie klaszczą, ale czuć ich energię i radość. Jesteśmy obok, również kiedy przeżywają żałobę.

Przez ostatnie lata pastor Semeniuk poprowadził dwa nabożeństwa pogrzebowe. Pierwsze po śmierci ciężko chorej studentki z Zimbabwe. Drugie po śmierci ojca Bonginkosi Khumalo. Syn nie mógł pojechać na pogrzeb. Podczas nabożeństwa siedział w pierwszym rzędzie, naprzeciwko otoczonego kwiatami portretu taty. Mówił o wartości jego życia i nadziei, że będą razem, kiedy zmartwychwstanie. Byli przyjaciele Bonginkosi: James Matawa, 23-letni student medycyny, i jego dziewczyna, Ayanda Simanso, 25-letnia studentka biznesu i administracji. — Wiara pomaga wszędzie czuć się bezpiecznie — mówią, kiedy pytam, czy i oni zetknęli się z rasistowskimi komentarzami. James mówi o jednej trudnej sytuacji: jechał pociągiem z Warszawy do Lublina. Przez pomyłkę zajął miejsce przy oknie. Właściciel biletu go popchnął, ale szybko przeprosił, bo inni podróżni stanęli w jego obronie. Ayanda tylko raz poczuła się niezręcznie, kiedy jakaś starsza pani z ciekawością dotknęła jej fryzury afro.

Przykrych doświadczeń pewnie byłoby więcej, gdyby nie Adrian Zarański, diakon grupy anglojęzycznej. W jedną z sobót napisał na grupowym czacie, że na pobliskim Placu Litewskim odbędzie się manifestacja przeciwko nielegalnym imigrantom. Nabożeństwo odbyło się online.

Kocham być czarna

Osiedlowa pizzeria na obrzeżach Lublina. O ćwiczeniach z tolerancji w związkach mieszanych rozmawiam z 37-letnią Anną Łopanowską-Okoronkwo i jej przyjaciółką Chiedzą, 25-letnią obywatelką Zimbabwe, w Lublinie od czterech lat. Poznały się na korytarzu korporacji IT, w której pracowały. I mimo różnicy wieku błyskawicznie złapały kontakt.

— Kiedy poznałam mojego męża, Samuela, miałam 21 lat. Studiowałam pracę socjalną na UMCS w Lublinie — mówi Anna. — Przystojny, wysoki, od razu mi się spodobał. Ciemny kolor skóry i to, że pochodził z Nigerii, nie miało dla mnie znaczenia.

Marcin Karbowniczek: mój chłopak, Antony, wytatuował sobie takie same różyczki. Chciał, żeby były biało-czerwone, ale na jego ciemnej skórze pigment się nie przyjął.

Marcin Karbowniczek: mój chłopak, Antony, wytatuował sobie takie same różyczki. Chciał, żeby były biało-czerwone, ale na jego ciemnej skórze pigment się nie przyjął.

Foto: Filip Klimaszewski

Od dziecka była wyczulona na przejawy rasizmu. Kiedy po ślubie zamieszkali w jednym z lubelskich blokowisk, nikt nie dał odczuć Samuelowi, że jest inny. Ich syn, dziś 16-letni Dawid, tylko raz — w przedszkolu — zetknął się z rasizmem. O tym, że jest Murzynkiem Bambo, usłyszał nie od kolegów, ale od babci odbierającej wnuka z przedszkola. Jeden z użytkowników Spotted Lublin napisze mi potem, że urodzone w mieście dzieci obywateli Zimbabwe już w przedszkolu posługują się trzema językami: polskim, angielskim i jednym z 16 języków Zimbabwe. Bywa, że rodzice zabierają dzieci do lubelskich instytucji w charakterze tłumaczy, bo mało który z urzędników zna angielski.

