W czasie Powstania Warszawskiego na Ochocie istniał punkt zborny na Zieleniaku. Zamordowano tam w bestialski sposób wiele kobiet, ale przez 80 lat była to w zasadzie nieopowiedziana historia. — Tam dochodziło do najgorszych możliwych rzeczy — mówi w „Rachunku sumienia” aktorka Agnieszka Przepiórska, która gra w opowiadającym tę historię spektaklu „Ocalenie”.

Na warszawskiej Ochocie do punktu zbornego na Zieleniaku spędzono młode kobiety. — Dochodziło tam do strasznych rzeczy, ale to za mało powiedziano — mówi Magdalena Rigamonti. — Tam dochodziło do gwałtów, do morderstw, do destrukcji ciała. Upokorzeń. Tam dochodziło do najgorszych możliwych rzeczy. Tam było po prostu piekło — mówi aktorka Agnieszka Przepiórska.

Bohaterka, którą gra w „Ocaleniu”, Irena K. z ulicy Opaczewskiej miała 12 lat, kiedy w sierpniu 1944 r. w powstańczej Warszawie pojawiły się oddziały SS RONA (kolaborującej z Niemcami Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej). To one spędzały cywilną ludność Ochoty na Zieleniak. Nocą, pijani sołdaci wyciągali z tłumu młode i stare kobiety, małe dziewczynki i przyszłe matki, które masowo gwałcili. — Przyszli gasić powstanie, ale okazało się, że nie mają za bardzo umiejętności militarnych, a bardziej umiejętności niszczenia ludzi, kobiet i mienia — opowiada aktorka. — Dochodziło tam do strasznych rzeczy prawie przez cały miesiąc — mówi Przepiórska.

Wiele z kobiet zostało w bestialski sposób zabitych. Przez 80 lat była to w zasadzie nieopowiedziana historia. Przepiórska, pracując nad rolą Ireny, stała się też archiwistką zbierającą informacje o tym, co tam się stało. — Wcześniej pisała o tym Sylwia Chutnik w „Kieszonkowym Atlasie Kobiet” [to debiutancka powieść Chutnik — przyp. red.]. Był tam rozdział poświęcony kobiecie z Zieleniaka. Ale świadectw było bardzo mało. Częściowo zostały zebrane w Muzeum Powstania Warszawskiego, w obozie przejściowym w Pruszkowie i w Domu Spotkań z Historią. Tak można posklejać jakieś skrawki. Natomiast nie ma jednej publikacji dokumentalnej czy naukowej poświęconej Zieleniakowi — tłumaczy Przepiórska.

Aktorka w spektaklu „Ocalenie” wciela się w rolę Irenki, której mama ma stragan na Zieleniaku, a tata pracuje na kolei. Ze sztuki dowiadujemy się, że na osiemdziesiąt lat pamięć Irenki zamilkła, ale w dniu odsłonięcia pomnika „ku czci pomordowanych” wszystko do niej wróciło. Znowu była noc na Zieleniaku, krzyki dziewczynek i kobiet, których nikt nie potrafił ocalić. Znowu usłyszała swój stłumiony głos, a potem, nagle zaczęła głośno mówić: „miałam wtedy wpiętą we włosy taką białą wstążkę…”.

Sztukę na podstawie tekstu Piotra Rowickiego wyreżyserowała Maja Kleczewska, a za jej produkcję odpowiada Dom Spotkań z Historią. Przepiórska odegrała rolę Irenki już ok. 70 razy. — Miałam takie zdarzenie ostatnio, jak zeszłam ze sceny na koniec czerwca, że pomyślałam sobie: „następny spektakl gram w październiku i czy Irenka w ogóle dożyje?”. To było takie dziwne uczucie, że ja zapomniałam, że to ja jestem Irenką. Ona jest dla mnie tak realna i rzeczywista. To wcielenie się w nią jest zespoleniem z tą postacią — mówi aktorka.

Rigamonti zwraca uwagę, że dziś rosyjscy żołnierze dopuszczają się względem ukraińskich kobiet podobnych zbrodni. — To się dzieje, to nie ustaje […] od antyku i nie wiem, czy kiedykolwiek się ten koszmar kobiet w czasie wojny skończy. Nie należy ustawać w tej pracy u podstaw i cały czas trzeba o tym przypominać. Uważam, że to ma sens, że to przypominanie nadaje widzialność, słyszalność tym kobietom. Po spektaklach widzowie odnoszą się do Ukrainy, to nie jest już temat tabu — mówi Przepiórska.

