Rachunek za II wojnę światową wystawiony Niemcom przez PiS pokazuje tylko dwie rzeczy: ogrom niemieckich zbrodni i niemożność zadośćuczynienia za nie w sensie materialnym. Trzeba jednak rozmawiać o indywidualnych odszkodowaniach — mówi niemiecki historyk i badacz Holokaustu Stephan Lehnstaedt.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Stephan Lehnstaedt*: Niemiecki rząd nie wypłaci żadnych reparacji wojennych, gdyż uznaje tę sprawę za zamkniętą. Jednak indywidualne wypłaty odszkodowań są bardzo prawdopodobne. W rzeczywistości premier Donald Tusk i były kanclerz Olaf Scholz już o tym rozmawiali. Chociaż obie strony były skłonne do kompromisu, ostatecznie do niego nie doszło. Są wciąż spore szanse na jakieś porozumienie w tej konkretnej kwestii. Nie spodziewam się jednak czegoś więcej niż symbolicznego gestu.

— Biorąc pod uwagę fakt, że wciąż żyje kilka tysięcy polskich ofiar, które nigdy nie otrzymały żadnych odszkodowań od Niemiec, a wiele innych dostało jedynie niewielkie kwoty, najwyższy czas, aby Niemcy dokonały wypłat. Uważam, że ofiary te zostały pozbawione odszkodowań tylko dlatego, że po 1945 r. znalazły się po niewłaściwej stronie Żelaznej Kurtyny. Nie mówię tu o reparacjach na poziomie krajowym, ale o sprawiedliwym zadośćuczynieniu dla poszczególnych osób — dla ludzi, którzy ucierpieli. Poza tym Niemcy z pewnością powinni wiedzieć więcej o zbrodniach popełnionych w Polsce. O tym trzeba uczyć w niemieckich szkołach. Potrzebujemy również Domu Polsko-Niemieckiego, aby opowiadać tę historię w prominentnym miejscu.

— To nie jest tak, że Niemcy nic w tej kwestii nie zrobiły. Wypłacono indywidualne odszkodowania, ale także reparacje na szczeblu krajowym, których częścią były np. niemieckie terytoria wschodnie [w nomenklaturze PRL „Ziemie Odzyskane” — red.] Jednak niemieccy politycy zawsze starali się utrzymać wypłaty na niskim poziomie. Właśnie m.in. po to zostali wybrani przez naród niemiecki. Historia odszkodowań jest również historią walki o odszkodowania, walki toczonej nie tylko przez przez ofiary, ale także przez niemieckich zwolenników takich wypłat. Istnieli oni w przeszłości, dają o sobie znać także teraz, ale stanowią w Niemczech mniejszość.

— Nie sądzę, aby coś takiego jak pojednanie i partnerstwo było na sprzedaż. Co więcej nie sądzę nawet, aby można było o tym dyskutować. Byłoby to dziwne rozumienie obu tych pojęć. Z drugiej strony partnerstwo oznacza, że można otwarcie o wszystkim rozmawiać jak między przyjaciółmi. W pewnym sensie Niemcy uznają przeszłość za temat tabu. Ale jeśli Polska chce rozmawiać o niemieckich zbrodniach, ma do tego pełne prawo. Im bardziej otwarcie i świadomie się o tym rozmawia, tym większe są szanse na znalezienie rozwiązania. Partnerstwo i pojednanie leżą w interesie obu państw, teraz bardziej niż kiedykolwiek.

— Myślę, że kwota ta nie może być kwestionowana. Ostatecznie PiS nie zrobiło nic więcej niż tylko przeliczyło wyliczenia strat z lat 1945-1946 na dzisiejsze realia [autorzy raportu PiS posiłkowali się danymi archiwalnymi powstałego w 1945 roku Biura Odszkodowań Wojennych, które wyceniło polskie straty na ok. 50 mld dolarów z 1939 roku — red.]. Kwota ta nie była więc żadnym zaskoczeniem. Nawet jeśli teraz sprawdzimy, czy jest poprawna i wprowadzimy poprawki, nie zmieni to zbytnio ogólnej sytuacji. Ten „rachunek” pokazuje tylko dwie rzeczy: ogrom niemieckich zbrodni i niemożność zadośćuczynienia za nie w sensie materialnym. Nic więcej. I ten fakt należy uznać formalnie! Poza tym wątpię, czy istnieje odpowiednia rekompensata za śmierć nawet jednej osoby. Z pewnością nie dla jej krewnych. [Tomasz Luterek, prawnik, który pracował nad szacunkiem PiS, twierdzi, że „wycena strat ludzkich nie jest niczym nowym na świecie”. — red.]