Samuel szybko zaaklimatyzował się w Lublinie. Założył sklep z artykułami afrykańskimi. Nieźle zarabia. W Nigerii zbudował dom. Dba, żeby Dawid miał najmodniejsze ubrania i gadżety. Z czasem jednak ujawniły się różnice w ich podejściu do małżeństwa. Anna jest towarzyska, otwarta, niezależna. Samuel, wychowany w nigeryjskim patriarchacie, wymagał od niej posłuszeństwa. Jego zaborczość i podejrzliwość stały się nie do zniesienia. — Jesteśmy w separacji — mówi Anna.

— I bardzo dobrze — dodaje Chiedza. Jej ćwiczenia z tolerancji to związek z Polakiem. Tuż po przyjeździe na studia do Lublina w perfumerii poznała Jana. Zauważył, że wącha i odkłada kolejne flakony, kupił jej jeden z najdroższych. Spotykali się przez kolejne miesiące. Jeździł lexusem, zabierał ją na wycieczki po Polsce i co miesiąc wysyłał jej na konto ponad 2 tys. zł. — Nigdy jednak nie poszliśmy do łóżka — mówi Chiedza. — Po jednym ze spotkań zadzwonił z pretensjami, że go zaraziłam covidem. Przysięgałam, że niedawno robiłam test i jestem zdrowa. Pokłóciliśmy się i nazwał mnie „słowem na N” (od obraźliwego angielskiego „nigger”, czyli „czarnuch”). Przysłał mi potem kwiaty i przepraszał, ale już nigdy się z nim nie spotkałam. Dziś jestem w związku z chłopakiem z Zimbabwe. Również dzięki niemu kocham być czarna.

Larwy motyla smażone na chrupko

— To gwiazdy z ptakiem Zimbabwe, element flagi tego kraju — 40-letni Marcin Karbowniczek podwija rękawy koszuli i pokazuje tatuaże na rękach. — A tu mam jeszcze dwie różyczki — dodaje, odwracając dłonie wierzchem do góry. — Mój chłopak, Antony, wytatuował sobie takie same. Chciał, żeby były biało-czerwone, ale na jego ciemnej skórze pigment się nie przyjął.

Rozmawiamy w nocnym klubie w centrum Lublina. Półmrok, pikowane kanapy i sztuczne palmy. Na Spotted Lublin czytam, że to ulubione miejsce spotkań studentów z Zimbabwe. Niektórzy z nich, wbrew stereotypom biednej Afryki, pochodzą z bogatych domów. Na płatne studia, mieszkanie i wyżywienie dostają od rodzin ponad 5-6 tys. zł miesięcznie. Stać ich na drogie drinki i organizowane w hotelu Victoria uroczyste świętowanie rozdania dyplomów.

Antony, student pielęgniarstwa z Harare w Zimbabwe, i Marcin, pracownik call center, lublinianin pochodzący z Ostrowca Świętokrzyskiego, byli parą przez cztery lata. Poznali się, jak większość lubelskich par mieszanych, przez apkę randkową. Na pierwszą randkę umówili się w rocznicę Cudu nad Wisłą. Najpierw niezobowiązująco, na piwo i pizzę, potem zaczęli u siebie pomieszkiwać.

Dzięki Antony’emu Marcin podszkolił angielski i przyswoił kilka słów w jego ojczystym języku shona. W gronie Afrykańczyków Marcin długo był jedynym białym. I bywał tam, gdzie tylko oni mieli wstęp, np. na domówkach i zamkniętych imprezach. Z czasem — o czym czytam na Spotted Lublin — ciemnoskórzy zaczęli coraz chętniej przychodzić na masowe imprezy w plenerze. Są widoczni nad Zalewem Zemborzyckim i podczas lubelskich juwenaliów. — To wspaniali i weseli ludzie! Pokochałem ich kuchnię, np. matembę, czyli małe suszone rybki podawane z cebulą i przyprawami. I madorę, czyli larwy motyla smażone na chrupko — opowiada Marcin. — Lublin, wbrew pozorom, nie okazał się miastem homofobów. Tylko raz, nad ranem ktoś wpuścił do klubu, gdzie się bawiliśmy, gaz pieprzowy. I raz, kiedy szliśmy objęci, wystartowała do nas grupka podpitych Polaków. Ale zostali spacyfikowani przez Ukraińców, którzy akurat wychodzili z monopolowego. Gorzej było w Warszawie, gdzie szliśmy w Paradzie Równości i zostaliśmy oblani piwem.