Dlaczego historie z Zieleniaka były przez wiele lat nieopowiedziane? — Same kobiety nie chcą o tym mówić. Jest taki pakt milczenia zawarty między kobietami o doświadczeniach takich, jak na Zieleniaku, czyli że to grupa kobiet została zgwałcona. Zresztą to podobna sytuacja do tej, gdy Armia Czerwona szła przez Polskę i wyzwalała. Praktycznie w każdej miejscowości było jakieś miejsce, jakaś szkoła, stodoła, kościół, gdzie kobiety zostały zapędzone i zgwałcone. I po tej jednej, dwóch, trzech nocach wychodziły i budowały Polskę — tłumaczy Przepiórska. — To milczenie to być może forma ochrony. Mama Irenki mówi do niej w spektaklu, że „ciebie tam nie było, nie było cię na Zieleniaku”. Ale moment, kiedy to wypłynie, nadejdzie. I to wybuchnie z ogromną siłą.

Jak piszą twórcy spektaklu, nie jest on wyłącznie historią o obozie przejściowym na Zieleniaku, ale uniwersalną opowieścią o kobietach, które doświadczyły gwałtu wojennego. Historią aktualną pod każdą szerokością geograficzną, w której toczą się działania wojenne, a gwałt jest stosowany jako forma broni.

W spektaklu jest scena gwałtu. — Część ludzi siedzi z zaciśniętymi pięściami, lecą łzy, są wyzwiska pod adresem Rosjan. A ty tam jesteś. Coraz bardziej zakrwawiona, coraz bardziej wyczerpana. Ta scena jest kulminacją tego monodramu. Gdzie ty tam jesteś? Ty, Agnieszka Przepiórska, w tej scenie? — pyta Rigamonti.

— Trudno mi powiedzieć. Chyba jestem wtedy z Irenką w uścisku, że musimy przejść tę scenę, żeby się wyzwolić. Ta scena jest niezbędna, żeby opowiedzieć historię Zieleniaka. Wszyscy się bardzo staraliśmy, żeby to nie była gloryfikacja przemocy, żeby to nie zbliżyło się do pornografii. I chyba to się udało. Ta scena dotyka, jest bardzo bolesna i straszna, ale nie przekracza granicy — odpowiada Przepiórska.

Aktorka przypomina sobie rozmowy z widzami po spektaklach, które stara się zawsze odbywać. — Jest taki opór niektórych mężczyzn przed tym tematem. Próbują przekierować uwagę. „A kto to dokładnie gwałcił, a nazwijmy te nacje” — mówią. „A dobrze, a Polacy tak nigdy nie robili”. Taka próba oddzielenia się od tej historii i oddzielenia się od męskości. Widzę tych mężczyzn i wiem, że z nimi będzie kłopot po spektaklu, bo oni dosyć nerwowo oglądają ten spektakl, a czasem nawet zagadują panie, które siedzą obok, właśnie na przykład w scenie gwałtu. Wydaje mi się, że to jest trudne doświadczenie dla kogoś, kto nie ma narzędzi, żeby to analizować. Może to jest forma ochrony siebie? — pyta Przepiórska.

Aktorka zastanawia się również, czy jest w ogóle możliwa wojna bez gwałtów. — Wydaje mi się, że nie. Były w byłej Jugosławii obozy, gdzie gwałcono muzułmanki. Dopóty siedziały w obozach, dopóki nie zaszły w ciążę. Wypuszczano je wtedy i było wiadomo, że one rozsadzą tę tkankę społeczną muzułmańską od środka, bo nikt nie przyjmie kobiety w ciąży. Bo jest „zhańbiona”.

Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.

Historia Kobiet
Newsweek.pl – wiadomości z Polski i ze świata. Najnowsze wydarzenia i opinie a także artykuły z kategorii społeczeństwo, biznes, kultura, historia, psychologia, trendy.
Katarzyna Wężyk
Komisja Śledcza
Jakub Korus
, Grzegorz Rzeczkowski
Udział

Leave A Reply

Exit mobile version