— Uważam, że to był błąd, ponieważ każdego dnia umierają osoby poszkodowane, które nie otrzymały odszkodowania od Niemiec. Tusk i dwaj kanclerze rozmawiali wyłącznie o indywidualnych odszkodowaniach. Musi istnieć możliwość rozpoczęcia wypłat bez jakiejkolwiek „wiecznej” deklaracji, że będą one ostatnimi. Właśnie to deklarowali inni polscy politycy, a negocjacje w tej kwestii wciąż trwają. Jeśli to wszystko służy dobru ofiar, nie widzę żadnych moralnych przeszkód.

— Myślę, że byłoby to z pewnością wyrazem partnerstwa. Pomogłoby również Europie obronić się przed Rosją. Nie uważam jednak, aby mogło to być to rekompensatą lub zadośćuczynieniem za II wojnę światową. Co więcej, uważam, że mieszanie tych kwestii jest bardzo problematyczne, bo one nie są one ze sobą powiązane. Zbrodnie popełnione w przeszłości przez Niemcy nie mają nic wspólnego z dzisiejszą agresją Rosji. Mówienie ocalałemu z niemieckiego obozu koncentracyjnego, że nie doczeka się nawet spóźnionej sprawiedliwości, ponieważ Niemcy rozmieściły czołgi we wschodniej Polsce uważam za coś obrzydliwego! Oba procesy powinny mieć miejsce.

— Jest, jeśli taka miałaby być oficjalna reakcja Niemiec na polskie żądania reperacyjne. W każdym innym kontekście odpowiedź brzmi — nie! Oczywiście Rosja nie zapłaci żadnych reparacji, a w sprawie strat terytorialnych Polska musiałaby faktycznie rozmawiać z Ukrainą, Białorusią i Litwą. Pokazuje to bardzo wyraźnie jak problematyczna jest 80 lat po wojnie sama idea reparacji narodowych w przeciwieństwie do indywidualnych odszkodowań.

— Zdecydowanie tak. To dowodzi, że pojednania nie da się osiągnąć poprzez deklaracje. Pojednanie to proces, w którym czynimy postępy, ale przed nami jeszcze długa droga.

— Chciałbym móc powiedzieć, że moja książka o Powstaniu Warszawskim, zmieniła coś na lepsze. Sprzedała się w kilku tysiącach egzemplarzy, tyle samo rozdano w celach edukacyjnych żołnierzom Bundeswehry. To jednak tylko kropla w morzu nieznajomości tematu. Nie nazywałbym tego jednak ignorancją. Niemcy po prostu tego nie wiedzą, ponieważ zbyt mało interesują się Polską.

— Niemieccy uczniowie wciąż się o tym nie uczą. Największym wyzwaniem jest federalny system Niemiec. Edukacja szkolna leży całkowicie w gestii 16 krajów związkowych. Poza tym niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej i Holokaustu jest tak wiele, że zgodnie z programami nauczania uczy się o nich na przykładach. Uważam, że historia jako przedmiot nie ma w niemieckich szkołach takiego znaczenia, na jakie zasługuje.

— Konwencja w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z grudnia 1948 roku jasno stwierdza, że ludobójstwem jest już sam zamiar nawet częściowego zniszczenia jakiejś grupy narodowej lub etnicznej. Chociaż naziści nigdy nie chcieli wymordować wszystkich Polaków, to z pewnością już w 1939 r. zamierzali „ściąć głowę” narodowi polskiemu, aby nie stanowił już zagrożenia dla Niemców. To jest już podstawą do uznania tego za ludobójstwo.

* Stephan Lehnstaedt (ur. 1980) jest profesorem w berlińskiej filii prywatnej amerykańskiej uczelni Touro University. Od 2016 roku wykłada tam dzieje Holocaustu i studia żydowskie. W latach 2010–2016 pracował w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Zajmuje się Holokaustem i historią Polski. Autor wielu książek, w tym monografii „Der Warschauer Aufstand 1944” pol. „Powstanie Warszawskie 1944”. W 2018 po polsku ukazała się jego „Czas zabijania. Bełżec, Sobibór, Treblinka i akcja Reinhardt”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version