Najbliżsi Marcina wiedzą o jego orientacji seksualnej. Przyzwyczaili się, że na święta zabierał do Ostrowca swojego ciemnoskórego chłopaka. Informacja, że jest gejem i ma partnera z Afryki, tylko dla części rodziny była trudna do przyjęcia. Z czasem i oni przywykli. Nic dziwnego, że Antony był zachwycony tolerancją Polaków. W ojczystym kraju nie zdecydował się na coming out i pewnie tak zostanie. W Zimbabwe kontakty homoseksualne są karane, nawet za trzymanie się za ręce czy pocałunek można pójść do więzienia. — Niestety Antony skończył studia i rozstaliśmy się — mówi Marcin. — Wyjechał do Birmingham, gdzie anglojęzyczny lekarz czy pielęgniarz znajdzie pracę szybciej niż w Polsce.

Tacy jak my

O tym, jak brak znajomości angielskiego wpływa na kontakty lokalsów z obywatelami Zimbabwe, czytam na Spotted Lublin. Ktoś opisuje np. zmagania z policjantem, który wezwał Afrykanina jako świadka stłuczki i nie potrafił zadać mu prostego pytania po angielsku. Wiele osób uważa, że bez znajomości języka ćwiczenia z tolerancji zdadzą się na niewiele.

Praca z obywatelami Zimbabwe to chleb powszedni dr Agnieszki Monies-Mizery, wykładowczyni i tłumaczki przysięgłej języka angielskiego. Na rozmowę o tym, co nam umyka wskutek nieznajomości języka, umawiamy się niedaleko miasteczka akademickiego, gdzie — jeśli wierzyć statystykom z Urzędu Miasta — na 8101 studentów zagranicznych 1104 osoby pochodzą z Zimbabwe. — Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń, w których uczestniczyłam jako tłumaczka, było przesłuchanie po wypadku z udziałem trójki studentów z Zimbabwe — mówi Monies-Mizera. — Najbardziej ucierpiał młody chłopak, który w stanie wegetatywnym leżał przez ponad dwa lata w lubelskim szpitalu. Zdarzyło się też, że brałam udział w przesłuchaniu ciemnoskórej kobiety, ofiary domniemanego gwałtu. Okazało się, że seks odbył się za obopólną zgodą i za ustaloną kwotę. Mężczyzna nie zapłacił, więc kobieta oskarżyła go o gwałt.

Jednak najczęściej dr Monies-Mizera przekłada z angielskiego na polski dokumenty niezbędne do studiów: świadectwa szkolne, zaświadczenia, np. z miejsca pracy sponsora, który będzie finansować naukę. Bywa, że jako tłumaczka uczestniczy w egzaminie obywatela Zimbabwe na polskie prawo jazdy. Coraz częściej zdarza się, że tłumaczy na angielski polskie akty urodzenia dzieci, które potem z wnioskiem o wizę trafią do najbliższej ambasady Zimbabwe — w Niemczech. Afrykańscy klienci nazywają ją mummy, a niektóre znajomości wychodzą poza ramy pracy: radzi, gdzie ofiara przemocy w rodzinie powinna zgłosić się po pomoc, czy poleca przedszkole, do którego chodziły jej córki.

— Dostaję piany, kiedy słyszę, że mieszkający w Lublinie obywatele Zimbabwe są leniwi — mówi. — Nielicznych stać na luksus samego studiowania. Większość pracuje, nie tylko w Bolcie czy Uberze, ale też w firmach drobiarskich, na budowach czy przy sprzątaniu. Nie są idealni — tak jak i my. Zetknęłam się np. z próbą wykorzystywania domniemanego rasizmu jako przyczyny kłopotów w relacjach z polskim pracodawcą. Wśród lokatorów z Zimbabwe zdarzają się też bałaganiarze, którzy zamieniają w ruinę wynajmowane mieszkania.

Kiedy pytam o jej pomysł na proste ćwiczenie z tolerancji, dr Monies-Mizera mówi: — Warto co jakiś czas powtórzyć sobie zdanie, że są tacy jak my. Na początek powinno wystarczyć.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
10

01.03.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

Donald Tusk nigdy nie miał z nią chemii. „Zamurowało go, gdy zobaczył jej asystentów”

Donald Tusk nigdy nie miał z nią chemii. „Zamurowało go, gdy zobaczył jej asystentów”

Kacper wrócił po latach do licealnej miłości. Żałuje, bo powiedział jej o sobie za dużo

Kacper wrócił po latach do licealnej miłości. Żałuje, bo powiedział jej o sobie za dużo

Wiktoria powiedziała „dzień dobry” zamiast „szczęść Boże”. Ksiądz zjeżył się i nie chciał wyprawić pogrzebu

Wiktoria powiedziała „dzień dobry” zamiast „szczęść Boże”. Ksiądz zjeżył się i nie chciał wyprawić pogrzebu

Jaka będzie przyszłość Iranu? Pawlicki przedstawia możliwe scenariusze

Jaka będzie przyszłość Iranu? Pawlicki przedstawia możliwe scenariusze

Szadkowski: Czy niektórzy politycy są skazani na porażkę? Kampania Harris skojarzyła mi się z Trzaskowskim

Szadkowski: Czy niektórzy politycy są skazani na porażkę? Kampania Harris skojarzyła mi się z Trzaskowskim

Marta Lempart o ślubie ze swoją partnerką: zrobię z tego kampanię przeciwko polskiemu rządowi

Marta Lempart o ślubie ze swoją partnerką: zrobię z tego kampanię przeciwko polskiemu rządowi

Izraelscy piloci to elita elit. Tylko promil kandydatów kończy szkolenie

Izraelscy piloci to elita elit. Tylko promil kandydatów kończy szkolenie

Po pierwsze kasa. „Skala prywatnych zysków Trumpa jest znacznie większa niż za pierwszej kadencji”

Po pierwsze kasa. „Skala prywatnych zysków Trumpa jest znacznie większa niż za pierwszej kadencji”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Czechy. Ewakuacja z Bliskiego Wschodu. Premier Andrej Babisz ogłasza

Czechy. Ewakuacja z Bliskiego Wschodu. Premier Andrej Babisz ogłasza

2 marca, 2026
Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

Ćwiklak: Przydacz chciał błysnąć. Nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął

2 marca, 2026
ZUS przypomina o rozliczeniu. Dla tej grupy emerytów to ostatni moment – Biznes Wprost

ZUS przypomina o rozliczeniu. Dla tej grupy emerytów to ostatni moment – Biznes Wprost

2 marca, 2026
Leśne koty mogą okazać się skarbem w Polsce. Zaczęły robić coś nietypowego

Leśne koty mogą okazać się skarbem w Polsce. Zaczęły robić coś nietypowego

2 marca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Władimir Putin i jego największe historyczne kłamstwa. Jedno dotyczy Polski

Władimir Putin i jego największe historyczne kłamstwa. Jedno dotyczy Polski

2 marca, 2026
USA – Iran. Nowy komentarz Karola Nawrockiego. „Upada groźny reżim”

USA – Iran. Nowy komentarz Karola Nawrockiego. „Upada groźny reżim”

2 marca, 2026
Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”

Z Zimbabwe do Lublina. „Żartował, że marzy, aby Polacy traktowali go tak, jak swoje psy czy koty”

2 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.